Syn, którego nie znałam – najtrudniejsza próba mojego życia

– Mamo, proszę, nie dzwoń do mnie co godzinę – powiedział zniecierpliwiony Michał, mój jedyny syn, kiedy po raz kolejny próbowałam się z nim skontaktować. Siedziałam wtedy przy kuchennym stole, patrząc na jego zdjęcie z pierwszej komunii, i czułam, jak między nami rośnie mur. Michał zawsze był zamknięty w sobie, ale ostatnie miesiące były inne – wracał późno, unikał rozmów, a ja coraz częściej łapałam się na tym, że nie wiem, kim jest mój własny syn.

Pewnego wieczoru usłyszałam dzwonek do drzwi. Była to sąsiadka z dołu, pani Teresa. – Pani Aniu, Michał jest w szpitalu. Zemdlał na przystanku – powiedziała drżącym głosem. Serce mi stanęło. Wybiegłam z domu bez kurtki, z telefonem w ręku, modląc się w duchu, żeby nic mu się nie stało.

W szpitalu zobaczyłam go bladego i słabego. Lekarz powiedział mi tylko: – Pani syn jest wyczerpany psychicznie i fizycznie. Czy coś się ostatnio wydarzyło? – Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przecież wszystko było jak zawsze… czy na pewno?

Przy łóżku Michała siedziała młoda dziewczyna z kolorowymi włosami. Spojrzała na mnie nieufnie. – Jestem Ola – przedstawiła się cicho. – Michał jest moim przyjacielem. Pomagam mu czasem…

Nie wiedziałam, kim jest ta dziewczyna ani dlaczego to ona siedzi przy moim synu, a nie ja. Czułam się jak intruz we własnym życiu. Kiedy Michał się obudził, spojrzał na mnie z wyrzutem. – Mamo, proszę… nie rób sceny – szepnął.

Przez kolejne dni dowiadywałam się coraz więcej rzeczy, które mnie przerażały i bolały jednocześnie. Michał miał pracę dorywczą w klubie muzycznym, o której nigdy mi nie powiedział. Miał przyjaciół, których nie znałam. Okazało się też, że od miesięcy zmaga się z depresją i lękami, o których nie miałam pojęcia.

Pewnego popołudnia przyszła do szpitala grupa młodych ludzi – śmiali się, żartowali z Michałem, przynosili mu ulubione napoje i książki. Patrzyłam na nich i czułam się coraz bardziej obca. Ola podeszła do mnie i powiedziała: – Pani syn jest wspaniałym człowiekiem. Pomagał nam wszystkim, kiedy mieliśmy trudne chwile. Ale sam nigdy nie prosił o pomoc.

Zaczęłam rozumieć, że przez lata widziałam tylko to, co chciałam widzieć. Michał był dla mnie grzecznym chłopcem z dobrymi ocenami i planami na przyszłość. Nie zauważyłam jego samotności ani tego, jak bardzo cierpiał pod presją moich oczekiwań.

Kiedy wróciliśmy do domu po tygodniu w szpitalu, próbowałam rozmawiać z Michałem. – Synku, dlaczego mi nie powiedziałeś? – zapytałam ze łzami w oczach.

– Bo zawsze miałaś gotowe odpowiedzi na wszystko – odpowiedział cicho. – Nigdy nie pytałaś mnie, czego ja chcę albo jak się czuję.

Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Zrozumiałam wtedy, że byłam matką tylko z nazwy – nie znałam swojego dziecka naprawdę.

Przez kolejne tygodnie próbowałam naprawić nasze relacje. Chodziłam z nim na spacery, słuchałam jego muzyki, poznawałam jego przyjaciół. Było trudno – czasem miałam ochotę krzyczeć albo płakać z bezsilności. Ale wiedziałam, że muszę walczyć o tę więź.

Pewnego dnia Michał przyszedł do mnie i powiedział: – Mamo, dziękuję, że próbujesz mnie zrozumieć. To dla mnie ważne.

Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się całkowicie odbudować nasze relacje. Wiem jednak jedno: nigdy więcej nie chcę być obca dla własnego dziecka.

Czasem patrzę na Michała i zastanawiam się: ile jeszcze tajemnic kryje przede mną? Czy można naprawdę poznać drugiego człowieka – nawet jeśli to własny syn? Może najważniejsze to po prostu być blisko i słuchać…