Moja siostra, jej mąż i ja: Jak jeden błąd zniszczył wszystko, co miałam
— Magda, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie zostawiała naczyń w zlewie?! — głos Pawła odbił się echem po kuchni, a ja zamarłam z kubkiem w dłoni. To był mój pierwszy poranek w ich mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Jeszcze wczoraj pakowałam walizki w mojej wynajmowanej kawalerce, licząc każdą złotówkę i zastanawiając się, czy dam radę zapłacić czynsz. Dziś miałam nadzieję na nowy początek u siostry i jej męża.
Ale już od rana czułam się jak intruz. Magda, moja starsza siostra, zawsze była tą odpowiedzialną, poukładaną. Ja — Ania — wieczna marzycielka, która po rozstaniu z narzeczonym i utracie pracy musiała przyznać się do porażki i poprosić o pomoc. Magda zapewniała mnie przez telefon: „Przyjedź, damy radę. Rodzina jest od tego, żeby sobie pomagać”. Ale Paweł… Paweł nigdy nie patrzył na mnie przychylnie.
— Przepraszam, zaraz umyję — wymamrotałam, czując jak policzki płoną mi ze wstydu.
— To nie chodzi o jedno naczynie! — Paweł podniósł głos jeszcze bardziej. — Ustaliliśmy zasady. Każdy po sobie sprząta. Nie będziemy tu robić bałaganu tylko dlatego, że ktoś ma trudniejszy okres.
Magda weszła do kuchni w szlafroku, zaspana, ale już spięta. — Paweł, daj spokój, to pierwszy dzień Ani…
— Właśnie dlatego trzeba od razu ustalić reguły! — przerwał jej ostro.
Patrzyłam na nich oboje i czułam się coraz mniejsza. Wczoraj wieczorem Magda przytuliła mnie na powitanie i powiedziała: „Jesteś u siebie”. Teraz miałam wrażenie, że jestem tylko ciężarem.
Po śniadaniu zamknęłam się w pokoju gościnnym. Próbowałam szukać pracy przez internet, ale nie mogłam się skupić. W głowie wciąż dudniły mi słowa Pawła. Czy naprawdę byłam aż taką nieudacznicą? Czy jedno zostawione naczynie przekreślało wszystko?
Po południu usłyszałam ciche pukanie. Magda weszła z kubkiem herbaty.
— Przepraszam za Pawła… On po prostu lubi mieć wszystko pod kontrolą.
— Może powinnam jednak wrócić do siebie… — powiedziałam cicho.
— Nie wygłupiaj się! — Magda usiadła obok mnie na łóżku. — Wiem, że jest ciężko, ale dasz radę. Jesteśmy rodziną.
Chciałam jej uwierzyć, ale kiedy wieczorem Paweł wrócił z pracy i zobaczył moje buty przy drzwiach („Ustaliliśmy, że buty trzymamy w szafce!”), znów wybuchł. Tym razem Magda nie stanęła po mojej stronie. Patrzyła tylko bezradnie, jakby bała się własnego męża.
— Może powinniśmy ustalić harmonogram sprzątania? — rzuciła niepewnie.
— Może powinnaś po prostu przestrzegać zasad — syknął Paweł do mnie.
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam ich ciche rozmowy za ścianą. Szeptali o mnie. O tym, że „Ania zawsze była problematyczna”, że „może to był błąd”.
Następnego dnia rano postanowiłam zrobić coś miłego — upiekłam ciasto drożdżowe według przepisu mamy. Chciałam pokazać, że się staram. Kiedy Paweł wrócił z pracy i zobaczył kuchnię lekko oprószoną mąką, wybuchł jeszcze mocniej niż poprzednio.
— To jest dom czy piekarnia?! — krzyczał. — Nie mam zamiaru sprzątać po tobie całe popołudnie!
Magda próbowała mnie bronić, ale tym razem Paweł był nie do zatrzymania.
— Albo ona zacznie się stosować do zasad, albo…
Nie dokończył zdania. Ale ja już wiedziałam, co chce powiedzieć.
Spakowałam rzeczy jeszcze tego samego wieczoru. Magda płakała w przedpokoju.
— Ania, proszę… Nie odchodź tak…
— Nie chcę być dla was ciężarem — odpowiedziałam drżącym głosem.
Wyszłam na klatkę schodową z walizką i poczułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Stałam tam przez chwilę i zastanawiałam się: czy naprawdę rodzina jest zawsze najważniejsza? Czy może czasem trzeba wybrać siebie?
Czy ktoś z was też kiedyś musiał wybierać między lojalnością wobec bliskich a własnym spokojem? Co byście zrobili na moim miejscu?