„Moja matka mnie oszukała i wszystko zapisała siostrze”: Historia rodzinnej zdrady i walki o sprawiedliwość
— Jak mogłaś mi to zrobić, mamo? — szepnęłam do pustego pokoju, w którym jeszcze czuć było zapach jej perfum. Siedziałam na brzegu łóżka, ściskając w dłoni pognieciony testament. W głowie dudniło mi jedno pytanie: dlaczego? Przecież zawsze byłam tą, która zostawała przy niej, kiedy była chora. To ja woziłam ją do lekarzy, robiłam zakupy, sprzątałam mieszkanie. Moja młodsza siostra, Magda, pojawiała się tylko od święta, zawsze z uśmiechem i prezentem, a potem znikała na tygodnie. A jednak to ona dostała wszystko.
Pamiętam dzień pogrzebu. Stałam obok Magdy, która płakała cicho, a ludzie szeptali za naszymi plecami: „Taka dobra córka, zawsze przy matce”. Nikt nie wiedział, że w środku czułam tylko pustkę i narastający gniew. Po uroczystości spotkaliśmy się w kancelarii notarialnej. Notariusz otworzył kopertę i zaczął czytać. Każde słowo wbijało się we mnie jak nóż: „Cały majątek zapisuję mojej młodszej córce, Magdalenie Nowak”.
— To chyba jakiś żart? — wybuchłam, patrząc na Magdę. Ona tylko spuściła wzrok.
— Nie wiedziałam o tym, naprawdę — powiedziała cicho.
Nie uwierzyłam jej. Przez kolejne dni nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdą rozmowę z mamą z ostatnich miesięcy. Czy coś przeoczyłam? Czy była na mnie zła? Przecież nigdy nie kłóciłyśmy się poważnie. Zawsze powtarzała, że jestem jej podporą.
W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Magdy.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam bez ogródek.
Spotkałyśmy się w kawiarni na Starym Mieście. Magda wyglądała na zmęczoną i przygaszoną.
— Naprawdę nie wiedziałam o testamencie — zaczęła od razu. — Mama nigdy ze mną o tym nie rozmawiała.
— Ale przecież to ty zawsze byłaś jej ulubienicą — wyrzuciłam z goryczą.
— To nieprawda! — przerwała mi gwałtownie. — Zawsze czułam się gorsza od ciebie. To ty byłaś tą odpowiedzialną, tą dobrą córką. Ja… ja po prostu nie umiałam być taka jak ty.
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Przez całe życie myślałam, że to ona miała łatwiej, że mama ją faworyzowała. A teraz słyszałam coś zupełnie innego.
— Ale dlaczego mama zrobiła coś takiego? — zapytałam cicho.
Magda wzruszyła ramionami.
— Może chciała mi wynagrodzić… nie wiem… moje porażki? Może bała się, że sobie nie poradzę?
Wróciłam do pustego mieszkania mamy i zaczęłam przeglądać jej rzeczy. W szufladzie znalazłam list zaadresowany do mnie. Drżącymi rękami otworzyłam kopertę.
„Kochana Aniu,
Wiem, że możesz być na mnie zła. Chciałam ci powiedzieć, że zawsze byłam z ciebie dumna. Jesteś silna i odpowiedzialna. Wiem, że sobie poradzisz. Magda potrzebuje wsparcia bardziej niż ty. Proszę, wybacz mi tę decyzję.”
Czytałam te słowa kilka razy, a łzy spływały mi po policzkach. Z jednej strony rozumiałam jej motywację, z drugiej czułam się zdradzona i odrzucona.
Przez kolejne tygodnie próbowałam żyć normalnie. Ale nie potrafiłam pogodzić się z tym, co się stało. Każde spotkanie z Magdą było pełne napięcia i niewypowiedzianych pretensji.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie mecenas Kamiński, znajomy rodziny.
— Aniu, słyszałem o sytuacji z testamentem twojej mamy. Wiesz, że masz prawo do zachowku?
Nie myślałam o tym wcześniej. Zaczęłam zbierać dokumenty i przygotowywać się do walki o swoje prawa. Wiedziałam, że to może jeszcze bardziej poróżnić mnie z Magdą, ale nie mogłam pozwolić, żeby wszystko przepadło.
Rozpoczęła się długa batalia sądowa. Każde spotkanie w sądzie było dla mnie jak rozdrapywanie świeżej rany. Magda patrzyła na mnie z wyrzutem.
— Naprawdę musisz to robić? — zapytała kiedyś po rozprawie.
— Muszę — odpowiedziałam twardo. — To nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o sprawiedliwość.
W końcu sąd przyznał mi zachowek. Dostałam część majątku mamy, ale radość była gorzka. Nasza relacja z Magdą praktycznie przestała istnieć.
Często wracam myślami do tamtych dni i zastanawiam się: czy warto było walczyć? Czy mama miała rację? Czy rodzina naprawdę jest najważniejsza, jeśli potrafi tak bardzo zranić?
Może nigdy nie znajdę odpowiedzi na te pytania. Ale jedno wiem na pewno: czasem największą ranę zadają ci, których kochamy najbardziej.