„Przygotuj się, mama z bratem jadą podzielić spadek”: Historia rodzinnej zdrady i walki o prawdę

– Przygotuj się, mama z bratem jadą podzielić spadek – usłyszałam w słuchawce głos ciotki. Był zimny, jakby już wiedziała, że za chwilę wybuchnie burza. Stałam w kuchni, ściskając kubek z herbatą tak mocno, że aż bolały mnie palce. W głowie miałam tylko jedno: czy naprawdę jestem gotowa na to, co się wydarzy?

Od śmierci taty minęły dwa miesiące. Dwa miesiące ciszy, w której próbowałam poskładać swoje życie na nowo. Tata był dla mnie wszystkim – opoką, przyjacielem, jedyną osobą, która rozumiała mnie bez słów. Kiedy zachorował, to ja byłam przy nim najczęściej. Mama… Mama zawsze była gdzieś obok, zajęta sobą, a brat – Michał – pojawiał się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebował.

Pamiętam dzień, w którym tata poprosił mnie do swojego pokoju. Leżał już wtedy w łóżku, blady i słaby. – Zosiu – powiedział cicho – chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła. Zrzeknij się swojej części spadku na moją rzecz. W zamian przepiszę ci mieszkanie. Później wszystko zrozumiesz. Najważniejsze – nie wierz im, będą kłamać.

Nie rozumiałam wtedy, o co mu chodzi. Przecież byliśmy rodziną. Wierzyłam, że po jego śmierci będziemy trzymać się razem. Ale zrobiłam tak, jak prosił. Podpisałam dokumenty u notariusza. Tata jeszcze tego samego dnia przekazał mi w darowiźnie swoje mieszkanie – nasze rodzinne gniazdo na warszawskim Mokotowie.

Po pogrzebie wszystko zaczęło się sypać. Mama nie odzywała się do mnie przez kilka tygodni. Michał przysyłał krótkie wiadomości: „Musimy pogadać o spadku”. Odkładałam to spotkanie jak najdłużej, bo czułam, że coś jest nie tak.

Aż do dziś.

Drzwi zadzwoniły punktualnie o siedemnastej. Mama weszła pierwsza – sztywna, zaciśnięte usta, spojrzenie pełne wyrzutu. Michał za nią, z teczką pod pachą i miną prawnika na sali sądowej.

– No to jak? – zaczął bez ogródek brat. – Podzielimy się po równo czy będziesz udawać, że nic się nie stało?

– Michał…

– Nie „Michał” mi tutaj! – przerwał mi ostro. – Pozbawiłaś mnie majątku! Tata był chory, zmanipulowałaś go! To mieszkanie należy się nam obojgu!

Mama milczała, ale jej wzrok mówił wszystko: zawiodłaś nas.

– To tata chciał…

– Przestań! – krzyknął brat. – Tata by tego nie zrobił! Ty go do tego namówiłaś! Nie masz sumienia!

Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Próbowałam tłumaczyć:

– Tata sam podjął decyzję. Powiedział mi tylko…

– Co ci powiedział? Że jestem złodziejem? Że nie zasługuję na nic? – Michał był coraz bardziej wzburzony.

– Powiedział tylko, żebym nie wierzyła wam…

– No pięknie! Jeszcze nas oczerniasz! – Mama w końcu zabrała głos. – Całe życie poświęciłam tej rodzinie, a ty… Ty zabierasz wszystko swojemu bratu!

– Mamo, przecież ty masz swoje mieszkanie! Nigdy tu nie mieszkałaś po rozwodzie!

– Ale to dom rodzinny! – krzyczała dalej. – Twój ojciec był niesprawiedliwy! Ty jesteś niesprawiedliwa!

Wtedy pękłam.

– Gdzie byliście przez ostatnie lata? Kto jeździł z tatą do lekarzy? Kto sprzątał po nim, kiedy już nie miał siły wstać z łóżka? Kto płakał z nim po nocach?

Zapadła cisza.

Michał spuścił wzrok. Mama odwróciła się do okna.

– To nie zmienia faktu… – zaczął brat ciszej – że powinniśmy dostać swoją część.

– Dostałeś już wszystko, czego chciałeś przez całe życie! Zawsze byłeś pierwszy! Tata chciał inaczej i miał do tego prawo!

Przez chwilę miałam nadzieję, że zrozumieją. Że zobaczą we mnie nie złodziejkę majątku, ale córkę, która straciła ojca i została sama z ciężarem jego ostatniej woli.

Ale oni przyszli tu po swoje.

Zaczęli grozić sądem. Michał wyciągnął jakieś papiery, mama mówiła coś o „nielegalnej darowiźnie”, o „manipulacji”. Czułam się jak oskarżona na ławie sądowej we własnym domu.

W końcu wyszli trzaskając drzwiami. Zostałam sama w pustym mieszkaniu pełnym wspomnień i zapachu starej kawy taty.

Przez kolejne dni dostawałam listy od prawnika Michała. Groźby pozwu o zachowek, żądania zwrotu mieszkania albo wypłaty połowy jego wartości. Każdy list był jak cios prosto w serce.

Nie spałam nocami. Przewracałam się z boku na bok i słyszałam w głowie słowa taty: „Później wszystko zrozumiesz”.

Zrozumiałam dopiero wtedy, gdy znalazłam jego list schowany za książkami na półce:

„Zosiu,
Wiem, że będzie ci ciężko. Ale wiem też, że tylko ty potrafisz zadbać o ten dom tak jak ja bym chciał. Michał zawsze myślał tylko o sobie. Mama… ona nigdy nie rozumiała mojego świata. Wiem, że będą walczyć o pieniądze. Ale ty walcz o siebie i o nasze wspomnienia.
Tata”

Płakałam długo nad tym listem.

Dziś wiem jedno: rodzina potrafi być najbliższa i najokrutniejsza zarazem. Czy powinnam była podzielić się mieszkaniem? Czy powinnam była walczyć o ostatnią wolę ojca?

A może to ja jestem tą bez sumienia?

Czy naprawdę pieniądze są ważniejsze niż miłość i pamięć? Co wy byście zrobili na moim miejscu?