Skradzione klucze do szczęścia: Czy można wybrać między matką a żoną?

– Michał, nie przesadzaj, przecież to tylko klucze – głos mamy odbijał się echem w mojej głowie, kiedy stałem w przedpokoju naszego mieszkania na warszawskim Mokotowie. Czułem, jak pot ścieka mi po plecach, a Ania, moja żona, patrzyła na mnie z nadzieją i lękiem jednocześnie. W powietrzu wisiała cisza, która bolała bardziej niż krzyk.

Od miesięcy żyliśmy w cieniu mojej mamy. Przychodziła bez zapowiedzi – czasem z ciastem, czasem z narzekaniem na sąsiadów, a czasem tylko po to, żeby sprawdzić, czy Ania dobrze sprząta. Na początku myślałem, że to troska. Ale kiedy Ania zaczęła płakać po nocach, zrozumiałem, że coś jest nie tak.

– Michał, ja już nie wytrzymam – szeptała mi do ucha, kiedy leżeliśmy razem w łóżku. – Twoja mama wchodzi tu jak do siebie. Ja się tu czuję jak intruz.

Nie wiedziałem, co robić. Wychowałem się sam z mamą po tym, jak ojciec odszedł do innej kobiety. Byliśmy drużyną. Mama zawsze powtarzała: „Michałku, zawsze będziemy razem”. Teraz miałem poczucie zdrady – wobec niej i wobec Ani.

Pewnego dnia wróciłem wcześniej z pracy. Zastałem mamę w kuchni. Stała nad garnkiem zupy i krytykowała Anię:

– No widzisz, kochanie, jak się gotuje rosół? Nie tak jak ty ostatnio…

Ania stała z opuszczoną głową. Wtedy coś we mnie pękło.

– Mamo, musimy porozmawiać – powiedziałem stanowczo.

Mama spojrzała na mnie zaskoczona. – O czym?

– O kluczach. Chciałbym, żebyś oddała klucze do naszego mieszkania.

Zapadła cisza. Mama patrzyła na mnie tak, jakby świat się skończył.

– Michał… Ty chyba żartujesz? Przecież zawsze miałam klucze! Nawet jak byłeś na studiach!

– Teraz jestem żonaty. To nasze wspólne miejsce z Anią. Proszę cię…

Mama zaczęła płakać. – Czyli teraz już nie jestem nikomu potrzebna? Wszystko przez nią! – wskazała na Anię.

Ania wybiegła z kuchni. Ja zostałem sam z matką i jej łzami.

Przez kolejne dni w domu panowała atmosfera grozy. Mama przestała dzwonić. Ania była cicha i zamknięta w sobie. Ja czułem się rozdarty na pół.

W końcu zadzwoniłem do mamy:

– Mamo, proszę cię… Nie chcę wybierać między tobą a Anią.

– Ale już wybrałeś – odpowiedziała zimno. – Zawsze myślałam, że będziesz moim synkiem.

Zacząłem mieć koszmary. Śniło mi się, że stoję na moście i muszę wybrać: po jednej stronie stoi mama, po drugiej Ania. Obie wyciągają do mnie ręce.

W pracy byłem nieobecny. Szef zapytał:

– Michał, wszystko w porządku?

– Tak… – skłamałem.

W końcu Ania powiedziała:

– Jeśli tego nie załatwisz, odejdę.

To był cios prosto w serce. Kochałem ją. Ale kochałem też mamę.

Zebrałem się na odwagę i pojechałem do mamy. Siedziała przy stole w swoim mieszkaniu na Ochocie, otoczona zdjęciami z mojego dzieciństwa.

– Mamo…

– Już wiem po co przyszedłeś – przerwała mi. – Proszę, masz te klucze. Ale pamiętaj: kiedyś też będziesz stary i samotny.

Wyszedłem stamtąd ze ściśniętym gardłem i kluczami w kieszeni.

Wróciłem do Ani. Przytuliła mnie mocno i długo płakaliśmy razem.

Ale to nie był koniec problemów. Mama przestała się odzywać na tygodnie. Święta spędziliśmy sami. Czułem pustkę i winę.

Pewnego wieczoru zadzwonił telefon:

– Michał… źle się czuję…

Pojechałem do niej natychmiast. Leżała na kanapie blada i słaba.

– Przepraszam cię, mamo – wyszeptałem.

– To ja przepraszam… Chciałam tylko być częścią twojego życia…

Zrozumiałem wtedy, że granice są potrzebne, ale miłość nie powinna ranić.

Dziś próbujemy budować wszystko od nowa: ja, Ania i mama – każdy na swoim miejscu, ale razem.

Czasem zastanawiam się: czy można być dobrym synem i dobrym mężem jednocześnie? Czy ktoś z was też musiał wybierać między rodziną a miłością?