Kiedy więzy rodzinne pękają przez pieniądze: Dlaczego nie mogę pomóc mojej siostrze
– Zosia, musisz coś zrobić! – głos mamy drżał, a jej palce nerwowo bębniły w blat kuchennego stołu. Stałam w progu, z kluczami w dłoni, gotowa wyjść na spotkanie z nowym życiem – nową pracą, nowym mieszkaniem, nową nadzieją. Ale wszystko zatrzymało się w tamtej chwili, kiedy usłyszałam płacz mojej siostry z drugiego pokoju.
– Mamo, ja nie mogę… – zaczęłam cicho, ale ona już mnie nie słuchała. – Zosia, przecież to twoja siostra! – krzyknęła. – Ona nie ma nikogo poza nami! Jak możesz być taka samolubna?
Wtedy weszła Ania. Jej oczy były czerwone od płaczu, a włosy w nieładzie. – On mnie zostawił, Zosia. Po prostu spakował się i wyszedł. Nie mam pieniędzy na czynsz, nie mam pracy… – jej głos załamał się na końcu zdania.
Wszystko we mnie krzyczało: „Pomóż jej! Przecież to twoja siostra!” Ale w głowie miałam tylko jedno: „A co ze mną? Kto mi pomoże?” Przez ostatnie lata byłam tą, która zawsze ratowała wszystkich z opresji. Po śmierci taty to ja przejęłam większość obowiązków domowych, opiekowałam się mamą, pomagałam Ani, kiedy rzuciła studia i wróciła do domu. Teraz miałam szansę na własne życie – dostałam pracę w Warszawie, wynajęłam kawalerkę, zaczęłam spotykać się z kimś wyjątkowym. I nagle wszystko miało się rozpaść przez cudze błędy?
– Zosia, przecież masz oszczędności – powiedziała mama cicho. – Wiem, że odkładałaś na mieszkanie… Może mogłabyś pożyczyć Ani chociaż część?
Poczułam, jak narasta we mnie gniew. – Mamo! To są moje pieniądze! Odkładałam je przez lata! A Ania… ona zawsze liczy na to, że ktoś ją uratuje!
Ania spojrzała na mnie z wyrzutem. – Myślałam, że jesteśmy rodziną… – wyszeptała.
Przez chwilę nikt się nie odzywał. W kuchni słychać było tylko tykanie zegara i szloch mojej siostry. Chciałam wybiec z tego domu i nigdy nie wracać.
Wróciłam do siebie późnym wieczorem. Próbowałam skupić się na pracy, ale wciąż słyszałam w głowie głos mamy: „Jak możesz być taka samolubna?” Przez kilka dni nie odbierałam telefonów od rodziny. W końcu zadzwoniła Ania.
– Zosia… przepraszam. Wiem, że masz swoje życie. Ale ja naprawdę nie wiem, co robić. Mama jest załamana, a ja… czuję się nikim.
Milczałam długo. – Aniu, musisz sama sobie poradzić. Ja też miałam ciężko. Pamiętasz, jak tata umarł? Musiałam rzucić studia na rok, żeby pomóc wam w domu. Nikt wtedy nie pytał mnie o zdanie.
– Ale ty zawsze dawałaś radę… Ja nie potrafię.
– Bo nigdy nie musiałaś próbować – powiedziałam ostro i natychmiast tego pożałowałam.
Po tej rozmowie długo płakałam. Czułam się winna i zła jednocześnie. Czy naprawdę byłam taka samolubna? Czy może po raz pierwszy postawiłam siebie na pierwszym miejscu?
Mama przestała się do mnie odzywać. Na święta pojechałam do chłopaka do Krakowa. Wysłałam rodzinie życzenia SMS-em. Odpisała tylko babcia: „Zosiu, dbaj o siebie”.
Minęły miesiące. Ania znalazła pracę w sklepie spożywczym i wynajęła pokój z koleżanką. Mama powoli zaczęła się do mnie odzywać, ale nasze rozmowy były chłodne i pełne niedopowiedzeń.
Pewnego dnia spotkałyśmy się przypadkiem na dworcu. Ania wyglądała lepiej niż ostatnio – była zmęczona, ale w jej oczach pojawił się jakiś nowy błysk.
– Zosia… chciałam ci podziękować – powiedziała cicho. – Gdybyś mi wtedy pomogła, pewnie dalej bym siedziała u mamy i czekała na cud.
Uśmiechnęłam się przez łzy. – Przepraszam, że byłam taka ostra…
– Może musiałaś być – odpowiedziała Ania i przytuliła mnie mocno.
Wracałam do domu z poczuciem ulgi i smutku jednocześnie. Czy naprawdę musimy ranić tych, których kochamy, żeby nauczyć ich samodzielności? Czy rodzina powinna być zawsze ponad wszystko? A może czasem trzeba postawić granice – nawet jeśli boli?
Czasem zastanawiam się: czy zrobiłabym to samo jeszcze raz? Czy można być dobrą siostrą i jednocześnie zadbać o siebie? Może każdy z nas musi sam znaleźć odpowiedź na to pytanie.