Ostatni Dzień Dzieciństwa: Historia Maćka i Zuzi
– Maciek, obudź się, już czas – głos mamy drżał, jakby bała się, że nie odpowiem. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jej zatroskaną twarz. Wiedziałem, co to znaczy: kolejny dzień walki, kolejny dzień, kiedy muszę udawać, że wszystko jest w porządku.
Ale dziś było inaczej. Dziś miałem wrócić do szkoły po długiej nieobecności. Lekarze powiedzieli, że mogę spróbować, choćby na jeden dzień. Może ostatni.
W drodze do szkoły mama milczała. Patrzyła na mnie ukradkiem w lusterku. W końcu nie wytrzymała:
– Maciuś… jeśli poczujesz się źle, od razu dzwoń. Obiecujesz?
– Obiecuję, mamo – odpowiedziałem cicho, choć w środku krzyczałem: „Nie chcę być już ciężarem! Chcę być jak inni!”
Szkoła pachniała kredą i kanapkami z szynką. Dzieci biegały po korytarzu, a ja czułem się jak duch. Wszyscy wiedzieli o mojej chorobie. Niektórzy patrzyli ze współczuciem, inni z ciekawością. Tylko Zuzia podeszła bez wahania.
– Cześć, Maciek! – uśmiechnęła się szeroko. – Chodź, pokażę ci nową salę komputerową!
Zuzia była zawsze odważna. Miała rude włosy i piegi na nosie. Była jedyną osobą, która nie bała się rozmawiać ze mną o śmierci.
– Wiesz, że dzisiaj jest Dzień Dziecka? – zapytała nagle.
– Tak… ale dla mnie to chyba ostatni taki dzień – wymknęło mi się.
Zuzia spojrzała na mnie poważnie:
– To właśnie dlatego musimy go spędzić najlepiej jak się da!
Przez chwilę zapomniałem o bólu w klatce piersiowej. Zuzia ciągnęła mnie za rękę przez korytarz, śmiejąc się i opowiadając głupie żarty. Zatrzymaliśmy się przy automacie z napojami.
– Masz ochotę na Fantę? – spytała.
– Jasne! – odpowiedziałem z entuzjazmem.
Wypiliśmy napoje na ławce przed szkołą. Słońce grzało nam twarze.
– Maciek… bo ja mam pomysł – zaczęła Zuzia niepewnie. – Chciałabym zabrać cię na randkę.
Zakrztusiłem się napojem.
– Na randkę? Ze mną?
– No jasne! – roześmiała się. – Skoro to może być twój ostatni dzień w szkole, to musi być wyjątkowy!
Zgodziłem się bez wahania. Zuzia wyciągnęła z plecaka dwa bilety do kina – jej tata pracował w kinie na osiedlu i czasem przynosił wejściówki.
– Tylko musisz powiedzieć mamie – przypomniała mi.
Zadzwoniłem do mamy drżącym głosem:
– Mamo… mogę pójść z Zuzią do kina? To tylko dwie godziny…
Po drugiej stronie słyszałem ciszę, potem westchnienie:
– Dobrze, synku. Ale bądź ostrożny.
W kinie było prawie pusto. Siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i śmialiśmy się z głupich reklam przed filmem.
– Maciek… boisz się? – spytała nagle Zuzia szeptem.
Zastanowiłem się chwilę.
– Tak. Ale nie śmierci. Boję się zostawić mamę samą.
Zuzia ścisnęła moją dłoń.
– Twoja mama jest silna. A ty jesteś najdzielniejszym chłopakiem, jakiego znam.
Po filmie poszliśmy na lody do budki pod szkołą. Tam spotkaliśmy Bartka i Olka z klasy.
– Ooo, Maciek na randce! – zażartował Bartek.
Normalnie bym się zawstydził, ale dziś byłem dumny.
– Tak! I to najlepsza randka w moim życiu!
Bartek spojrzał na mnie inaczej niż zwykle. Może pierwszy raz zobaczył we mnie nie tylko chorego chłopaka?
Kiedy wróciłem do domu, mama czekała w kuchni. Pachniało rosołem.
– I jak było? – zapytała cicho.
Usiadłem przy stole i opowiedziałem jej wszystko: o kinie, o lodach, o tym, jak Zuzia trzymała mnie za rękę.
Mama płakała, ale uśmiechała się przez łzy.
– Jestem z ciebie taka dumna, Maciuś…
Wieczorem tata wrócił z pracy. Był zmęczony i milczący jak zwykle. Odkąd zachorowałem, rzadko rozmawialiśmy. Czułem, że obwinia siebie za moją chorobę.
– Synu… przepraszam, że nie jestem taki ojciec jak trzeba – powiedział nagle przy kolacji.
Spojrzałem mu prosto w oczy:
– Jesteś najlepszym tatą na świecie. Naprawdę.
Tata odwrócił wzrok i wyszedł do drugiego pokoju. Słyszałem ciche szlochy przez ścianę.
W nocy nie mogłem zasnąć. Myślałem o tym dniu: o śmiechu Zuzi, o ciepłej dłoni mamy, o łzach taty. O tym, że może już nigdy nie pójdę do szkoły.
Rano obudził mnie ból w klatce piersiowej. Mama natychmiast zadzwoniła po karetkę. W szpitalu lekarze robili wszystko, co mogli. Przez mgłę słyszałem głosy rodziców:
– On nie może umrzeć! To jeszcze dziecko!
– Robimy wszystko…
Leżałem na łóżku i myślałem tylko o jednym: czy Zuzia będzie mnie pamiętać? Czy mama poradzi sobie beze mnie? Czy tata kiedyś przestanie się obwiniać?
Ostatnie co pamiętam to światło lampy nad łóżkiem i głos Zuzi przez telefon:
– Maciek… jesteś najdzielniejszy ze wszystkich chłopaków na świecie! Kocham cię!
Czy można być szczęśliwym nawet wtedy, gdy wie się, że wszystko się kończy? Czy jeden dzień może zmienić całe życie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?