Spotkanie po latach: Kiedy przyjaźń staje się jednostronna i boli bardziej niż rozstanie
– O, cześć Magda! – usłyszałam za plecami, kiedy sięgałam po chleb w osiedlowym sklepie. Głos Ani był tak znajomy, a jednocześnie obcy, że przez chwilę nie wiedziałam, jak zareagować. Odwróciłam się powoli, czując jak serce bije mi szybciej. Przez ostatnie pół roku nie rozmawiałyśmy ani razu. Nie wiedziałam, czy to ja coś zawiniłam, czy po prostu nasze drogi się rozeszły.
– Cześć Aniu – odpowiedziałam, próbując się uśmiechnąć. – Dawno się nie widziałyśmy.
– No właśnie! – Ania rzuciła mi szybkie spojrzenie i już zaczęła opowiadać o swoim nowym mieszkaniu na Wilanowie, o tym, jak jej synek dostał się do najlepszej szkoły w dzielnicy i jak jej mąż dostał awans. Stałam tam z koszykiem pełnym zakupów, słuchając jej monologu, a w głowie miałam tylko jedno pytanie: czy ona w ogóle zauważyła, że przez ostatnie miesiące nie miałyśmy kontaktu?
Kiedyś byłyśmy nierozłączne. Godzinami siedziałyśmy w kawiarni na Nowym Świecie, rozmawiając o wszystkim – od głupot po najgłębsze sekrety. To do Ani dzwoniłam, kiedy zmarł mój tata i kiedy dowiedziałam się, że mój brat znowu trafił do szpitala. To ona pierwsza wiedziała o moich sukcesach i porażkach. Ale od jakiegoś czasu czułam, że coś się zmieniło. Najpierw przestała oddzwaniać. Potem coraz rzadziej odpowiadała na wiadomości. W końcu zamilkła zupełnie.
– A u ciebie co słychać? – zapytała nagle, ale jej wzrok błądził gdzieś po półkach z nabiałem.
– Wiesz… – zaczęłam niepewnie – Mama miała operację serca. Było ciężko, ale już dochodzi do siebie.
– Ojej, to dobrze, że już lepiej – rzuciła szybko i natychmiast wróciła do opowieści o swoim nowym samochodzie. Poczułam ukłucie żalu. Przez chwilę miałam nadzieję, że zapyta o coś więcej, że może przytuli mnie tak jak dawniej i powie: „Magda, jeśli będziesz czegoś potrzebować, jestem”. Ale nic takiego nie padło.
Wyszłyśmy razem ze sklepu. Ania jeszcze przez chwilę opowiadała o planach na wakacje w Chorwacji i o tym, jak trudno znaleźć dobrą nianię. Pożegnała się szybko, mówiąc: „Muszę lecieć, bo dzieci czekają”. Zostałam na chodniku sama z siatką zakupów i poczuciem pustki.
Przez całą drogę do domu myślałam o naszej rozmowie. Czy naprawdę zawsze tak było? Czy zawsze byłam tylko słuchaczką w jej życiu? Przypomniałam sobie wszystkie nasze spotkania z ostatnich lat – jej problemy z teściową, jej awanse w pracy, jej dzieci. Moje sprawy zawsze schodziły na dalszy plan.
W domu mama zapytała:
– Kogo spotkałaś?
– Anię…
– I jak było?
– Jakby mnie tam nie było – odpowiedziałam cicho.
Mama spojrzała na mnie ze smutkiem. – Czasem ludzie się zmieniają. Albo my przestajemy pasować do ich świata.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo Ani. Może to ja jestem zbyt wymagająca? Może powinnam bardziej się starać? Ale przecież przyjaźń to nie jest jednostronna relacja. Przypomniałam sobie, jak kilka miesięcy temu napisałam do niej długą wiadomość o tym, jak bardzo boję się o mamę i jak trudno mi pogodzić pracę z opieką nad nią. Odpisała po trzech dniach: „Trzymaj się! U mnie też młyn”.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Kasia – koleżanka z pracy.
– Magda, idziemy dziś na kawę? Muszę pogadać.
Zgodziłam się bez wahania. Siedząc naprzeciwko niej w małej kawiarni na Mokotowie, poczułam ulgę. Kasia słuchała mnie uważnie, zadawała pytania, śmiała się z moich żartów i dzieliła się swoimi troskami. To była prawdziwa rozmowa – dwie osoby obecne dla siebie nawzajem.
Po powrocie do domu napisałam Ani krótką wiadomość: „Dzięki za spotkanie. Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze”. Nie odpisała.
Minęło kilka tygodni. Zrozumiałam, że nie chcę już być tylko tłem w czyimś życiu. Że zasługuję na relacje oparte na wzajemności i szacunku. Przestałam śledzić jej życie na Facebooku, przestałam czekać na wiadomości. Skupiłam się na tych ludziach, którzy są naprawdę obecni.
Czasem jeszcze wracam myślami do naszej przyjaźni i zastanawiam się: czy można odzyskać coś, co umarło śmiercią naturalną? Czy warto walczyć o relacje tylko dlatego, że kiedyś były ważne? A może czasem trzeba pozwolić im odejść i zrobić miejsce na nowe?
Czy Wy też mieliście kiedyś takie przyjaźnie, które nagle przestały istnieć? Jak sobie z tym poradziliście?