Podstępna niespodzianka: Tajny plan teściowej, który zmienił moje życie
– Magda, otwórz drzwi, wiem, że jesteś w domu! – głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiał na klatce schodowej z siłą, która mogłaby obudzić sąsiadów z trzeciego piętra. Stałam w kuchni z kubkiem zimnej już kawy, patrząc na drzwi jak na wyrok. Nie planowałam dziś żadnych wizyt, a już na pewno nie tej.
Otworzyłam powoli, próbując przywołać na twarz uprzejmy uśmiech. – Dzień dobry, pani Halino. Coś się stało?
Weszła bez zaproszenia, jakby to był jej dom. Zawsze tak robiła. Rozejrzała się po mieszkaniu z tą swoją miną inspektora i westchnęła ciężko. – Magda, musimy porozmawiać. To ważne.
Czułam, jak żołądek zaciska mi się w supeł. Zawsze, gdy mówiła „ważne”, oznaczało to kłopoty. Usiadła przy stole i zaczęła bębnić palcami w blat. – Słuchaj, wiem, że nie jestem twoją ulubioną osobą, ale chodzi o mojego syna. O Marka.
Marek był moim mężem od sześciu lat. Przeszliśmy razem wiele – ślub na Mazurach, narodziny naszej córki Oliwki, kredyt na mieszkanie i tysiące codziennych drobiazgów. Ale od kilku miesięcy coś wisiało w powietrzu. Marek wracał późno z pracy, był rozkojarzony, a ja coraz częściej czułam się samotna nawet wtedy, gdy siedział obok mnie na kanapie.
– Co z Markiem? – zapytałam ostrożnie.
Pani Halina spojrzała mi prosto w oczy. – On nie jest szczęśliwy. Wiem to. I wiem też, że ty nie robisz nic, żeby to zmienić.
Zatkało mnie. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. – Przepraszam? – wykrztusiłam w końcu.
– Słyszałam, jak rozmawiał z kolegą przez telefon – ciągnęła teściowa bezlitośnie. – Mówił, że czuje się w domu jak gość. Że nie ma już siły na twoje wieczne pretensje i fochy.
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Ostatnio rzeczywiście byłam rozdrażniona – praca mnie przytłaczała, Ola chorowała co drugi tydzień, a Marek… Marek był coraz bardziej nieobecny.
– Pani Halino, proszę… To nie jest takie proste…
– Wiem, że nie jest – przerwała mi ostro. – Dlatego tu jestem. Chcę ci pomóc. Ale musisz być ze mną szczera.
W tej chwili Ola wybiegła z pokoju z pluszowym misiem w ręku. – Mama! Misio zgubił oko!
Pani Halina natychmiast się rozpromieniła i przytuliła wnuczkę. – Chodź tu do babci, naprawimy misia razem.
Patrzyłam na nie i czułam się jak intruz we własnym domu. Czy naprawdę byłam aż tak złą żoną i matką? Czy Marek rzeczywiście był nieszczęśliwy? A może to kolejna manipulacja teściowej?
Kiedy Ola wróciła do swojego pokoju, pani Halina nachyliła się do mnie konspiracyjnie.
– Magda, musisz wiedzieć jedno: jeśli nie zaczniesz walczyć o swoje małżeństwo, ktoś inny to zrobi za ciebie.
Zadrżałam. – Co pani przez to rozumie?
– Marek spotyka się z kimś innym – powiedziała cicho. – Widziałam ich razem w kawiarni na Nowym Świecie.
Świat zawirował mi przed oczami. Przez chwilę miałam ochotę wybuchnąć śmiechem – to musiał być żart! Ale spojrzenie pani Haliny było poważne i pełne współczucia.
– Skąd pani to wie?
– Mam swoje sposoby – odpowiedziała wymijająco. – Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żebyś się obudziła zanim będzie za późno.
Nie spałam tej nocy prawie wcale. Marek wrócił po dwudziestej trzeciej i nawet nie zauważył mojego napięcia.
– Wszystko w porządku? – zapytał krótko.
– Tak… Nie… Marek, musimy porozmawiać.
Westchnął ciężko i usiadł naprzeciwko mnie przy stole.
– Twoja mama była dziś u nas – zaczęłam ostrożnie.
Marek przewrócił oczami. – Znowu? Co tym razem wymyśliła?
– Powiedziała mi… powiedziała mi, że spotykasz się z kimś innym.
Zapadła cisza tak gęsta, że słyszałam tylko tykanie zegara na ścianie.
– Magda…
– To prawda? – przerwałam mu drżącym głosem.
Patrzył na mnie długo, jakby ważył każde słowo.
– Nie spotykam się z nikim innym – powiedział w końcu powoli. – Ale… rzeczywiście czuję się ostatnio zagubiony. Praca mnie wykańcza, a my… my chyba oddaliliśmy się od siebie bardziej niż myślałem.
Łzy popłynęły mi po policzkach. – Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
Wzruszył ramionami bezradnie. – Bo nie chciałem cię martwić. Myślałem, że to minie.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Pani Halina dzwoniła codziennie z pytaniami: „I co? Rozmawialiście? Marek coś powiedział?” Czułam się osaczona jej troską i jednocześnie coraz bardziej wściekła na siebie za to, że pozwoliłam jej wejść tak głęboko w nasze życie.
Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę i pojechałam do niej sama.
– Pani Halino, proszę przestać mieszać się w nasze sprawy – powiedziałam stanowczo już od progu.
Spojrzała na mnie zaskoczona. – Ja tylko chcę wam pomóc!
– Ale pani nie pomaga! Pani wszystko komplikuje! Proszę pozwolić nam samym rozwiązać nasze problemy.
Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. W jej oczach zobaczyłam coś nowego: szacunek? Strach? A może po prostu świadomość, że nie jestem już tą samą zahukaną dziewczyną sprzed lat?
Wróciłam do domu lżejsza o ciężar cudzych oczekiwań i cudzych tajemnic. Usiadłam obok Marka na kanapie i pierwszy raz od dawna poczułam się naprawdę sobą.
Dziś wiem jedno: granice trzeba stawiać nawet najbliższym. Bo jeśli sami tego nie zrobimy, ktoś inny przejmie kontrolę nad naszym życiem.
Czy naprawdę potrafimy zaufać sobie bardziej niż innym? I czy odwaga do postawienia granic jest tym, co ratuje nasze relacje… czy może je niszczy?