Za zamkniętymi drzwiami: Jak moja teściowa zniszczyła nasze małżeństwo

— Znowu tu była! — krzyknęłam, trzaskając drzwiami, gdy tylko Michał wrócił z pracy. Stałam w przedpokoju, trzymając w dłoni klucz, który jeszcze rano leżał na naszej kuchennej półce. — Znowu przestawiła moje rzeczy, Michał! Czy ty naprawdę nie widzisz, co się dzieje?

Michał westchnął ciężko, jakby ta rozmowa była dla niego czymś zupełnie błahym. — Zuza, przecież mama tylko chciała pomóc. Przyniosła ci świeże bułki, posprzątała trochę…

— Posprzątała? — przerwałam mu, czując, jak krew pulsuje mi w skroniach. — Przewróciła do góry nogami całą szafkę z dokumentami! Znowu grzebała w moich rzeczach! To nie jest pomoc, Michał, to jest kontrola!

Wiedziałam, że nie wygram tej rozmowy. Michał zawsze stawał po stronie matki. Od początku naszego małżeństwa czułam, że jestem tylko dodatkiem do ich symbiotycznej relacji. Jego matka, pani Halina, była kobietą o stalowym spojrzeniu i głosie, który nie znosił sprzeciwu. Mieszkała piętro wyżej, odkąd dostaliśmy od niej mieszkanie w prezencie ślubnym. „Prezent” — tak to nazywała, choć w rzeczywistości był to łańcuch, którym nas przywiązała do siebie.

Początkowo próbowałam być miła. Zapraszałam ją na kawę, pozwalałam pomagać przy obiedzie. Ale z czasem jej obecność stała się dusząca. Zaczęła pojawiać się bez zapowiedzi, wchodziła do mieszkania, kiedy nas nie było, tłumacząc się, że „tylko podleje kwiatki” albo „sprawdzi, czy okna są zamknięte”. Pewnego dnia znalazłam ją w naszej sypialni, przeglądającą moją szufladę z bielizną. — Szukam tylko zapasowych pościeli — powiedziała z uśmiechem, który nie sięgał oczu.

Zaczęłam się bać. Przestałam czuć się bezpiecznie we własnym domu. Michał nie rozumiał mojego niepokoju. — Przesadzasz, Zuza. Mama jest po prostu troskliwa. Nie masz własnej rodziny, nie wiesz, jak to jest — powtarzał, jakby to miało mnie uspokoić. Ale mnie tylko bolało bardziej.

Pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy, zastałam Halinę w kuchni. Stała przy blacie, krojąc warzywa na mój ulubiony bigos. — Widzisz, jak cię wyręczam? — powiedziała z uśmiechem. — Michał lubi, jak dom pachnie obiadem. Ty ciągle jesteś zmęczona, a ja nie mam nic do roboty.

— Prosiłam, żeby pani nie przychodziła bez zapowiedzi — powiedziałam cicho, czując, jak łzy napływają mi do oczu.

— To mój dom, Zuzanno. Ja tu mieszkałam, zanim ty się pojawiłaś. Nie zapominaj, komu zawdzięczasz dach nad głową — odpowiedziała lodowato, patrząc mi prosto w oczy.

Tego wieczoru po raz pierwszy pomyślałam o rozwodzie. Michał nie chciał słuchać moich argumentów. — Przesadzasz. Mama jest samotna, musimy jej pomóc. Poza tym, gdyby nie ona, nie mielibyśmy tego mieszkania — powtarzał jak mantrę.

Zaczęłam się wycofywać. Przestałam zapraszać znajomych, bo bałam się, że Halina ich nakryje i zrobi mi awanturę. Przestałam gotować, bo zawsze znajdowała coś, co zrobiła lepiej. Przestałam rozmawiać z Michałem, bo każda rozmowa kończyła się kłótnią.

Pewnego dnia, wracając z pracy, zobaczyłam Halinę wychodzącą z naszego mieszkania. Miała w ręku moją torebkę. — Zostawiłaś ją na wierzchu, mogła ci ktoś ukraść — powiedziała, wręczając mi ją z wymuszonym uśmiechem. Wtedy coś we mnie pękło.

Wieczorem, gdy Michał wrócił, powiedziałam mu, że musimy zmienić zamek. — Nie mogę tak żyć, Michał. Albo ona, albo ja. Musisz wybrać.

Patrzył na mnie długo, w milczeniu. — Nie mogę wyrzucić mamy na bruk. Przesadzasz, Zuza. To ty masz problem, nie ona.

Wtedy zrozumiałam, że jestem sama. Następnego dnia zadzwoniłam do ślusarza. Zmieniłam zamek. Halina przyszła wieczorem, szarpała za klamkę, dzwoniła, krzyczała przez drzwi. — Jak śmiesz! To mój dom! Michał! Michał, otwórz natychmiast!

Michał wrócił późno. Był wściekły. — Co ty zrobiłaś? Oszalałaś? Mama płakała pod drzwiami! — krzyczał, a ja czułam, jak moje serce zamienia się w kamień.

— To jest mój dom. Chcę czuć się bezpieczna. Jeśli nie potrafisz postawić granic, zrobię to sama — odpowiedziałam, choć głos mi drżał.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Michał spał na kanapie, coraz częściej wychodził z domu. Halina dzwoniła codziennie, groziła, że odbierze nam mieszkanie. — Zobaczysz, jeszcze pożałujesz, że się ze mną zadarłaś — mówiła przez telefon, a ja zaczęłam bać się własnego cienia.

W końcu Michał spakował walizkę. — Nie mogę żyć między wami. Wybacz, Zuza, ale mama mnie potrzebuje. Ty sobie poradzisz — powiedział, zamykając za sobą drzwi.

Zostałam sama. W pustym mieszkaniu, które miało być naszym azylem, a stało się polem bitwy. Czasem w nocy słyszę, jak Halina chodzi po klatce schodowej, jakby sprawdzała, czy nie wróciłam do rozsądku.

Czy naprawdę to ja byłam problemem? Czy można wygrać z kimś, kto nie zna granic? Może powinnam była wcześniej postawić na swoim? A może są rzeczy, których nie da się uratować, jeśli druga strona nie chce walczyć razem ze mną?

Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Czy można wygrać z taką teściową, nie tracąc siebie?