Nowe buty, nowe sekrety – historia ojca i córki w Warszawie

– Kalina, skąd masz te nowe buty? – zapytałem, patrząc na jej stopy, które jeszcze wczoraj były obute w stare trampki, a dziś błyszczały białą skórą z logo, które znałem tylko z reklam w metrze.

– Mama mi kupiła – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem, nie odrywając wzroku od telefonu. Jej palce śmigały po ekranie nowego smartfona, którego nie widziałem wcześniej w naszym domu. Zamarłem. Moja była żona, Marta, od miesięcy nie płaciła alimentów, a z Kaliną widywała się rzadko. Skąd więc te prezenty?

Wieczorem długo nie mogłem zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli. Czy Kalina mnie okłamuje? Czy wplątała się w coś niebezpiecznego? Warszawa potrafi być bezlitosna dla naiwnych. Przypomniałem sobie własną młodość na Pradze, kiedy zbyt łatwo można było wpaść w złe towarzystwo. Nie chciałem, by moja córka powtarzała moje błędy.

Następnego dnia, kiedy Kalina wychodziła do szkoły, postanowiłem ją śledzić. Czułem się jak bohater taniego kryminału, ale nie miałem wyboru. Szła szybkim krokiem, nie rozglądając się na boki. Przez chwilę miałem wyrzuty sumienia, ale zepchnąłem je na bok. To dla jej dobra.

Zamiast do szkoły, skręciła w stronę galerii handlowej. Ukryłem się za kioskiem z gazetami i obserwowałem, jak spotyka się z jakimś chłopakiem. Był starszy, ubrany w markowe ciuchy, z drogim zegarkiem na nadgarstku. Rozmawiali chwilę, po czym chłopak wręczył jej małą torebkę. Kalina uśmiechnęła się szeroko, przytuliła go i schowała torebkę do plecaka.

Serce mi zamarło. Czy ona…? Nie, to niemożliwe. Przecież ją wychowałem. Zna zasady. Ale przecież ja też znałem zasady, a mimo to…

Kiedy wróciła do domu, próbowałem zachować spokój. – Jak było w szkole? – zapytałem, udając obojętność.

– W porządku – odpowiedziała, znowu nie patrząc mi w oczy. – Mam dużo nauki.

Nie wytrzymałem. – Kalina, musimy porozmawiać. Wiem, że nie byłaś dziś w szkole. Widziałem cię w galerii. Kim jest ten chłopak?

Zbladła. Przez chwilę myślałem, że się rozpłacze, ale tylko zacisnęła usta. – To nie tak, jak myślisz – powiedziała cicho.

– To jak? – zapytałem, czując, jak narasta we mnie gniew i strach.

– On mi pomaga. Znałam go jeszcze z podstawówki. Jego rodzice mają sklep z elektroniką. Czasem daje mi coś, bo wie, że nie mamy pieniędzy. Chce, żebym miała lepiej niż on kiedyś.

Poczułem ulgę, ale i wstyd. Czy naprawdę tak źle jest u nas, że moja córka musi przyjmować prezenty od obcych? Czy jestem aż tak złym ojcem?

– Kalina, nie możesz przyjmować takich rzeczy. To nie jest w porządku. Ludzie nie dają nic za darmo. – Moje słowa zabrzmiały ostrzej, niż chciałem.

– Ty nic nie rozumiesz! – wykrzyknęła. – Ty tylko pracujesz i narzekasz! Mama przynajmniej próbowała coś zmienić, a ty… ty się tylko boisz!

Zatkało mnie. Przez chwilę nie mogłem wydusić słowa. Przypomniałem sobie, jak sam kiedyś krzyczałem na ojca, że nic nie rozumie. Jak bardzo się wtedy myliłem.

Wieczorem długo siedziałem w kuchni, patrząc na zdjęcie Kaliny z czasów, gdy była jeszcze mała. Zawsze uśmiechnięta, ufna, trzymająca mnie za rękę. Kiedy to się zmieniło? Kiedy przestaliśmy ze sobą rozmawiać?

Następnego dnia postanowiłem porozmawiać z Martą. Spotkaliśmy się w kawiarni na Mokotowie. Była zmęczona, z podkrążonymi oczami. – Józek, ja naprawdę nie mam pieniędzy. Pracuję na dwa etaty, żeby jakoś przeżyć. Kalina mówiła, że wszystko jest w porządku…

– Nie jest w porządku – przerwałem jej. – Nasza córka przyjmuje drogie prezenty od chłopaka, którego ledwo znamy. Musimy coś z tym zrobić.

Marta westchnęła ciężko. – Może powinniśmy porozmawiać z nią razem. Pokazać, że jesteśmy po jej stronie, nawet jeśli nie jesteśmy już razem.

Wieczorem usiedliśmy we trójkę przy stole. Kalina była spięta, unikała naszego wzroku. – Kalina, kochamy cię – zacząłem. – Chcemy, żebyś była szczęśliwa, ale musisz nam ufać. Jeśli czegoś potrzebujesz, powiedz nam. Nie musisz szukać pomocy gdzie indziej.

Przez chwilę panowała cisza. W końcu Kalina zaczęła płakać. – Ja po prostu nie chcę być gorsza od innych. Wszyscy w klasie mają nowe telefony, markowe ubrania. Ja nie chcę być wyśmiewana…

Przytuliłem ją. Poczułem, jak bardzo jest jeszcze dzieckiem, mimo że tak bardzo chce być dorosła. – Kalina, wiem, że jest ciężko. Ale nie wszystko, co błyszczy, jest warte swojej ceny. Czasem to, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu.

Po tej rozmowie coś się zmieniło. Kalina zaczęła więcej mówić o swoich problemach. Ja zacząłem słuchać, a nie tylko oceniać. Z Martą ustaliliśmy, że będziemy się częściej kontaktować, by Kalina czuła nasze wsparcie.

Czasem zastanawiam się, czy mogłem zrobić coś inaczej. Czy gdybym wcześniej zauważył jej samotność, uniknęlibyśmy tego wszystkiego? Może każdy rodzic musi przeżyć taki moment, by zrozumieć swoje dziecko na nowo. Czy naprawdę potrafimy słuchać, zanim będzie za późno?