Kiedy wszystko się wali: Opowieść polskiej córki o walce o zauważenie

– Zuzanna, nie zapomnij wyrzucić śmieci i posprzątać w kuchni! – głos mamy przebił się przez ścianę, jakby nie mogła po prostu wejść do mojego pokoju. Siedziałam na łóżku, wpatrzona w ekran laptopa, próbując napisać wypracowanie na studia, ale słowa nie chciały się układać. W głowie miałam tylko jej głos, powtarzający się jak mantra: obowiązki, obowiązki, obowiązki.

Od kiedy pamiętam, mama zawsze była wymagająca. Nigdy nie przytuliła mnie bez powodu, nie powiedziała, że mnie kocha. Zamiast tego słyszałam: „Musisz być silna, Zuzanna. Świat nie jest dla słabych.” Kiedy miałam osiem lat i wróciłam do domu z płaczem, bo koleżanki mnie wyśmiały, usłyszałam tylko: „Nie przesadzaj. W życiu spotkasz gorsze rzeczy.”

Teraz mam dwadzieścia lat i wynajmuję małe mieszkanie na Pradze. Mama dzwoni codziennie, ale nigdy nie pyta, jak się czuję. Zawsze chodzi o rachunki, o to, czy znalazłam lepszą pracę, czy nie marnuję czasu na głupoty. Czasem mam wrażenie, że jestem dla niej projektem do zrealizowania, nie córką.

Ostatni raz widziałyśmy się na święta. Siedziałyśmy przy stole, a mama znowu zaczęła: – Zuzanna, powinnaś pomyśleć o przyszłości. Studia to nie wszystko. Może znajdziesz sobie jakiegoś porządnego chłopaka? – Przewróciłam oczami, ale nie odpowiedziałam. Tata próbował rozładować atmosferę, żartując o polityce, ale mama nie dawała za wygraną. – W twoim wieku już pracowałam na dwa etaty i pomagałam babci. Ty tylko siedzisz w książkach.

Wtedy nie wytrzymałam. – Mamo, czy ty w ogóle mnie słuchasz? Czy kiedykolwiek zapytałaś, czego ja chcę? – zapytałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Mama spojrzała na mnie zaskoczona, jakby nie rozumiała, o co mi chodzi. – Przecież wszystko robię dla ciebie. Chcę, żebyś miała lepsze życie niż ja – odpowiedziała chłodno. – Ale ja nie chcę być tobą! – krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.

Od tamtej pory rozmawiamy rzadko. Czasem mam wrażenie, że mama w ogóle nie tęskni. Może rzeczywiście jestem dla niej tylko obowiązkiem? Próbuję sobie radzić sama. Pracuję w kawiarni, studiuję psychologię, wynajmuję pokój z koleżanką, Magdą. Magda ma zupełnie inną rodzinę – jej mama dzwoni do niej codziennie, pyta, czy nie jest głodna, czy nie potrzebuje pieniędzy. Kiedyś podsłuchałam ich rozmowę i poczułam ukłucie zazdrości.

Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam do domu po ciężkim dniu, Magda zapytała: – Zuzka, czemu nigdy nie mówisz o swojej mamie? – Wzruszyłam ramionami. – Bo nie ma o czym mówić. Ona mnie nie rozumie. – Może powinnaś jej powiedzieć, co czujesz? – Nie zrozumie. Dla niej liczą się tylko obowiązki. – A może właśnie dlatego? Może nikt jej nie nauczył, jak okazywać uczucia? – Magda spojrzała na mnie poważnie. – Moja mama mówiła, że twoja babcia była bardzo surowa. Może twoja mama po prostu nie umie inaczej?

Te słowa nie dawały mi spokoju. Przypomniałam sobie, jak mama opowiadała o swoim dzieciństwie – o tym, jak musiała opiekować się młodszym rodzeństwem, bo babcia pracowała całymi dniami. O tym, jak nigdy nie słyszała od niej „kocham cię”. Może rzeczywiście nie umie inaczej? Ale czy to mnie usprawiedliwia? Czy ja też mam być taka dla swoich dzieci?

Kilka dni później zadzwoniła. – Zuzanna, dostałam rachunek za prąd. Czemu tyle zużywasz? – Zamiast odpowiedzieć, zapytałam: – Mamo, czy ty mnie kochasz? – Po drugiej stronie zapadła cisza. – Co to za pytanie? Oczywiście, że cię kocham. Przecież wszystko robię dla ciebie. – Ale nigdy mi tego nie mówisz. Nigdy mnie nie przytulasz. – Znowu cisza. – Nie wiem, jak to się robi – wyszeptała w końcu. – U nas w domu się tak nie robiło.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. – Mamo, ja tego potrzebuję. Potrzebuję wiedzieć, że jestem dla ciebie ważna, nie tylko jako obowiązek. – Dobrze, spróbuję – odpowiedziała niepewnie. – Ale to dla mnie trudne. – Wiem. Ale ja też się uczę.

Od tamtej rozmowy minęło kilka miesięcy. Nie jest idealnie, ale czasem dostaję od niej krótką wiadomość: „Dbaj o siebie. Jestem z ciebie dumna.” To dla mnie dużo. Zaczynam rozumieć, że nie wszystko da się zmienić od razu. Ale czy to wystarczy, by naprawić lata milczenia? Czy można nauczyć się kochać na nowo, kiedy całe życie uczono cię tylko wymagań?

Czasem patrzę w lustro i zastanawiam się, czy kiedyś będę taka jak ona. Czy uda mi się przerwać ten łańcuch chłodu i wymagań? Czy naprawdę można nauczyć się być blisko, jeśli nigdy się tego nie doświadczyło? Może to pytanie powinniśmy sobie wszyscy zadać, zanim powtórzymy błędy naszych rodziców.