Marta spakowała walizkę i powiedziała, że nie może dłużej mieszkać z moją zmarłą żoną

— Ja już nie mogę mieszkać z tobą, Kubą i Anią — powiedziała Marta, stojąc w przedpokoju z walizką.

Spojrzałem na nią, jakby postradała zmysły.

— Ania nie żyje od czterech lat.

— Właśnie w tym rzecz, Paweł. Nie żyje, a i tak jest tu ważniejsza ode mnie.

Kuba siedział zamknięty w swoim pokoju. Wiedziałem, że słyszy każde słowo. W naszym mieszkaniu na warszawskim Bródnie ściany były cienkie, a tego wieczoru cisza między zdaniami bolała bardziej niż krzyk.

Ania zmarła po krótkiej chorobie. Miała trzydzieści siedem lat. Jeszcze w maju planowaliśmy wakacje nad Bałtykiem, a we wrześniu wybierałem z jej siostrą sukienkę do trumny. Kuba miał wtedy osiem lat. Przez wiele miesięcy zasypiał po mojej stronie łóżka, ściskając jej szalik.

Nie umiałem mu go zabrać. Sam też trzymałem jej kubek na półce i płaszcz w szafie. Zdjęcia wisiały wszędzie: nad stołem, przy telewizorze, na lodówce. Bałem się, że jeśli coś schowam, zdradzę ją po raz drugi.

Martę poznałem w urzędzie, gdy załatwiałem dokumenty do kredytu. Najpierw była kawa, potem spacer, później rosół u mojej mamy. Nie naciskała. Gdy powiedziałem jej o Ani, ścisnęła mnie za rękę i odpowiedziała:

— Nie chcę nikogo zastępować.

Wtedy wydawało mi się, że właśnie dlatego będzie nam dobrze.

Po roku zamieszkała z nami. Przywiozła dwie walizki, kilka książek i żółtą lampę, która nie pasowała do niczego. Kuba od początku był chłodny. Mówił jej „dzień dobry”, choć jadła z nami śniadania i odbierała go z treningów.

Kiedy raz poprosiła, żeby odniósł talerz, odpowiedział:

— Mama mi nie kazała.

Marta zamarła. Ja zamiast zareagować, mruknąłem:

— Daj mu czas.

To zdanie stało się moją wymówką na wszystko.

Marta chciała przemalować sypialnię. Kuba się rozpłakał, bo kolor wybierała Ania. Marta kupiła nowe zasłony. Moja teściowa zauważyła je podczas obiadu i powiedziała, że Ania miała lepszy gust. Udałem, że nie słyszę.

Najgorzej było w rocznicę śmierci. Marta przygotowała kolację, bo tego dnia miała urodziny. Zapomniałem. Pojechałem z Kubą na cmentarz, potem do teściów. Wróciliśmy po dwudziestej pierwszej. Na stole stał zimny makaron, a obok mały sernik z jedną świeczką.

— Mogłeś zadzwonić — powiedziała.

— To był trudny dzień.

— Dla mnie też. Tylko nikt nawet nie zapytał dlaczego.

Kuba rzucił wtedy plecak na podłogę.

— Wiedziałaś, że dzisiaj jest rocznica mamy. Specjalnie zrobiłaś te urodziny.

Marta pobladła. Chciałem uspokoić syna, ale powiedziałem tylko, że jest zmęczony. Ona zamknęła się w łazience. Słyszałem, jak płacze, lecz nie zapukałem. Do dziś nie wiem, czemu tego nie zrobiłem.

Poszliśmy później na terapię rodzinną. Ustaliliśmy, że część zdjęć Ani schowamy do albumu, a Kuba będzie miał swoje pamiątki w pokoju. Marta obiecała nie naciskać na bliskość. Ja miałem przestać porównywać.

Wytrzymałem tydzień.

Gdy zrobiła szarlotkę, powiedziałem, że Ania dodawała więcej cynamonu. Kiedy zaproponowała wyjazd w góry, wspomniałem, że Ania nie znosiła Zakopanego. Nawet podczas zwykłych zakupów potrafiłem rzucić, że Ania zawsze brała inny proszek.

Nie robiłem tego złośliwie. Chyba próbowałem udowodnić sobie, że pamiętam każdy szczegół. Tylko że dla Marty każdy taki szczegół był kolejnym zamkniętym przed nią pokojem.

Wieczorem, gdy spakowała walizkę, Kuba wyszedł na korytarz.

— Przeze mnie odchodzisz? — zapytał cicho.

Marta uklękła przy nim.

— Nie przez ciebie. Jesteś dzieckiem, które tęskni za mamą. To dorośli mieli zadbać, żebyśmy wszyscy mieli tu miejsce.

Spojrzała wtedy na mnie. Nie było w niej złości. To bolało najbardziej.

Po jej wyjściu Kuba rozpłakał się i powiedział, że właściwie ją lubił, tylko bał się, że mama będzie na niego zła. Przytuliłem go i pierwszy raz przyznałem głośno, że ja bałem się dokładnie tego samego.

Marta nie wróciła. Zdjęcia Ani nadal stoją w domu, ale nie na każdym meblu. Jej płaszcz oddałem potrzebującym, a kubek schowałem do pudełka z pamiątkami. Nie po to, żeby zapomnieć. Po to, żebyśmy z Kubą mogli wreszcie oddychać.

Czasem zastanawiam się, czy naprawdę kochałem Martę, skoro nie zrobiłem dla niej miejsca. A może można być wiernym zmarłej osobie tak długo, aż skrzywdzi się wszystkich żywych?