Czy mogę wybaczyć matce, która wybrała mężczyznę zamiast mnie?

– Nie wracaj tu więcej! – krzyknęłam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Moje słowa odbiły się echem w ciasnym przedpokoju, a matka zamarła z ręką na klamce. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Jej oczy były czerwone od płaczu, ale nie potrafiłam już współczuć. W głowie wciąż słyszałam głos jedenastoletniej siebie: „Dlaczego mnie zostawiłaś?”

Pamiętam tamten dzień, jakby wydarzył się wczoraj. Siedziałam na tapczanie u babci, trzymając w rękach pluszowego misia. Mama stała w drzwiach, ubrana w nowy płaszcz, który dostała od Andrzeja – jej świeżo poślubionego męża. – Kochanie, muszę wyjechać na jakiś czas. Andrzej nie chce, żebyś z nami mieszkała… Ale to tylko na chwilę, dobrze? – mówiła łamiącym się głosem. Wtedy nie rozumiałam, co się dzieje. Myślałam, że wróci za kilka dni. Ale dni zamieniły się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a potem w lata.

Babcia była dla mnie wszystkim. To ona tuliła mnie do snu, piekła ulubione drożdżówki i pomagała z lekcjami. Ale każdej nocy czekałam na dźwięk klucza w drzwiach. Każde święta spędzałam z nadzieją, że mama jednak przyjdzie. Przysyłała kartki na urodziny i Boże Narodzenie – krótkie, chłodne wiadomości: „Wszystkiego najlepszego, córeczko. Mama.”

Z czasem przestałam wierzyć, że wróci. Zaczęłam budować wokół siebie mur – gruby, wysoki mur z żalu i gniewu. Kiedy babcia zachorowała i zmarła, miałam siedemnaście lat. Mama nie pojawiła się nawet na pogrzebie. Wtedy przysięgłam sobie, że już nigdy jej nie potrzebuję.

Przez kolejne lata żyłam sama. Skończyłam liceum z wyróżnieniem, dostałam się na studia pedagogiczne w Warszawie. Pracowałam po nocach w kawiarni, żeby opłacić stancję. Czasem zazdrościłam koleżankom, które mogły zadzwonić do mamy po radę albo po prostu się wygadać. Ja miałam tylko siebie.

Aż do tamtego dnia trzy miesiące temu.

Był listopadowy wieczór, padał deszcz ze śniegiem. Wróciłam z pracy zmęczona i przemoczona do suchej nitki. Kiedy otworzyłam drzwi do mieszkania, zobaczyłam ją – skuloną na wycieraczce, z walizką i plastikową reklamówką.

– Marto… – wyszeptała matka. – Nie mam dokąd pójść.

Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę zatrzasnąć drzwi przed jej nosem. Ale coś mnie powstrzymało. Może wspomnienie dziecka, które tak bardzo pragnęło jej obecności?

Wpuściłam ją do środka. Usiadła na kanapie i zaczęła opowiadać swoją historię: Andrzej wyrzucił ją z domu po dwudziestu latach małżeństwa. Zdradził ją z młodszą kobietą i kazał się wynosić natychmiast. Nie miała pracy ani pieniędzy – przez całe życie była gospodynią domową.

– Nie mam nikogo oprócz ciebie – powiedziała cicho.

Patrzyłam na nią i czułam narastającą złość. Jak mogła przyjść do mnie po pomoc? Po tylu latach ciszy? Po tym wszystkim, co mi zrobiła?

Przez kolejne dni żyłyśmy pod jednym dachem jak dwie obce kobiety. Unikałyśmy rozmów, każda zamknięta w swoim pokoju i swoich myślach. Czasem słyszałam, jak płacze nocami.

Pewnego wieczoru nie wytrzymałam.

– Dlaczego mnie zostawiłaś? – zapytałam nagle podczas kolacji.

Matka spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Bałam się… Byłam młoda i głupia. Myślałam, że Andrzej mnie kocha i że wszystko się ułoży… Ale on nie chciał cię znać. Powiedział, że jeśli cię nie oddam babci, odejdzie ode mnie…

– I wybrałaś jego – przerwałam jej ostro.

– Tak… – szepnęła. – Wybrałam źle.

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam ją naprawdę – nie jako matkę-porzucicielkę, ale jako zagubioną kobietę, która popełniła błąd i teraz za niego płaci.

Ale czy to wystarczyło, żebym mogła jej wybaczyć?

Zaczęłyśmy rozmawiać coraz częściej. Opowiadała mi o swoim dzieciństwie na wsi pod Łomżą, o marzeniach o lepszym życiu w mieście i o tym, jak bardzo bała się samotności po rozwodzie z moim ojcem. Mówiła o Andrzeju – jak potrafił być czuły i jak stopniowo zamienił jej życie w koszmar.

Słuchałam jej historii i czułam mieszankę współczucia i gniewu. Chciałam ją przytulić i jednocześnie wyrzucić za drzwi.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój chłopak Piotr.

– Co u ciebie? Brzmisz dziwnie ostatnio…

Opowiedziałam mu wszystko.

– Może spróbuj jej wybaczyć? – zaproponował ostrożnie.

– A jeśli znów mnie zrani? Jeśli znów wybierze kogoś innego?

– Tego nie wiesz… Ale jeśli nie spróbujesz, będziesz żałować do końca życia.

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Zaczęłam zauważać drobne gesty matki: jak zostawiała mi herbatę na stole przed wyjściem do pracy; jak sprzątała mieszkanie; jak próbowała naprawić to, co zepsuła przez lata milczenia.

Ale były też chwile trudne: kiedy przypadkiem znalazłam jej stary portfel z naszym wspólnym zdjęciem sprzed lat; kiedy usłyszałam przez sen jej szept: „Przepraszam…”

Któregoś ranka usiadłyśmy razem przy stole.

– Mamo… Chcę ci wybaczyć – powiedziałam cicho. – Ale nie wiem, czy potrafię zapomnieć.

Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Nie proszę cię o zapomnienie… Proszę tylko o szansę.

Przytuliłyśmy się pierwszy raz od lat.

Nie wiem jeszcze, jak potoczy się nasza historia. Może nigdy nie będziemy sobie bliskie jak dawniej. Może już zawsze będzie między nami cień przeszłości.

Ale wiem jedno: czasem trzeba pozwolić sobie na ból i przebaczenie, żeby móc pójść dalej.

Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć komuś taką zdradę? Czy można odbudować rodzinę po tylu latach ciszy?