„Mój syn wybrał ją zamiast mnie – czy matka może pogodzić się z samotnością?”
– Michał, nie rób tego sobie! – krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stał w przedpokoju, z walizką w ręku, a jego twarz była kamienna. – Mamo, proszę cię, nie zaczynaj znowu – odpowiedział cicho, unikając mojego wzroku. W tej chwili wiedziałam, że tracę go po raz drugi.
Michał był moim jedynym dzieckiem. Wychowywałam go sama, odkąd jego ojciec odszedł do innej kobiety, gdy Michał miał zaledwie pięć lat. Przysięgłam sobie wtedy, że nigdy nie pozwolę, by mój syn poczuł się opuszczony. Byłam dla niego matką i ojcem, przyjaciółką i powierniczką. Przez lata byliśmy nierozłączni – razem gotowaliśmy pierogi na święta, razem płakaliśmy po śmierci babci, razem śmialiśmy się z głupich komedii w telewizji.
Kiedy poznał Magdę, miał dwadzieścia siedem lat. Była piękna, pewna siebie i… nieprzewidywalna. Od początku czułam, że coś jest nie tak. Michał zakochał się po uszy, a ja próbowałam zaakceptować jej obecność w naszym życiu. Jednak Magda była jak burza – pojawiała się i znikała, zostawiając po sobie chaos. Po dwóch latach związku zdradziła Michała z jego najlepszym przyjacielem. Pamiętam tamten wieczór – Michał wrócił do domu blady jak ściana i rzucił się na łóżko bez słowa. Przez tygodnie nie wychodził z pokoju, a ja siedziałam pod jego drzwiami, słuchając jego cichego płaczu.
Pomogłam mu się pozbierać. Znalazł nową pracę w banku, zaczął biegać, spotykać się ze znajomymi. Myślałam, że tamten rozdział jest zamknięty na zawsze. Nawet kiedy po kilku latach ożenił się z Kasią – spokojną, ciepłą dziewczyną z sąsiedztwa – poczułam ulgę. Wreszcie miał szansę na normalne życie.
Ale życie nie jest sprawiedliwe. Po pięciu latach małżeństwa Michał i Kasia rozwiedli się. Nie było zdrady ani wielkich kłótni – po prostu oddalili się od siebie. Michał wrócił do mnie na kilka miesięcy. Znowu gotowaliśmy razem obiady i oglądaliśmy filmy. Myślałam, że odbudujemy naszą więź.
Aż pewnego dnia zadzwoniła Magda.
– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – zaczął Michał pewnego wieczoru przy kolacji. – Spotkałem się z Magdą. Ona się zmieniła… Chce spróbować jeszcze raz.
Poczułam, jak serce mi zamiera. – Michał… Ona cię skrzywdziła! Przecież pamiętasz, jak cierpiałeś!
– Wiem, ale ludzie się zmieniają. Ja też nie jestem już tym samym człowiekiem.
Próbowałam go przekonać – rozmawiałam, płakałam, nawet krzyczałam. Ale on był nieugięty. Kilka dni później spakował rzeczy i wyprowadził się do Magdy.
Od tamtej pory minęły trzy miesiące. Michał prawie się do mnie nie odzywa. Odpowiada na moje wiadomości zdawkowo: „Wszystko ok”, „Nie mam czasu”. Nie zaprosił mnie nawet na swoje urodziny.
Czuję się tak samotna jak nigdy wcześniej. Każdego dnia zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd. Czy byłam zbyt opiekuńcza? Czy powinnam była pozwolić mu szybciej dorosnąć? Moja siostra Basia mówi: „Daj mu czas, wróci”. Ale ja widzę w oczach ludzi litość – wszyscy wiedzą, że mój syn wybrał kobietę, która go zraniła, zamiast matki.
Czasem łapię się na tym, że przeglądam stare zdjęcia – Michał jako mały chłopiec na rowerku, Michał na studiach z dyplomem w ręku… Gdzie podział się ten uśmiechnięty chłopak? Czy naprawdę dorosłość polega na tym, że dzieci odchodzą i zostawiają rodziców samych?
Ostatnio spotkałam Magdę w sklepie spożywczym. Uśmiechnęła się do mnie sztucznie i powiedziała: – Dzień dobry pani Aniu. Michał mówił, że jest pani bardzo zajęta ostatnio.
Zacisnęłam pięści w kieszeni płaszcza. – Zawsze znajdę czas dla mojego syna – odpowiedziałam chłodno.
Wyszłam ze sklepu z głową pełną myśli. Czy to ja jestem winna temu wszystkiemu? Może powinnam była zaakceptować Magdę bez względu na wszystko? A może to ona manipuluje Michałem i odcina go ode mnie?
Wieczorami siadam przy oknie i patrzę na puste podwórko. Czasem wydaje mi się, że słyszę głos Michała wołającego mnie na obiad. Ale to tylko echo wspomnień.
Piszę tę historię nie po to, by wzbudzić litość. Chcę zrozumieć – czy każda matka musi kiedyś pogodzić się z samotnością? Czy powinnam walczyć o syna za wszelką cenę, czy pozwolić mu żyć własnym życiem?
Może ktoś z was przeżył coś podobnego? Jak pogodzić miłość do dziecka z własnym bólem? Czy naprawdę trzeba pozwolić odejść tym, których kochamy najbardziej?