Matka kazała mojej córce wybrać między nią a własną mamą. Tego wieczoru spakowałem trzy torby i wyprowadziłem rodzinę
— Tato, babcia powiedziała, że jak wyjedziemy, to przez mamę umrze sama.
Zosia stała w drzwiach kuchni w różowej piżamie, ściskając pluszowego królika. Miała siedem lat. Nie płakała, ale jej dolna warga drżała. Anna odłożyła kubek tak gwałtownie, że herbata rozlała się po stole.
Moja matka siedziała obok i spokojnie obierała jabłko.
— Dziecko źle zrozumiało — powiedziała. — Ja tylko tłumaczę jej, czym jest wdzięczność.
Wtedy coś we mnie pękło.
Pół roku wcześniej przeprowadziliśmy się do matki z dobrymi zamiarami. Po śmierci ojca została sama w dużym domu pod Radomiem, z ratą kredytu wynoszącą prawie trzy tysiące złotych. My wynajmowaliśmy ciasne mieszkanie i ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Ustaliliśmy, że będziemy dokładać się do rat, rachunków i jedzenia. W zamian mieliśmy zajmować piętro.
Brzmiało rozsądnie. Rodzina powinna sobie pomagać, prawda?
Pierwszego tygodnia matka weszła do naszej sypialni bez pukania.
— Aniu, pościel trzeba wietrzyć rano, a nie leżeć do ósmej — rzuciła.
Anna wróciła poprzedniego wieczoru z późnej zmiany w aptece. Nic nie odpowiedziała. Zamknęła tylko oczy i mocniej naciągnęła kołdrę.
Potem było gorzej. Matka sprawdzała paragony, komentowała ilość zużytej wody i przestawiała rzeczy w naszych szafkach. Gdy Anna gotowała rosół, słyszała, że daje za mało soli. Gdy posoliła mocniej, matka mówiła, że chce wszystkich wpędzić w nadciśnienie.
Ja próbowałem łagodzić sytuację.
— Ona już taka jest — powtarzałem żonie. — Daj jej trochę czasu.
Dziś wstydzę się tych słów.
Matka zaczęła też przejmować Zosię. Odbierała ją ze szkoły, choć Anna tego nie chciała. Kupowała jej słodycze po kryjomu i mówiła:
— Nie mów mamie, bo znowu będzie zła. To nasza tajemnica.
Kiedy Anna zabraniała córce oglądać bajki przed snem, matka włączała telewizor u siebie. Później tłumaczyła Zosi, że mama jest nerwowa, bo nie umie cieszyć się życiem.
Któregoś dnia córka krzyknęła do Anny:
— Babcia mówi, że ty tylko rządzisz i zabierasz nam radość!
Anna zamknęła się w łazience. Słyszałem, jak płacze, ale zamiast wejść i ją przytulić, stałem na korytarzu jak tchórz. Bałem się awantury z matką. Bałem się też pieniędzy. Mieliśmy niespłacony samochód, a z mojej pensji magazyniera niewiele zostawało.
W domu zrobiło się duszno. Anna przestała jeść z nami kolacje. Zosia zaczęła budzić się w nocy i pytać, kto będzie mieszkał z babcią, gdy my umrzemy. Matka za każdym razem przedstawiała się jako ofiara.
— Oddałam ci całe życie, Mateusz — mówiła. — A teraz żona nastawia cię przeciwko mnie.
Decyzję podjąłem po tamtym zdaniu o umieraniu. Jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniłem do kolegi z pracy. Wiedział o dwupokojowym mieszkaniu w Kielcach. Małym, na czwartym piętrze bez windy, ale dostępnym od zaraz.
— Pakujemy się — powiedziałem Annie.
Patrzyła na mnie długo, jakby nie wierzyła.
— Naprawdę? Czy jutro znowu powiesz, że przesadzam?
Nie umiałem odpowiedzieć. Przytuliłem ją tylko i poczułem, jaka jest chuda.
Matka stanęła w drzwiach, gdy wynosiliśmy torby.
— Jeśli przekroczysz ten próg, nie masz matki.
— To ty sprawiłaś, że moja córka boi się twojej śmierci — odpowiedziałem. — Ona ma siedem lat.
Matka zaczęła płakać, potem krzyczeć, że zabieramy jej wnuczkę. Zosia wtuliła twarz w kurtkę Anny. Wtedy wiedziałem, że nie możemy zostać ani minuty dłużej.
W Kielcach przez pierwszy miesiąc spaliśmy na materacach. Jedliśmy najtańsze obiady, liczyliśmy każdy rachunek, a ja brałem dodatkowe zmiany. Mimo to Anna zaczęła się znowu śmiać. Zosia przestała moczyć łóżko.
Matka wysyłała wiadomości z obcych numerów. Raz pisała, że trafiła do szpitala. Innym razem, że sprzedaje dom przeze mnie. Dzwoniła też do rodziny, opowiadając, że żona mnie omotała. Po kolejnej wiadomości, w której nazwała Annę pasożytem, zablokowałem wszystkie numery.
Nie czuję ulgi każdego dnia. Czasem czuję winę. Ale cisza w naszym małym mieszkaniu nie jest już ciszą przed awanturą.
Czy syn naprawdę ma obowiązek ratować matkę kosztem żony i dziecka? Ja wybrałem swoją rodzinę — tylko do dziś pytam siebie, dlaczego zrobiłem to tak późno.