Wszystko przez Ciebie… – Historia Kingi, która musiała wybrać między sobą a rodziną

Wszystko przez Ciebie…

– Kinga, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie zostawiała tych rzeczy na stole?! – głos Pawła przebił się przez duszne powietrze kuchni jak ostrze. Zatrzymałam się w pół kroku, z kubkiem kawy w ręku. Znowu. Znowu ta sama kłótnia o nic. O kubek, o łyżeczkę, o to, że nie jestem taka jak jego matka.

Lipcowy upał był nie do zniesienia. Powietrze gęste, ciężkie od wilgoci i kurzu. Oddychałam ciężko, rozdymając nozdrza. Serce biło nierówno, domagając się wytchnienia i ochłody. W głowie miałam tylko jedno: przetrwać do wieczora. W sobotę urodziny teściowej – kolejny obowiązek, kolejna maska do założenia.

Paweł odwrócił się do mnie plecami, stukając nerwowo w ekran telefonu. – Jedziemy na działkę o czternastej. Mama mówiła, żebyśmy nie spóźniali się jak ostatnio.

Zacisnęłam zęby. Mama mówiła… Mama chciała… Mama uważa… Wszystko przez nią. Przez nią i przez Pawła, który nigdy nie potrafił postawić się swojej matce. A ja? Ja byłam tylko dodatkiem do ich układanki.

Najgorsze było to, że od miesiąca nie widziałam syna. Michał miał dopiero siedem lat, a już spędzał wakacje na wsi u dziadków. Paweł twierdził, że tam mu lepiej niż w dusznym mieście. Może miał rację – tam był ogród, świeże powietrze, rzeka. Ale ja tęskniłam. Każda noc bez niego była jak rana, która nie chce się zagoić.

Wyobrażałam sobie, jak Michał biega boso po trawie, śmieje się z babcią Zofią i dziadkiem Stanisławem. Pewnie już zapomniał o mnie – matce, która ciągle jest zmęczona i rozdrażniona. Matce, która nie potrafi być taka jak trzeba.

– Kinga! Słyszysz mnie w ogóle? – Paweł podniósł głos.
– Słyszę – odpowiedziałam cicho.
– To się pospiesz, bo znowu będziemy musieli tłumaczyć się przed mamą.

Wyszłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Oparłam czoło o zimne lustro. Widziałam w nim swoje oczy – podkrążone, zmęczone, pełne żalu. Czy to naprawdę wszystko przez niego? Przez Pawła? Przez teściową? Czy może przez mnie samą?

Kiedy jechaliśmy samochodem na wieś, milczenie było gęste jak powietrze przed burzą. Paweł prowadził nerwowo, co chwilę spoglądając na zegarek. Ja patrzyłam przez okno na mijane pola i lasy. Wspomnienia wracały falami – pierwsze spotkanie z Pawłem, ślub w małym kościele pod Warszawą, narodziny Michała…

A potem wszystko zaczęło się psuć. Najpierw drobne sprzeczki, potem coraz większe pretensje. Paweł coraz częściej znikał w pracy albo u matki na działce. Ja zostawałam sama z dzieckiem i własnymi myślami.

Na miejscu przywitała nas teściowa z szerokim uśmiechem.
– No nareszcie! Już myślałam, że się nie pojawicie! – rzuciła z przekąsem.
Michał wybiegł z domu i rzucił mi się na szyję.
– Mamo! Tęskniłem!
Poczułam łzy pod powiekami.
– Ja też, kochanie…

Obiad był jak zwykle uroczysty – rosół, schabowy, ziemniaki z koperkiem. Teściowa opowiadała o sąsiadach i nowych ogórkach w szklarni. Paweł śmiał się z żartów ojca. Ja siedziałam cicho, czując się jak gość we własnej rodzinie.

Po obiedzie Michał pobiegł do ogrodu. Paweł poszedł z ojcem naprawiać płot. Zostałam sama z teściową przy stole.
– Kinga… – zaczęła cicho Zofia. – Wiem, że ci ciężko. Ale Michał naprawdę dobrze tu się czuje.
– Wiem – odpowiedziałam szczerze. – Ale ja… ja za nim tęsknię.
– Każda matka tęskni – westchnęła teściowa. – Ale dzieci muszą mieć swobodę.

Chciałam jej powiedzieć wszystko – o tym, jak bardzo czuję się samotna; o tym, że Paweł coraz bardziej oddala się ode mnie; o tym, że boję się przyszłości. Ale nie potrafiłam. Zamiast tego zebrałam talerze i poszłam do kuchni.

Wieczorem Michał zasnął wtulony we mnie jak mały kotek. Siedziałam na łóżku i głaskałam go po włosach. Paweł wszedł do pokoju bez pukania.
– Musimy pogadać – powiedział szorstko.
Usiadł naprzeciwko mnie i długo milczał.
– Kinga… ja wiem, że ostatnio jest ciężko. Ale mama ma rację – Michał powinien spędzać wakacje tutaj.
– A co ze mną? – zapytałam drżącym głosem.
– Ty… ty musisz trochę odpuścić. Nie możesz wszystkiego kontrolować.

Poczułam, jak coś we mnie pęka.
– To wszystko przez ciebie… przez was…
Paweł spojrzał na mnie zaskoczony.
– Co przez nas?
– To wy sprawiliście, że czuję się obca we własnym domu! Że muszę walczyć o miejsce przy własnym dziecku!

Wybiegłam z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Na dworze było już ciemno, powietrze pachniało burzą i mokrą ziemią. Usiadłam na schodach i rozpłakałam się jak dziecko.

Nie wiem ile czasu tam siedziałam. W końcu przyszła teściowa i usiadła obok mnie bez słowa. Po chwili objęła mnie ramieniem.
– Kinga… czasem trzeba pozwolić sobie na słabość. I czasem trzeba powiedzieć głośno to, co boli.

Spojrzałam na nią przez łzy.
– Boję się… boję się, że stracę wszystko.
– Nie stracisz – powiedziała cicho Zofia. – Ale musisz zawalczyć o siebie.

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Myśli kłębiły mi się w głowie jak chmury przed burzą: czy naprawdę wszystko przez nich? A może powinnam spojrzeć na siebie inaczej? Może czas przestać być tylko żoną i matką… a zacząć być też sobą?

Czy można odzyskać siebie w świecie pełnym oczekiwań innych? Czy ktoś z was też kiedyś czuł się obcy we własnej rodzinie?