Kiedy mój syn opuścił rodzinę – Wyznanie matki z Warszawy
– Mamo, nie wracam już do domu. Nie pytaj dlaczego, po prostu nie mogę – usłyszałam w słuchawce głos Michała. Był zimny, obcy, jakby mówił do mnie ktoś zupełnie inny niż mój syn. Stałam w kuchni, trzymając kubek z herbatą, która nagle wydała mi się lodowata. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu.
– Michał, co ty mówisz? A Kasia? A mały Kuba? – zapytałam drżącym głosem, czując, jak serce wali mi w piersi.
– Nie dam rady, mamo. To wszystko mnie przerasta. Muszę odejść – odpowiedział i rozłączył się.
Zostałam sama w ciszy, która nagle stała się ogłuszająca. Próbowałam jeszcze raz zadzwonić, ale nie odbierał. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że coś we mnie pęka. Michał był moim jedynym dzieckiem. Wychowywałam go sama przez większość życia, bo jego ojciec odszedł, gdy miał siedem lat. Przysięgłam sobie wtedy, że nigdy nie pozwolę, by moje dziecko czuło się opuszczone. Czy właśnie powtarzał historię swojego ojca?
Następnego dnia pojechałam do Kasi. Otworzyła mi drzwi z zapuchniętymi oczami, a Kuba tulił się do jej nogi. W mieszkaniu panował chaos – zabawki porozrzucane po podłodze, niedojedzone śniadanie na stole. Kasia spojrzała na mnie z wyrzutem i rozpaczą jednocześnie.
– Wiedziała pani? – zapytała cicho.
– Nie… dowiedziałam się wczoraj wieczorem. Przepraszam, Kasiu. Nie wiem, co się stało – odpowiedziałam bezradnie.
Usiadłyśmy razem przy stole. Kuba bawił się samochodzikiem, a ja patrzyłam na niego i miałam ochotę płakać. Co mam powiedzieć wnukowi, gdy zapyta o tatę? Jak mam pomóc Kasi, skoro sama nie rozumiem decyzji Michała?
Przez kolejne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Michał nie odzywał się do mnie prawie wcale. Raz napisał krótkiego SMS-a: „Jestem cały czas w pracy, nie martw się”. Ale ja się martwiłam. Każdego dnia budziłam się z myślą: gdzie popełniłam błąd? Czy byłam zbyt surowa? Zbyt pobłażliwa? Czy powinnam była lepiej przygotować go do życia?
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, ale nie potrafiłam im odpowiedzieć. Wstydziłam się tego, co się stało. Wydawało mi się, że wszyscy patrzą na mnie jak na matkę, która nie potrafiła wychować syna.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie Kasia.
– Pani Aniu… przepraszam, że dzwonię tak późno. Kuba ma gorączkę i nie wiem już, co robić. Czy mogłaby pani przyjechać?
Nie zastanawiałam się ani chwili. Pojechałam do nich tak szybko, jak tylko mogłam. Kuba leżał w łóżku rozpalony i płakał. Kasia była bliska załamania.
– On cały czas pyta o Michała… Nie wiem już, co mu mówić – wyszeptała.
Przytuliłam ją mocno.
– Jesteśmy razem, Kasiu. Nie zostawię was – obiecałam sobie i jej.
Od tamtej pory starałam się być dla nich jak najczęściej. Odbierałam Kubę z przedszkola, gotowałam obiady, pomagałam Kasi w codziennych obowiązkach. Ale za każdym razem, gdy widziałam smutek w oczach wnuka lub zmęczenie na twarzy synowej, czułam ukłucie winy.
W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam do Michała długi list. Opisałam mu wszystko: jak bardzo brakuje go Kubie, jak Kasia walczy każdego dnia o normalność dla ich syna, jak ja sama czuję się rozdarta między lojalnością wobec niego a współczuciem dla jego rodziny.
Odpisał po tygodniu: „Mamo, przepraszam cię za wszystko. Nie potrafię być takim ojcem i mężem jakim powinienem być. Może kiedyś wrócę…”
Nie wiedziałam już wtedy, czy bardziej jestem zła na niego, czy na siebie. Zaczęły się plotki w rodzinie – ciotki szeptały na rodzinnych spotkaniach: „A taki był porządny chłopak…”, „Może to przez tę pracę za granicą?”, „Może Anka za bardzo go rozpieszczała?”
Czułam się osaczona przez cudze opinie i własne wyrzuty sumienia. Zaczęłam unikać ludzi. Nawet moja mama powiedziała mi kiedyś:
– Aniu, może powinnaś porozmawiać z Michałem inaczej? Może za bardzo go naciskałaś?
Ale ja już nie miałam siły na kolejne rozmowy i analizy.
Najgorsze były święta Bożego Narodzenia. Siedzieliśmy przy stole – ja, Kasia i Kuba – a miejsce Michała było puste. Kuba patrzył na drzwi za każdym razem, gdy ktoś dzwonił domofonem.
– Babciu, a tata dziś przyjdzie? – zapytał cicho.
Zacisnęłam usta i pokręciłam głową.
– Tata jest bardzo daleko teraz… Ale bardzo cię kocha – odpowiedziałam drżącym głosem.
Po świętach zadzwonił Michał. Chciał porozmawiać z Kubą przez telefon. Słuchałam ich rozmowy stojąc w kuchni i płakałam po cichu.
Czasem myślę o tym wszystkim jak o złym śnie. Ale wiem też, że życie to nie bajka i nie zawsze kończy się happy endem. Może nigdy nie dowiem się, gdzie popełniłam błąd jako matka. Może nigdy nie zrozumiem decyzji mojego syna.
Ale jedno wiem na pewno: nie mogę odwrócić się od Kasi i Kuby tylko dlatego, że boli mnie to wszystko tak bardzo. Oni też są moją rodziną.
Czy można być dobrą matką i jednocześnie dobrą teściową? Czy można kochać syna mimo jego błędów i wspierać tych, których skrzywdził? Czasem wydaje mi się, że odpowiedzi na te pytania nigdy nie znajdę…