„Nie jestem tylko babcią” — historia Marii z Poznania
– Mamo, nie możesz dziś zostać z Antosiem? – głos Kasi drży lekko, choć stara się brzmieć stanowczo. Wiem, że to nie pytanie, tylko prośba, której nie wypada mi odmówić. Zerkam na zegarek. Jest 7:15 rano, a ja jeszcze nie wypiłam kawy.
– Kasiu, dziś mam wizytę u lekarza i chciałam też pójść na cmentarz do taty…
– Ale przecież możesz przełożyć to na jutro! – przerywa mi córka. – Ja naprawdę nie mam wyjścia, szefowa już patrzy na mnie wilkiem, a przedszkole zamknięte przez remont. Mamo, proszę.
Czuję, jak narasta we mnie złość i bezsilność. Znowu moje plany są nieważne. Znowu jestem tylko „babcią do pomocy”.
Kiedy Kasia wychodzi, zostawiając mi pod opieką pięcioletniego Antosia i dwuletnią Zosię, czuję znajome ukłucie w żołądku. Kocham te dzieci nad życie, ale… czy ktoś pytał mnie, czy chcę być codziennie ich opiekunką? Czy ktoś pamięta, że mam swoje życie?
Antoś ciągnie mnie za rękę:
– Babciu, pobawimy się w sklep?
Uśmiecham się blado i kiwam głową. W środku jednak czuję się jak w klatce. Przez okno widzę sąsiadkę, panią Halinę, która idzie na nordic walking z koleżankami. Kiedyś chodziłyśmy razem. Teraz one już nawet nie pytają – wiedzą, że „babcia Maria” zawsze ma wnuki.
Zosia zaczyna płakać. Przewijam ją, podaję śniadanie, potem układam puzzle z Antosiem. Czas płynie powoli. W myślach liczę godziny do powrotu Kasi.
Kiedy wreszcie wraca po południu, jest zmęczona i rozdrażniona.
– Mamo, czemu Zosia ma na sobie inne spodnie?
– Bo się pobrudziła.
– Aha…
Nie dziękuje. Nie pyta, jak się czuję. Wychodzi z dziećmi i zamyka za sobą drzwi. Siadam na kanapie i czuję… ulgę. Tak, ulgę! I zaraz potem – wstyd.
Czy jestem złą matką? Złą babcią? Przecież powinnam czuć radość z czasu spędzonego z wnukami! Tak mówią wszystkie poradniki i sąsiadki. Ale ja czuję zmęczenie. I żal.
Wieczorem dzwoni do mnie syn, Tomek:
– Mamo, wszystko w porządku? Kasia mówiła, że byłaś dziś trochę nie w sosie.
– Jestem po prostu zmęczona – odpowiadam wymijająco.
– Wiesz… Może powinnaś powiedzieć Kasi, że też masz swoje sprawy?
– Łatwo ci mówić – śmieję się gorzko. – Ty mieszkasz w Warszawie i widujesz mnie raz na miesiąc.
Cisza po drugiej stronie.
– Przepraszam, mamo. Może powinienem częściej przyjeżdżać.
Odkładam słuchawkę i czuję łzy pod powiekami. Dlaczego tak trudno powiedzieć „nie”? Dlaczego boję się rozczarować własne dzieci?
Następnego dnia spotykam panią Halinę na klatce schodowej.
– Mario, dawno cię nie widziałam! Może pójdziesz z nami na kawę do „Jagódki”? – proponuje z uśmiechem.
– Nie mogę… Kasia pewnie znów zadzwoni.
– A ty zawsze musisz być na zawołanie? – patrzy na mnie przenikliwie.
Wracam do mieszkania i długo patrzę w lustro. Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie? Kiedy byłam po prostu Marią – nie matką, nie babcią?
Wieczorem dzwoni Kasia:
– Mamo, mogłabyś jutro odebrać Antosia z przedszkola?
Biorę głęboki oddech.
– Kasiu… Chciałabym jutro pójść do kina z Haliną. Może tata Antosia mógłby go odebrać?
Po drugiej stronie słyszę ciszę.
– No dobrze… – mówi w końcu Kasia chłodno. – Poradzimy sobie.
Odkładam słuchawkę i czuję się winna. Ale też… wolna? Czy to możliwe?
Przez kolejne dni próbuję stawiać granice. Nie zawsze mi wychodzi – czasem ulegam łzom Zosi albo wyrzutom sumienia Kasi. Ale coraz częściej mówię „nie”.
Pewnego popołudnia Kasia przychodzi do mnie bez dzieci.
– Mamo… Przepraszam. Chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do twojej pomocy.
Patrzę na nią zaskoczona.
– Ja też przepraszam… Powinnam była wcześniej powiedzieć ci, co czuję.
Kasia ściska moją dłoń.
– Chcę, żebyś była szczęśliwa. Nie tylko „babcią do pomocy”.
Płaczemy obie. Po raz pierwszy od dawna czuję się naprawdę wysłuchana.
Dziś coraz częściej robię coś dla siebie: chodzę na spacery z Haliną, zapisuję się na zajęcia z malarstwa w domu kultury. Wciąż kocham moje wnuki nad życie – ale kocham też siebie.
Czasem jednak wraca do mnie to pytanie: czy mam prawo do własnego życia? Czy egoizm matki i babci to naprawdę coś złego? Może każda z nas powinna czasem zapytać samą siebie: kim jestem poza rolą, którą narzuciła mi rodzina?