Mój ukochany syn poprosił mnie, żebym przeprowadziła się do domku na działce: stanowczo odmówiłam i zaproponowałam pomoc finansową zamiast tego
— Mamo, musimy porozmawiać — powiedział Michał, ledwo przekroczył próg mojego mieszkania. Jego głos był napięty, a w oczach widziałam niepokój. Przez chwilę miałam nadzieję, że to będzie zwykła rozmowa o pracy czy planach na weekend, ale czułam, że tym razem chodzi o coś więcej.
— Oczywiście, synku. Co się stało? — zapytałam, starając się ukryć drżenie w głosie.
Michał usiadł naprzeciwko mnie przy kuchennym stole. Przez chwilę milczał, bawiąc się kluczami od samochodu. W końcu spojrzał mi prosto w oczy.
— Mamo, wiesz, że z Kasią planujemy ślub. Chcemy zacząć wszystko od nowa, stworzyć własny dom. Ale… — zawahał się — mieszkanie jest małe, a ty zajmujesz największy pokój. Myśleliśmy z Kasią, że może przeprowadziłabyś się na działkę do domku. Tam miałabyś ciszę i spokój, a my moglibyśmy urządzić się tutaj.
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Domek na działce? Przecież to miejsce bez ogrzewania, z przeciekającym dachem i starymi meblami po moich rodzicach. Zawsze traktowałam go jak schronienie na lato, nie miejsce do życia.
— Michał… — zaczęłam cicho — chcesz, żebym się wyprowadziła? Żebym zostawiła wszystko?
— To nie tak! — przerwał mi nerwowo. — Po prostu… Chcemy mieć trochę prywatności. Ty i tak często narzekasz na hałas w bloku. Na działce byłoby ci lepiej.
Poczułam łzy napływające do oczu. Przez lata byłam dla niego wszystkim: matką, przyjaciółką, powierniczką. Wychowywałam go sama po śmierci ojca. Odkładałam każdy grosz, żeby mógł studiować w Warszawie. A teraz miałam zostać sama w zimnym domku?
— Michał, czy ty naprawdę myślisz, że mogę tam mieszkać? Bez łazienki, bez ogrzewania? — głos mi się załamał.
— To tylko na jakiś czas — próbował mnie przekonać. — Pomożemy ci wszystko urządzić. Możesz nawet sprzedać mieszkanie i kupić sobie coś mniejszego.
W tej chwili poczułam się jak niepotrzebny mebel. Jakby moje potrzeby były mniej ważne niż jego nowe życie z Kasią. Przypomniałam sobie wszystkie noce spędzone przy jego łóżku, kiedy miał gorączkę. Wszystkie rozmowy o marzeniach i strachu przed dorosłością.
— Michał, nie mogę się zgodzić — powiedziałam stanowczo. — To jest mój dom. Jeśli potrzebujecie pieniędzy na większe mieszkanie, mogę wam pomóc finansowo. Ale nie wyrzucaj mnie z mojego życia.
Zapanowała cisza. Michał spuścił wzrok. Wiedziałam, że zraniłam jego dumę, ale nie mogłam inaczej.
Następne dni były pełne napięcia. Michał nie dzwonił tak często jak zwykle. Kasia przestała wpadać na kawę. Czułam się coraz bardziej samotna w pustym mieszkaniu. Wieczorami siadałam przy oknie i patrzyłam na światła miasta, zastanawiając się, gdzie popełniłam błąd.
W pracy koleżanki pytały mnie o przygotowania do ślubu syna. Uśmiechałam się sztucznie i mówiłam, że wszystko idzie dobrze. W środku jednak czułam pustkę i żal.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja starsza siostra, Teresa.
— Haniu, co się dzieje? Michał był u mnie i wyglądał na przybitego.
Opowiedziałam jej wszystko przez łzy.
— Dziecko, on po prostu chce być dorosły. Musisz mu pozwolić popełniać własne błędy — powiedziała spokojnie Teresa.
Ale jak pozwolić dziecku odejść, kiedy całe życie było się dla niego wszystkim?
Minęły tygodnie. Michał i Kasia wynajęli małe mieszkanie na obrzeżach miasta. Nie zaprosili mnie na parapetówkę. Czułam się zdradzona i opuszczona.
W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do niego.
— Michału… Tęsknię za tobą. Może wpadniecie na obiad?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Dobrze, mamo — odpowiedział cicho.
Kiedy przyszli, atmosfera była napięta. Kasia unikała mojego wzroku, Michał był spięty.
— Przepraszam cię za tamtą rozmowę — powiedział nagle Michał. — Nie chciałem cię zranić. Po prostu… Chciałem być samodzielny.
Poczułam ulgę i smutek jednocześnie.
— Rozumiem cię, synku. Ale pamiętaj, że zawsze będziesz miał tu dom.
Przytulił mnie mocno pierwszy raz od miesięcy.
Dziś siedzę przy tym samym kuchennym stole i zastanawiam się: czy naprawdę można przygotować się na moment, kiedy dzieci odchodzą? Czy można pogodzić się z samotnością? A może trzeba nauczyć się żyć dla siebie?