Wykluczona z Wesela Mojej Pasierbicy: Czy Kiedykolwiek Byłam Częścią Tej Rodziny?

– Mamo, nie wiem, jak ci to powiedzieć… – głos Julii drżał, a jej wzrok uciekał gdzieś w bok, jakby szukała ratunku w pustce kuchni. Stałam przy zlewie, ścierając dłonie o fartuch, który nosiłam od lat. Ten sam fartuch, w którym gotowałam jej ulubione naleśniki, kiedy miała dziesięć lat i płakała po powrocie od biologicznej matki. Ten sam fartuch, w którym tuliłam ją do snu, gdy miała gorączkę i bała się ciemności.

Teraz miała dwadzieścia pięć lat i patrzyła na mnie jak na obcą. – Julia, powiedz po prostu – poprosiłam cicho, czując jak serce zaczyna mi walić.

– Nie chcę, żebyś była na moim ślubie – wyrzuciła z siebie jednym tchem. Słowa uderzyły mnie mocniej niż jakikolwiek policzek. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Słyszałam tylko szum krwi w uszach i czułam, jak nogi uginają się pode mną.

– Dlaczego? – zapytałam szeptem, choć bałam się odpowiedzi.

– Bo… bo to dzień mojej rodziny. Chcę, żeby byli tam tylko najbliżsi. Ty… ty jesteś żoną taty, ale…

Nie dokończyła. Wiedziałam już wszystko. Przez lata starałam się być dla niej kimś więcej niż tylko „żoną taty”. Byłam przy niej, gdy jej matka wyjechała do Niemiec i kontakt ograniczył się do kilku telefonów rocznie. To ja chodziłam na wywiadówki, szykowałam stroje na szkolne przedstawienia, uczyłam ją jeździć na rowerze. Ale najwyraźniej nigdy nie byłam wystarczająco dobra.

Wyszłam z kuchni bez słowa. W łazience zamknęłam się na klucz i pozwoliłam łzom płynąć swobodnie. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: pierwsze spotkanie z Julią, kiedy miała siedem lat i patrzyła na mnie z nieufnością; jej pierwsza trója z matematyki i wspólne godziny nad zeszytem; jej płacz po pierwszym zawodzie miłosnym. Zawsze byłam obok – czy to nie wystarczyło?

Wieczorem wrócił mój mąż, Marek. Siedziałam przy stole, bawiąc się obrączką na palcu.

– Coś się stało? – zapytał z troską.

– Julia nie chce mnie na swoim ślubie – powiedziałam bez emocji.

Marek westchnął ciężko i spuścił wzrok.

– Wiesz… ona zawsze miała trudność z zaakceptowaniem tej sytuacji. Może powinnaś to zrozumieć…

Zrozumieć? Czy można zrozumieć odrzucenie po tylu latach starań? Czy można pogodzić się z tym, że nigdy nie będzie się częścią rodziny, choć oddało się jej wszystko?

Przez kolejne dni dom był cichy. Julia unikała mnie, a Marek zamykał się w swoim gabinecie. Czułam się jak intruz we własnym domu. Nawet pies przestał merdać ogonem na mój widok.

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moje rozkojarzenie.

– Coś się dzieje? – zapytała delikatnie.

Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała uważnie, a potem powiedziała coś, co utkwiło mi w głowie:

– Może Julia boi się zdradzić swoją matkę? Może myśli, że jeśli cię zaakceptuje, to ją zdradzi?

Zaczęłam analizować każde nasze wspólne wspomnienie pod tym kątem. Czy rzeczywiście byłam dla niej tylko „przypomnieniem” o rozpadzie jej rodziny? Czy moje starania były dla niej ciężarem?

Tydzień przed ślubem Julia przyszła do mnie wieczorem.

– Mogę wejść? – zapytała niepewnie.

Skinęłam głową.

– Wiem, że cię zraniłam – zaczęła cicho. – Ale ja… ja naprawdę nie wiem, kim jesteśmy dla siebie. Ty zawsze byłaś dobra, ale ja… ja tęsknię za mamą. I boję się, że jeśli pozwolę ci być blisko, to ją stracę już na zawsze.

Patrzyłam na nią przez łzy.

– Julia, ja nigdy nie chciałam cię nikomu zabierać. Chciałam tylko być przy tobie wtedy, kiedy mnie potrzebowałaś.

Milczałyśmy długo. W końcu wyszła bez słowa.

Dzień ślubu spędziłam sama w domu. Siedziałam przy oknie i patrzyłam na ludzi idących ulicą z kwiatami i prezentami. Zastanawiałam się, czy któraś z tych kobiet czuje się tak pusta jak ja.

Wieczorem Marek wrócił późno. Był zmęczony i smutny.

– Było pięknie – powiedział tylko i poszedł do sypialni.

Zostałam sama w kuchni. Na stole leżało zdjęcie Julii z dzieciństwa – uśmiechniętej, z rozczochranymi włosami i plamami po lodach na policzkach. Przez chwilę miałam ochotę je podrzeć, ale zamiast tego przytuliłam je do piersi.

Czy naprawdę nigdy nie byłam częścią tej rodziny? Czy miłość można zmierzyć zaproszeniem na ślub? A może rodzina to coś więcej niż więzy krwi i formalności? Może to pytanie warto zostawić otwarte…