Nigdy nie zdążyłam powiedzieć mamie, że jestem w ciąży: historia podziału rodzinnych oszczędności

– Znowu się spóźniasz, Marto! – głos mamy rozbrzmiał w kuchni, kiedy zrzucałam z siebie przemoczony płaszcz. Deszcz bębnił o parapet, a ja czułam, jakby każda kropla ważyła tonę. – Przepraszam, mamo, autobus się spóźnił – odpowiedziałam, choć wiedziałam, że to nieprawda. Po prostu nie miałam siły wracać do domu, w którym od kilku miesięcy czuć było pustkę po śmierci taty.

Mój brat, Tomek, siedział przy stole, dłubiąc widelcem w ziemniakach. Od pogrzebu prawie się nie odzywał. Mama próbowała trzymać nas razem, ale coraz częściej czułam, że coś się między nami rozłazi. Każde z nas przeżywało żałobę na swój sposób. Ja zamykałam się w sobie, on uciekał do kolegów, a mama… Mama zaczęła liczyć pieniądze. Dosłownie.

Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam z pracy w sklepie spożywczym, usłyszałam, jak rozmawia z Tomkiem w salonie. – Musimy porozmawiać o przyszłości – powiedziała cicho, a jej głos drżał. – Wasz tata zostawił nam trochę pieniędzy, ale to nie wystarczy na długo. Mam też swoje oszczędności. Chciałabym je podzielić między was, zanim… zanim coś się stanie.

Zamarłam w progu. Nie wiedziałam, czy wejść, czy się wycofać. W końcu weszłam, udając, że szukam książki. – Mamo, nie mów tak – odezwał się Tomek. – Nic ci nie będzie. – Ale mama tylko uśmiechnęła się smutno. – Nikt nie wie, co przyniesie jutro, synku. Chcę, żebyście byli zabezpieczeni.

Nie mogłam spać tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, czując ciężar tajemnicy, którą nosiłam od kilku tygodni. Byłam w ciąży. Ojciec dziecka, Michał, wyjechał do Warszawy i nie odbierał moich telefonów. Bałam się powiedzieć mamie, bałam się jej rozczarowania, jej smutku. A teraz, kiedy mówiła o podziale oszczędności, czułam, że czas ucieka.

Następnego dnia, kiedy mama wyszła do kościoła, usiadłam z Tomkiem w kuchni. – Słyszałem, jak płakałaś w nocy – powiedział cicho. – Co się dzieje, Marta? – Nic – skłamałam, ale on nie dał się zbyć. – Wiem, że coś ukrywasz. – Spojrzałam na niego, na jego zmęczone oczy, i nagle poczułam, że nie dam rady dłużej milczeć. – Jestem w ciąży – wyszeptałam. – Michał mnie zostawił.

Tomek zbladł. – Powiedziałaś mamie? – Pokręciłam głową. – Boję się. – On westchnął. – Musisz jej powiedzieć. Ona i tak wszystko wyczuwa.

Wieczorem zebrałam się na odwagę. Mama siedziała w fotelu, przeglądając stare zdjęcia. – Mamo, muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam, ale ona podniosła rękę. – Poczekaj, Marto. Ja też muszę ci coś wyznać. – Spojrzała na mnie poważnie. – Byłam dziś u lekarza. Mam chore serce. Nie wiem, ile mi zostało czasu. Dlatego chcę, żebyście już teraz dostali te pieniądze. Żebyście nie musieli się martwić.

Zatkało mnie. Chciałam jej powiedzieć o ciąży, o strachu, o samotności, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. – Mamo… – zaczęłam, ale ona tylko pogłaskała mnie po ręce. – Wszystko będzie dobrze, córeczko. Jesteście moim największym skarbem.

Minęły tygodnie. Mama coraz częściej była zmęczona, coraz częściej leżała w łóżku. Tomek zaczął pracować na budowie, ja brałam dodatkowe zmiany w sklepie. W domu panowała cisza, którą przerywały tylko odgłosy zegara i ciche westchnienia mamy.

Pewnego dnia wróciłam do domu i zobaczyłam, że mama nie rusza się z łóżka. – Marto, chodź tu – zawołała słabym głosem. Usiadłam przy niej, a ona ujęła moją dłoń. – Chciałam ci powiedzieć, że jestem z ciebie dumna. Zawsze byłaś silna, nawet kiedy cię życie nie oszczędzało. Wiem, że sobie poradzisz.

Chciałam wtedy wykrzyczeć jej całą prawdę, powiedzieć, że jestem w ciąży, że boję się przyszłości, że potrzebuję jej rady. Ale nie zdążyłam. Mama zamknęła oczy i już ich nie otworzyła.

Pogrzeb był cichy, skromny. Ludzie z miasteczka składali nam kondolencje, a ja czułam, że tonę. Tomek trzymał mnie za rękę, ale oboje byliśmy zagubieni. Po wszystkim usiedliśmy w kuchni, patrząc na kopertę z oszczędnościami mamy. – Co teraz? – zapytał cicho. – Nie wiem – odpowiedziałam. – Ale musimy być razem. Dla niej.

Dopiero kilka dni później zdobyłam się na odwagę, by otworzyć kopertę. W środku był list. Mama napisała: „Podzielcie się tym, co wam zostawiam, ale pamiętajcie – najważniejsze jest, żebyście się wspierali. Pieniądze to tylko dodatek. Kocham was.”

Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była powiedzieć jej o ciąży, zanim odeszła? Czy wybaczy mi, że nie zdążyłam się z nią podzielić swoim największym sekretem? Czasem myślę, że życie daje nam tylko jedną szansę na szczerość – i jeśli ją przegapimy, zostaje tylko żal. Jak wy byście postąpili na moim miejscu?