Ale mamo, przecież zawsze mogłaś odmówić…: Historia jednej letniej ofiary

— Mamo, przecież zawsze mogłaś odmówić — powiedział mój syn Michał, patrząc na mnie z lekkim zniecierpliwieniem. Siedziałam przy kuchennym stole, dłonie miałam splecione na kolanach, a w oczach czułam piekące łzy. W powietrzu unosił się zapach świeżo ugotowanego rosołu, który przygotowałam dla wnuków, choć już od kilku dni nie miałam na nic siły.

To był sierpień, upalny i duszny. Całe lato spędziłam z Hanią i Antosiem — moimi ukochanymi wnukami. Michał i jego żona Kasia pracowali od rana do wieczora, a ja, jak co roku, zgodziłam się pomóc. W końcu kto inny miałby zająć się dziećmi? Przecież babcia jest od tego, żeby pomagać. Tak zawsze powtarzała moja mama, a ja powtarzałam to sobie przez całe życie.

Pierwsze tygodnie były nawet przyjemne. Dzieci biegały po ogrodzie, śmiały się, a ja czułam się potrzebna. Pieczenie szarlotki, wspólne czytanie bajek na tarasie — to były chwile, które koiły moją samotność. Michał dzwonił wieczorami: „Mamo, jesteś niezastąpiona. Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili.” Czułam dumę i wdzięczność.

Ale potem przyszło zmęczenie. Hania zaczęła chorować — najpierw katar, potem gorączka. Antoś był coraz bardziej niesforny, domagał się uwagi i krzyczał, gdy nie dostawał tego, czego chciał. Noce były nieprzespane, bo dzieci budziły się z płaczem. Kasia coraz rzadziej dziękowała mi za pomoc. Zamiast tego słyszałam: „Mamo, dlaczego Antoś znowu ogląda bajki? Przecież mówiłam, żeby nie siedział tyle przed telewizorem!”

Czułam się coraz bardziej winna. Starałam się jak mogłam — gotowałam zdrowe obiady, sprzątałam po dzieciach, prałam ich ubrania. Ale zawsze coś było nie tak. Michał wracał zmęczony i rozdrażniony: „Mamo, Hania znowu nie chce jeść warzyw. Może gotujesz za tłusto?”

Pewnego dnia Antoś przewrócił się w ogrodzie i rozbił kolano. Płakał tak głośno, że sąsiadka wyszła zobaczyć, co się stało. Kasia wróciła wcześniej z pracy i zobaczyła mnie pochyloną nad płaczącym wnukiem.
— Mamo, jak mogłaś nie dopilnować dzieci? — jej głos był zimny jak lód.
— Przecież byłam tuż obok… — próbowałam się tłumaczyć.
— Ale to nie wystarczy! — przerwała mi ostro.

Wieczorem Michał zadzwonił do mnie już po raz trzeci tego dnia. Był zirytowany:
— Mamo, musisz bardziej uważać. Kasia jest bardzo zdenerwowana.
— Staram się… naprawdę się staram — szepnęłam cicho.
— Ale mamo, przecież zawsze mogłaś odmówić — powtórzył.

Te słowa bolały najbardziej. Czy naprawdę mogłam odmówić? Czy mogłam powiedzieć „nie”, kiedy widziałam ich zmęczenie i bezradność? Przecież jestem matką. Zawsze byłam tą, która wszystko znosiła w milczeniu.

Zaczęłam mieć sny o własnej mamie. Przypominałam sobie jej zmęczone oczy i dłonie popękane od pracy na polu. Ona też nigdy nie narzekała. Zawsze była na posterunku — dla mnie, dla mojego brata, dla ojca. Czy to znaczyło, że ja też muszę?

Pewnego wieczoru usiadłam z Kasią przy stole. Dzieci spały, a dom był cichy jak nigdy.
— Kasiu… czy ja naprawdę robię wszystko źle? — zapytałam drżącym głosem.
Kasia spojrzała na mnie zaskoczona:
— Nie o to chodzi… Po prostu jesteśmy zmęczeni. Ty też jesteś zmęczona.
— Ale ja chcę wam pomóc… Chcę być potrzebna.
— Wiem — odpowiedziała cicho. — Ale czasem mam wrażenie, że wszyscy oczekujemy od siebie za dużo.

Nie spałam tej nocy długo. Myślałam o tym, ile razy w życiu poświęcałam siebie dla innych: dla męża, dla dzieci, teraz dla wnuków. Czy ktoś kiedyś zapytał mnie, czego ja chcę? Czy sama siebie o to zapytałam?

Ostatnie dni sierpnia były chłodniejsze. Dzieci wróciły do przedszkola i szkoły. W domu zrobiło się cicho i pusto. Michał zadzwonił raz czy dwa:
— Mamo, wszystko w porządku?
Odpowiadałam: „Tak, wszystko dobrze.” Ale w środku czułam pustkę.

Czasem patrzę na swoje ręce — spracowane, pomarszczone dłonie kobiety, która całe życie dawała innym wszystko. I pytam siebie: czy warto było? Czy gdybym powiedziała „nie”, coś by się zmieniło? Czy ktoś by mnie mniej kochał?

Może każda matka i babcia zna ten ból — tę cichą ofiarę, której nikt nie widzi i nie docenia. Może czasem trzeba nauczyć się mówić „dość”, zanim będzie za późno.

Czy naprawdę musimy zawsze być tymi silnymi? A może czasem warto pomyśleć o sobie? Co wy o tym sądzicie?