Ciężar zdrady: Miłość, która boli i leczy
– Naprawdę myślisz, że tak można żyć? – krzyknął Marcin, trzaskając drzwiami kuchni. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, a łzy mieszały się ze śladami piany na moich dłoniach. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że coś się kończy. Że nie jestem już tą samą kobietą, którą byłam dziesięć lat temu, kiedy Marcin patrzył na mnie z zachwytem i obiecywał miłość na zawsze.
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęło się psuć. Może wtedy, gdy po narodzinach naszej córki Zosi przestałam mieć czas na siebie? Może gdy zmęczenie i codzienność zaczęły wygrywać z romantyzmem? Pamiętam, jak patrzyłam w lustro i widziałam coraz więcej zmarszczek, jak ubrania stawały się coraz luźniejsze lub przeciwnie – zbyt ciasne. Marcin coraz częściej wracał późno z pracy, a ja coraz częściej czułam się niewidzialna.
– Może byś coś ze sobą zrobiła? – rzucił pewnego wieczoru, kiedy próbowałam się do niego przytulić. – Kiedyś byłaś taka zadbana…
Zabolało. Bardziej niż cokolwiek innego. Próbowałam tłumaczyć sobie, że to tylko słowa, że jest zmęczony. Ale potem zaczęły się porównania do innych kobiet – koleżanek z pracy, sąsiadek. Zosia patrzyła na nas szeroko otwartymi oczami, gdy kłóciliśmy się o drobiazgi: o nieumyte naczynia, o bałagan w przedpokoju, o to, że nie mam ochoty na seks.
Pewnego dnia znalazłam w jego telefonie wiadomości do jakiejś Anety. „Tęsknię za tobą”, „Nie mogę się doczekać naszego spotkania”. Świat mi się zawalił. Przez kilka dni chodziłam jak zombie, nie mogąc zebrać myśli. W końcu zapytałam wprost:
– Masz kogoś?
Milczał długo. Potem tylko skinął głową.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Ale nie mogę tak dalej żyć.
Odszedł dwa tygodnie później. Zostawił mnie z Zosią i kredytem na mieszkanie. Przez pierwsze miesiące nie potrafiłam spać. Każdy dźwięk w nocy wydawał mi się groźny. Bałam się przyszłości. Bałam się samotności.
Moja mama próbowała mnie pocieszać:
– Dasz radę, Magda. Jesteś silniejsza niż myślisz.
Ale ja nie czułam się silna. Czułam się jak wrak człowieka. W pracy ledwo dawałam sobie radę, a Zosia coraz częściej pytała:
– Kiedy tata wróci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Minęły lata. Nauczyłam się żyć sama. Zosia dorastała szybciej niż powinna – pomagała mi w domu, czasem gotowała obiady. Ja powoli odzyskiwałam siebie. Zaczęłam biegać, zapisałam się na jogę. Poznałam kilka nowych osób, ale nikomu nie pozwoliłam zbliżyć się za bardzo.
Pewnego dnia spotkałam Marcina na ulicy. Było lato, słońce paliło niemiłosiernie. Stał pod sklepem spożywczym z siatką zakupów.
– Magda… – powiedział zaskoczony.
Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. On wyglądał starzej, miał siwe włosy przy skroniach i zmęczone oczy.
– Jak Zosia? – zapytał w końcu.
– Dobrze – odpowiedziałam chłodno.
– Moglibyśmy… porozmawiać?
Nie chciałam tego spotkania. Ale zgodziłam się – może z ciekawości, może z potrzeby zamknięcia pewnego rozdziału.
Usiedliśmy w kawiarni obok rynku. Marcin długo milczał, bawiąc się łyżeczką od kawy.
– Wiem, że nie mam prawa cię prosić o wybaczenie – zaczął w końcu. – Ale chciałem ci powiedzieć… Aneta mnie zostawiła. Straciłem pracę. Wszystko się posypało.
Poczułam dziwną ulgę i smutek jednocześnie.
– Dlaczego mi to mówisz? – zapytałam.
– Bo… bo chyba dopiero teraz rozumiem, co straciłem.
Wróciły wszystkie wspomnienia: nasze pierwsze randki nad Wisłą, narodziny Zosi, wspólne wieczory przy filmach… I te wszystkie kłótnie, łzy i słowa, których nie da się cofnąć.
Marcin poprosił mnie o jeszcze jedną szansę. Chciał wrócić do domu, do mnie i do Zosi.
Przez wiele tygodni biłam się z myślami. Zosia była zachwycona – tęskniła za ojcem całe życie. Moja mama była sceptyczna:
– Ludzie się nie zmieniają tak łatwo – mówiła cicho.
A ja? Bałam się zaufać ponownie. Bałam się kolejnego bólu.
Spotykaliśmy się coraz częściej – najpierw na spacerach z Zosią, potem sami na kawie czy w kinie. Marcin wydawał się inny: spokojniejszy, bardziej obecny. Przepraszał za wszystko raz po raz:
– Byłem głupi… Nie doceniałem cię…
Ale czy można wybaczyć zdradę? Czy można zapomnieć te wszystkie noce spędzone samotnie ze łzami na poduszce?
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem na ławce przed blokiem. Zosia bawiła się z koleżankami na placu zabaw.
– Magda… Ja naprawdę chcę spróbować jeszcze raz – powiedział cicho Marcin. – Dla ciebie i dla Zosi.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tam strach i nadzieję jednocześnie.
– Nie wiem… Potrzebuję czasu – odpowiedziałam szczerze.
Czas mijał powoli. Marcin starał się jak nigdy wcześniej: pomagał w domu, zabierał Zosię na wycieczki, gotował obiady. Ale ja wciąż miałam w sobie mur.
Któregoś dnia usiadłam przed lustrem i spojrzałam sobie głęboko w oczy. Czy jestem gotowa wybaczyć? Czy potrafię znów zaufać?
Odpowiedzi nie znalazłam od razu. Ale wiedziałam jedno: już nigdy nie będę tą samą kobietą co kiedyś. Przeszłość zostawiła we mnie blizny, ale też nauczyła mnie siły.
Dziś patrzę na Marcina inaczej – z dystansem i ostrożnością, ale też z odrobiną nadziei. Może czasem warto dać komuś drugą szansę? A może lepiej pójść własną drogą?
Czy wy potrafilibyście wybaczyć zdradę? Czy można naprawdę zacząć od nowa?