Pierwsza noc w teściowej piekle – Kolacja, która zmieniła wszystko
– Nie rozumiem, jak można podać coś takiego na stół – syknęła pani Barbara, patrząc z pogardą na sałatkę jarzynową, którą moja mama przygotowywała od rana. Siedziałam obok narzeczonego, Michała, czując jak moje policzki płoną ze wstydu i złości. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywało tylko brzęczenie widelców o porcelanowe talerze.
Moja mama, pani Teresa, próbowała się uśmiechnąć, ale jej dłoń drżała, gdy sięgała po dzbanek z kompotem. – To tradycyjny przepis mojej mamy – powiedziała cicho. – W naszej rodzinie zawsze się sprawdzał.
Pani Barbara uniosła brwi. – U nas w domu nikt by tego nie tknął. My wolimy coś bardziej… wykwintnego. – Spojrzała na swojego męża, pana Jerzego, który tylko wzruszył ramionami i zajął się krojeniem schabu.
Michał milczał. Czułam jego dłoń na moim kolanie pod stołem, ale nie miałam ochoty na żadne gesty wsparcia. Chciałam, żeby się odezwał, żeby powiedział coś swojej matce, ale on tylko patrzył w talerz.
– Kasiu, może podasz jeszcze ogórki? – zaproponowała mama, próbując ratować sytuację.
– Oczywiście – odpowiedziałam, starając się nie patrzeć na teściową. Wstałam i poszłam do kuchni, gdzie przez chwilę mogłam odetchnąć. Oparłam się o blat i zacisnęłam pięści. „Dlaczego ona musi być taka okrutna? Dlaczego Michał nic nie robi?” – pytałam siebie w myślach.
Wróciłam do pokoju z miską ogórków. Pani Barbara spojrzała na mnie z góry. – Kasiu, a ty umiesz gotować? Czy będziesz polegać na mamusi po ślubie?
Zamarłam. Mama spuściła wzrok. Michał nadal milczał.
– Umiem gotować – odpowiedziałam cicho, czując jak łzy napływają mi do oczu.
– To dobrze. Bo mój syn jest przyzwyczajony do pewnego poziomu – powiedziała teściowa z uśmiechem, który bardziej przypominał grymas.
Kolacja ciągnęła się w nieskończoność. Każde zdanie pani Barbary było jak szpilka wbijana w moją dumę i serce mojej mamy. Po wszystkim Michał zaproponował spacer.
– Przepraszam za mamę – powiedział cicho, gdy wyszliśmy na klatkę schodową.
– Przepraszasz? To wszystko? Nawet się nie odezwałeś! Pozwoliłeś jej upokorzyć moją mamę! – wybuchłam.
– Nie chciałem robić sceny… Wiesz jaka ona jest. Lepiej jej nie prowokować.
– A co ze mną? Ze mną też tak będziesz postępował? – zapytałam drżącym głosem.
Michał spuścił głowę. – Nie wiem… Po prostu nie chcę wojny.
Wróciłam do mieszkania z ciężkim sercem. Mama siedziała przy stole i wycierała łzy ścierką do naczyń.
– Przepraszam cię, mamo… To nie powinno tak wyglądać – wyszeptałam.
– Kochanie, nie przejmuj się mną. Ale zastanów się dobrze, czy chcesz takiej rodziny – powiedziała cicho.
Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. W głowie słyszałam słowa pani Barbary: „Mój syn jest przyzwyczajony do pewnego poziomu”. Czy ja naprawdę jestem dla nich za mało dobra?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie siostra Michała, Ania.
– Kasiu, przepraszam za mamę… Ona zawsze taka była. Ale Michał cię kocha, nie pozwól jej tego zniszczyć.
– Ale jeśli on nie potrafi mnie obronić teraz, to co będzie później? – zapytałam przez łzy.
Ania westchnęła. – U nas w domu zawsze rządziła mama. Tata nigdy się nie sprzeciwiał. Michał też nie umie… Ale może dla ciebie się nauczy?
Nie wiedziałam już, co myśleć. Przez kolejne dni unikałam kontaktu z Michałem. Mama próbowała mnie pocieszać, ale widziałam jak bardzo ją to zabolało.
W końcu Michał przyszedł do mnie z bukietem tulipanów.
– Kasiu… Proszę cię, porozmawiajmy. Kocham cię i nie chcę cię stracić przez moją matkę.
– Ale ja nie chcę być wiecznie poniżana! Nie chcę patrzeć jak moja rodzina jest traktowana jak gorsza! – krzyknęłam.
Michał ukląkł przede mną.
– Obiecuję ci, że następnym razem stanę po twojej stronie. Ale proszę… Daj mi szansę.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w jego oczach strach i miłość jednocześnie. Chciałam mu wierzyć, ale w głowie miałam słowa mamy: „Zastanów się dobrze”.
Minęły tygodnie. Zbliżały się święta Wielkanocne i wiedziałam, że znów spotkamy się wszyscy przy jednym stole. Bałam się tego dnia jak ognia.
Przygotowywałyśmy z mamą mazurki i żurek. Starałyśmy się nie rozmawiać o tamtej kolacji, ale napięcie wisiało w powietrzu.
W końcu nadszedł dzień spotkania. Pani Barbara przyszła z nowym zestawem porcelany i własnym sernikiem.
– Mam nadzieję, że tym razem będzie bardziej po naszemu – rzuciła na wejściu.
Michał spojrzał na mnie i ścisnął moją dłoń pod stołem.
Gdy pani Barbara zaczęła krytykować żurek mojej mamy, Michał nagle przerwał jej stanowczym tonem:
– Mamo, proszę cię! Jeśli masz zamiar obrażać Kasię albo jej rodzinę, możesz wyjść!
Zapadła cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Pani Barbara pobladła ze złości.
– Michał! Jak śmiesz tak mówić do własnej matki?
– Śmiem! Bo kocham Kasię i jej rodzinę! Jeśli nie potrafisz ich szanować, to nie będziemy się spotykać!
Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Po raz pierwszy poczułam ulgę i dumę z Michała.
Pani Barbara wyszła obrażona z mieszkania. Pan Jerzy przeprosił nas wszystkich i został na obiedzie.
Po tym dniu relacje były napięte jeszcze przez długi czas. Ale wiedziałam już jedno: jeśli Michał potrafił stanąć po mojej stronie raz, może nauczy się to robić częściej. A ja? Nadal boję się przyszłości z taką teściową… Ale czy warto rezygnować z miłości przez cudzą toksyczność?
Czy naprawdę można stworzyć szczęśliwą rodzinę mimo wojny między bliskimi? Co wy byście zrobili na moim miejscu?