Mama dała Kasi pieniądze na mieszkanie, a ja zostałam z niczym. Czy naprawdę jestem mniej ważna?

– Kasia, naprawdę nie musisz się martwić, wszystko już załatwione – usłyszałam głos mamy zza drzwi kuchni. Stałam w korytarzu, z torbą zakupów w ręku, i przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Słowa mamy brzmiały jak echo, które odbijało się od ścian naszego mieszkania. „Wszystko już załatwione”. Dla Kasi. Dla mnie nigdy nic nie było załatwione.

Weszłam do kuchni, udając, że nie słyszałam rozmowy. Kasia siedziała przy stole, z szerokim uśmiechem na twarzy, a mama nalewała jej herbatę do ulubionego kubka z napisem „Najlepsza córka na świecie”. Zawsze mnie to bawiło, ale dziś poczułam ukłucie w sercu. – Cześć – rzuciłam, starając się brzmieć normalnie. – Co słychać?

– Kasia właśnie dostała klucze do nowego mieszkania! – powiedziała mama z dumą, jakby to była jej własna zasługa. – Pomogłam jej trochę, wiesz, żeby miała łatwiej na starcie.

– Trochę? – powtórzyłam, patrząc na Kasię. Wiedziałam, że „trochę” oznaczało kilkadziesiąt tysięcy złotych. – To super, gratuluję – dodałam, choć w środku czułam, jakby ktoś wyciął mi serce i zostawił pustkę.

Kasia spojrzała na mnie z lekkim zakłopotaniem. – Wiesz, nie chciałam robić z tego wielkiej sprawy…

– Nie, jasne, cieszę się – przerwałam jej szybko. – Naprawdę.

Przez resztę dnia chodziłam jak cień. W pracy nie mogłam się skupić, wciąż słyszałam w głowie głos mamy: „Wszystko już załatwione”. Przypominałam sobie, jak sama wynajmowałam pierwsze mieszkanie, jak liczyłam każdy grosz, żeby starczyło na czynsz i rachunki. Mama wtedy powiedziała, że muszę nauczyć się samodzielności. „Jesteś silna, dasz sobie radę” – powtarzała. A teraz? Teraz Kasia dostaje wszystko na tacy.

Wieczorem zadzwoniłam do przyjaciółki, Magdy. – Może przesadzam, ale czuję się, jakbym była mniej ważna – powiedziałam jej, ledwo powstrzymując łzy. – Mama nigdy mi nie pomogła, a Kasi daje wszystko, o co poprosi.

– Może powinnaś z nią porozmawiać? – zaproponowała Magda. – Powiedzieć, co czujesz.

– I co jej powiem? Że jestem zazdrosna o własną siostrę? Że czuję się gorsza?

– Masz prawo tak się czuć – odpowiedziała spokojnie. – To nie jest twoja wina.

Przez kolejne dni próbowałam zająć się czymś innym, ale nie potrafiłam. Każda rozmowa z mamą była napięta, każde spotkanie z Kasią bolało. W końcu nie wytrzymałam. Pewnego popołudnia, kiedy mama przyszła do mnie na kawę, zebrałam się na odwagę.

– Mamo, mogę cię o coś zapytać? – zaczęłam, czując, jak serce wali mi jak młot.

– Oczywiście, kochanie. Co się stało?

– Dlaczego pomogłaś Kasi, a mi nigdy nie? – wyrzuciłam z siebie jednym tchem. – Czy ja naprawdę jestem mniej ważna?

Mama spojrzała na mnie zaskoczona. – Ależ skąd! Przecież zawsze mówiłam, że jesteś silna, że sobie poradzisz…

– Ale to nie znaczy, że nie potrzebuję wsparcia – przerwałam jej, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Czasem chciałabym, żebyś też o mnie pomyślała.

Mama przez chwilę milczała. – Wiesz, zawsze byłam z ciebie dumna. Widziałam, jak radzisz sobie sama, jak walczysz o wszystko. Myślałam, że nie chcesz mojej pomocy, że jesteś zbyt dumna, żeby ją przyjąć.

– Może byłam. Ale to nie znaczy, że nie potrzebowałam, żebyś zapytała – odpowiedziałam cicho.

Mama wzięła moją dłoń. – Przepraszam, jeśli cię skrzywdziłam. Chciałam dobrze. Kasia… ona zawsze była bardziej zagubiona. Ty zawsze byłaś moją opoką.

– Ale ja też czasem się boję, mamo – wyszeptałam.

Po tej rozmowie coś się zmieniło. Mama zaczęła częściej pytać, jak się czuję, czy czegoś nie potrzebuję. Ale nie potrafiłam już zapomnieć tego uczucia niesprawiedliwości. Kasia wprowadziła się do nowego mieszkania, zaprosiła nas na parapetówkę. Siedziałam wtedy w jej salonie, patrzyłam na nowe meble, na uśmiechniętą mamę i czułam się jak gość w cudzym życiu.

Po imprezie Kasia podeszła do mnie. – Wiem, że jesteś na mnie zła – powiedziała cicho. – Ale ja naprawdę nie chciałam cię zranić.

– To nie twoja wina – odpowiedziałam. – Po prostu… czasem chciałabym poczuć, że też jestem ważna.

Kasia przytuliła mnie mocno. – Jesteś. Dla mnie zawsze będziesz.

Wracałam do domu z ciężkim sercem. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek poczuję się naprawdę doceniona. Czy powinnam walczyć o swoje, czy pogodzić się z tym, że dla mamy zawsze będę tą „silną”, która nie potrzebuje niczego? Czy naprawdę jestem mniej ważna, czy po prostu nauczyłam wszystkich, że nie muszą się o mnie troszczyć?