Niechciani goście w moim domu – opowieść o zdradzie, rodzinnych sekretach i sile samotności
– Co wy tu robicie?! – krzyknęłam, wchodząc do mieszkania. Moje serce waliło jak oszalałe. Drzwi były tylko lekko uchylone, a przecież zawsze zamykałam je na dwa zamki. W środku, przy moim stole w kuchni, siedzieli: ciotka Halina, kuzynka Marta i… mój brat Paweł, z którym nie rozmawiałam od dwóch lat. Ich twarze były napięte, spojrzenia unikały mojego wzroku.
– Musimy porozmawiać, Aniu – powiedziała ciotka Halina, jej głos był zimny jak lód. – To ważne.
Zignorowałam jej słowa i rzuciłam torbę na podłogę. – Jak się tu dostaliście? Kto wam dał klucz?
Paweł spuścił głowę. – Mama… zostawiła mi zapasowy klucz. Myślałem, że… – urwał.
– Myślałeś co? Że możesz wejść do mojego życia, kiedy tylko ci wygodnie? Po tym wszystkim?!
Cisza była gęsta jak mgła. Marta patrzyła na mnie z litością, której nie chciałam widzieć. Czułam, jak narasta we mnie gniew i strach. Przez chwilę miałam ochotę po prostu wybiec z mieszkania i nigdy nie wracać.
– Aniu, to nie jest takie proste – zaczęła ciotka Halina. – Twój ojciec… zostawił testament.
Zamarłam. Ojciec zmarł pół roku temu. Od tamtej pory wszystko się posypało: mama wyjechała do Niemiec do pracy, Paweł zerwał kontakt po kłótni o pieniądze, a ja zostałam sama w naszym starym mieszkaniu na Pradze. Próbowałam jakoś poskładać swoje życie – praca w szkole, wieczorne studia, rachunki do zapłacenia. Nie miałam siły na rodzinne dramaty.
– Testament? – powtórzyłam głucho.
– Tak – potwierdziła Marta cicho. – I… mieszkanie nie należy już tylko do ciebie.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz zemdleję.
– Co to znaczy? Przecież tata zawsze mówił, że to mieszkanie jest dla mnie! Że Paweł ma dom z żoną w Piasecznie!
Paweł podniósł wzrok. W jego oczach widziałam coś dziwnego – może żal, może wstyd.
– Tata zmienił zdanie przed śmiercią – powiedział cicho. – Chciał, żebyśmy podzielili się wszystkim po równo.
– Ale ja tu mieszkam! To mój dom!
Ciotka Halina westchnęła ciężko. – Aniu, rozumiemy twoje emocje, ale musimy być sprawiedliwi wobec wszystkich.
Wybiegłam z kuchni do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Oparłam się o nie plecami i pozwoliłam łzom płynąć po policzkach. Jak mogli mi to zrobić? Po tylu latach samotności, po tym wszystkim, co przeszłam z ojcem… Teraz chcą mi zabrać ostatnią rzecz, która mi po nim została?
Przez kolejne dni atmosfera w domu była nie do zniesienia. Rodzina przychodziła codziennie – niby rozmawiać, a tak naprawdę naciskać na mnie, żebym zgodziła się sprzedać mieszkanie i podzielić pieniądze. Mama dzwoniła z Niemiec i płakała do słuchawki: „Aniu, postaraj się dogadać z Pawłem… Nie chcę kolejnej wojny w rodzinie”.
Ale jak miałam się dogadać? Paweł był dla mnie obcy. Po śmierci taty nie odezwał się ani razu. A teraz przyszedł po swoją część spadku jak po wypłatę.
Pewnego wieczoru usiadłam sama przy kuchennym stole. Wpatrywałam się w stare zdjęcie ojca stojące na parapecie.
– Tato… dlaczego mi to zrobiłeś? – szepnęłam przez łzy.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je niechętnie – za progiem stała Marta.
– Mogę wejść? – zapytała cicho.
Skinęłam głową.
Usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Marta bawiła się nerwowo pierścionkiem na palcu.
– Wiem, że jesteś zła – zaczęła. – Ale Paweł naprawdę nie chce ci zrobić krzywdy. On… ma długi. Stracił pracę pół roku temu i boi się powiedzieć o tym żonie.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Więc dlatego chce sprzedać mieszkanie? Żeby spłacić swoje błędy?
Marta skinęła głową ze smutkiem.
– Wiem, że to niesprawiedliwe. Ale może… może znajdziecie jakieś rozwiązanie?
Nie odpowiedziałam. W głowie miałam mętlik: gniew na brata mieszał się ze współczuciem. Przez całą noc nie mogłam zasnąć.
Następnego dnia Paweł przyszedł sam. Usiadł na brzegu kanapy i przez długą chwilę milczał.
– Przepraszam cię, Aniu – powiedział w końcu. – Wiem, że zawaliłem jako brat. Ale jestem w takim miejscu życia, że nie widzę wyjścia…
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim tego samego chłopaka, który kiedyś bronił mnie przed kolegami na podwórku. Ale teraz był dorosłym mężczyzną z własnymi problemami.
– Może moglibyśmy wynająć mieszkanie komuś innemu i podzielić się pieniędzmi? – zaproponowałam cicho. – Ja znajdę coś tańszego na wynajem…
Paweł spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
– Naprawdę byś to zrobiła?
Wzruszyłam ramionami.
– Nie wiem jeszcze… Ale chyba nie mam wyboru.
Kilka tygodni później wyprowadzałam się ze swojego domu z walizką pełną wspomnień i sercem ciężkim od żalu. Rodzina była mi bliższa niż kiedykolwiek i jednocześnie bardziej obca niż ludzie mijani na ulicy.
Dziś mieszkam sama w małym pokoju na wynajmie. Czasem budzę się w nocy i pytam siebie: czy naprawdę rodzina zawsze jest najważniejsza? Czy można wybaczyć zdradę bliskich tylko dlatego, że są rodziną?
Może wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a rodziną? Jak poradziliście sobie z takim wyborem?