Gość we własnej rodzinie: Historia Elżbiety

— Mamo, możesz nie zostawiać swoich rzeczy na stole? — głos Magdy przeszył ciszę kuchni, gdy właśnie odkładałam filiżankę po herbacie. Zamarłam na chwilę, czując, jak fala wstydu i żalu rozlewa się po moim ciele. Przecież to tylko filiżanka, pomyślałam, ale w jej oczach widziałam irytację, której nie potrafiłam zrozumieć. Od śmierci mojego męża minęło pół roku. Wtedy Magda zaproponowała, żebym zamieszkała z nią i jej rodziną. „Będzie nam raźniej,” powiedziała, a ja poczułam ulgę, że nie zostanę sama w pustym mieszkaniu. Wierzyłam, że odnajdę tu ciepło, którego tak bardzo mi brakowało.

Pierwsze tygodnie były pełne nadziei. Pomagałam w domu, gotowałam obiady, odbierałam wnuczkę, Zosię, z przedszkola. Czułam się potrzebna. Ale z czasem zaczęłam zauważać, że moja obecność przeszkadza. Magda coraz częściej wzdychała, gdy pytałam, czy mogę coś zrobić. Jej mąż, Tomek, unikał mnie wzrokiem, a Zosia zamykała się w swoim pokoju, gdy tylko wracała ze szkoły.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Magdy i Tomka za zamkniętymi drzwiami sypialni. — Ona tu nie pasuje, Tomek. Wszystko robi po swojemu, nie mogę już tego znieść — szeptała Magda. — To twoja mama, musimy jej pomóc — odpowiedział cicho Tomek. — Ale ja chcę mieć w końcu swój dom, swoje zasady! — Magda niemal płakała. Poczułam się, jakby ktoś wyrwał mi serce. Przecież nie chciałam być ciężarem.

Od tamtej pory starałam się być niewidzialna. Wstawałam wcześnie, żeby nie przeszkadzać w porannym pośpiechu. Jadłam śniadanie w swoim pokoju, a potem wychodziłam na długie spacery po parku. Czasem siadałam na ławce i patrzyłam na matki z dziećmi, które śmiały się i rozmawiały. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy byłam złą matką? Czy to przez to, że po śmierci ojca Magda musiała być silna, a ja nie umiałam jej wtedy wesprzeć?

Któregoś dnia, gdy wróciłam do domu, usłyszałam, jak Magda rozmawia przez telefon. — Nie wiem, jak długo jeszcze to wytrzymam. Mama jest wszędzie. Nie mogę się zrelaksować, czuję się, jakbym mieszkała z obcą osobą. — Jej głos był zmęczony, pełen frustracji. Zatrzymałam się w korytarzu, nie mając odwagi wejść do kuchni. Poczułam się jak gość we własnej rodzinie.

Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli przed telewizorem, zebrałam się na odwagę. — Magdo, czy mogę z tobą porozmawiać? — zapytałam cicho. Spojrzała na mnie z niechęcią, ale skinęła głową. — Wiem, że nie jest wam łatwo ze mną. Staram się nie przeszkadzać, ale czuję się tu obco. Może powinnam znaleźć sobie jakieś mieszkanie? — powiedziałam, walcząc ze łzami. Magda spuściła wzrok. — Mamo, nie o to chodzi… Po prostu… wszystko się zmieniło. Ty się zmieniłaś. Ja też. Nie wiem, jak mamy teraz żyć razem — odpowiedziała.

Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Czułam, jak między nami rośnie mur, którego nie potrafię przeskoczyć. Chciałam ją przytulić, powiedzieć, że ją kocham, ale nie umiałam znaleźć słów.

Następnego dnia Magda wyjechała służbowo, a ja zostałam z Tomkiem i Zosią. Tomek był uprzejmy, ale wyraźnie spięty. Zosia zamknęła się w pokoju. Próbowałam zająć się czymś, ale wszystko wydawało się nie na miejscu. W końcu usiadłam przy stole i zaczęłam płakać. Nie słyszałam, jak Zosia weszła do kuchni. — Babciu, czemu płaczesz? — zapytała cicho. — Tęsknię za domem, kochanie — odpowiedziałam, próbując się uśmiechnąć. — Ale przecież tu jest twój dom — powiedziała z dziecięcą prostotą.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Czy naprawdę mogę nazwać to miejsce domem, skoro czuję się tu jak intruz?

Wieczorem, gdy Magda wróciła, postanowiłam z nią porozmawiać jeszcze raz. — Magdo, wiem, że jest ci ciężko. Mnie też. Może powinnam poszukać czegoś dla siebie? — zaproponowałam. Magda spojrzała na mnie z bólem w oczach. — Mamo, ja nie chcę, żebyś odchodziła. Ale nie umiem już być córką i matką jednocześnie. Mam swoje życie, swoje problemy. Czuję się winna, że nie potrafię ci pomóc, a jednocześnie zła, że muszę się tobą zajmować. — Jej głos drżał. — Przepraszam, że cię zawiodłam.

Objęłam ją, choć czułam, że dzieli nas przepaść. — Nie zawiodłaś mnie, Magdo. Po prostu życie nas przerosło.

Od tamtej rozmowy zaczęłyśmy szukać rozwiązania. Znalazłam niewielkie mieszkanie w pobliżu. Magda pomogła mi się przeprowadzić. Spotykamy się teraz raz w tygodniu na kawę. Nasze relacje powoli się odbudowują, choć już nigdy nie będą takie jak dawniej.

Często zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy bliskość zawsze musi oznaczać wspólne mieszkanie? Czy można być częścią rodziny, nie będąc jej ciężarem? Może czasem trzeba odejść, żeby naprawdę być blisko?