Ślub Ani miał być spełnieniem marzeń. Zamiast tego wciągnęły nas pieniądze, duma i pies, który postawił mnie pod ścianą
Wszystko zaczęło się od chwili, gdy mój pies wpadł na klatkę schodową z krwią na łapie, a ja usłyszałam za drzwiami obcy, urywany oddech. Wtedy jeszcze myślałam, że najgorsze mamy przed sobą tylko przy stole, w kłótniach o wesele Ani i o pieniądze, których nikt nie chciał nazwać wprost. Nie wiedziałam, że ten kundel zmusi mnie do decyzji, których nie da się cofnąć, i że to on przerwie ciszę, która miała nas wszystkich udusić.