Miłość do matki kontra małżeństwo: Jak jedno zaproszenie zniszczyło mój dom

— Co ty zrobiłeś?! — krzyk Magdy odbił się echem po naszym ciasnym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Stała w progu kuchni, z oczami pełnymi łez i złości, a ja czułem, jak serce wali mi jak młot. W jednej ręce trzymała dziecięcy kocyk, w drugiej telefon, na którym przed chwilą zobaczyła wiadomość od mojej mamy: „Dziękuję za cudowne spotkanie z wnuczką. Była taka słodka!”

Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. W głowie miałem tylko jedno pytanie: jak mogłem być tak naiwny? Przecież wiedziałem, jak bardzo Magda nie chciała, by mama pojawiła się w naszym domu. Ale przecież to moja mama! Czy naprawdę zrobiłem coś złego?

Wszystko zaczęło się wiele lat temu, kiedy przyprowadziłem Magdę do domu rodzinnego w Radomiu. Mama, pani Halina, od początku patrzyła na nią z dystansem. „Ona nie jest dla ciebie, Michałku” — powtarzała mi po cichu, kiedy Magda wychodziła do łazienki. „Za bardzo się rządzi, za mało szanuje tradycję. Ty potrzebujesz kogoś innego.”

Ale ja byłem zakochany. Magda była inna niż wszystkie dziewczyny, które znałem — niezależna, pewna siebie, z ciętym językiem i marzeniami o własnej firmie. Mama nie mogła tego znieść. Kiedy ogłosiliśmy zaręczyny, nie przyszła na przyjęcie. Na ślubie siedziała w ostatnim rzędzie i płakała — ale nie ze szczęścia.

Przez lata próbowałem pogodzić te dwa światy. Dzwoniłem do mamy ukradkiem, żeby nie urazić Magdy. Magdzie tłumaczyłem, że mama jest po prostu „inna”, że tak została wychowana. Ale napięcie rosło. Kiedy urodziła się nasza córka Zosia, wiedziałem, że muszę coś zrobić.

— Michał, nie chcę jej tu widzieć — powiedziała Magda pewnego wieczoru, kiedy Zosia miała dwa tygodnie. — Nie chcę słuchać jej uwag o tym, jak powinnam karmić dziecko albo jak źle je ubieram. To nasz dom.

Przytaknąłem, choć serce mi pękało. Mama dzwoniła codziennie, błagała o zdjęcia wnuczki. „Chociaż raz pozwól mi ją zobaczyć” — mówiła przez łzy.

W końcu nie wytrzymałem. Kiedy Magda była na zakupach, zaprosiłem mamę na kawę. Przyszła z ciastem drożdżowym i łzami w oczach. Trzymała Zosię na rękach przez godzinę i płakała ze wzruszenia. Obiecałem sobie wtedy, że to był tylko jeden raz.

Ale sekrety mają krótkie nogi. Mama nie wytrzymała i napisała Magdzie wiadomość z podziękowaniem. I tak właśnie znalazłem się w oku cyklonu.

— Jak mogłeś mi to zrobić? — Magda patrzyła na mnie z niedowierzaniem. — To jest zdrada! Zdradziłeś mnie i naszą córkę!

— To moja mama… — zacząłem nieśmiało.

— A ja? Ja jestem twoją żoną! To ja rodziłam to dziecko przez dwadzieścia godzin! To ja nie spałam po nocach! A ty pozwalasz jej wejść tu za moimi plecami?

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Widziałem tylko jej ból i rozczarowanie. Widziałem też siebie — małego chłopca, który zawsze chciał zadowolić mamę.

Przez kolejne dni w domu panowała cisza. Magda spała z Zosią w pokoju dziecięcym. Ja siedziałem w salonie i gapiłem się w telewizor bez dźwięku. Mama dzwoniła codziennie, ale nie odbierałem.

W pracy byłem cieniem samego siebie. Koledzy pytali, czy wszystko w porządku. „Tak, jasne” — kłamałem przez zaciśnięte zęby.

Po tygodniu Magda postawiła sprawę jasno:

— Albo ona przestaje istnieć w naszym życiu, albo ja odchodzę.

Nie spałem całą noc. Przewracałem się z boku na bok, próbując znaleźć rozwiązanie. Przecież nie mogę wyrzec się matki! Ale nie mogę też stracić żony i córki.

Rano zadzwoniłem do mamy.

— Mamo… musimy zrobić sobie przerwę — powiedziałem drżącym głosem.

— Michałku… przecież ja tylko chciałam zobaczyć wnuczkę… — szlochała do słuchawki.

— Wiem, mamo. Ale Magda… ona nie chce cię widzieć.

— To ona ci wszystko zabiera! Zawsze wiedziałam, że tak będzie!

Rozłączyłem się i poczułem się jak najgorszy syn na świecie.

Minęły miesiące. W domu było spokojniej, ale coś się zmieniło. Magda była chłodniejsza, bardziej zamknięta w sobie. Ja coraz częściej myślałem o mamie — o tym, jak siedzi sama w swoim mieszkaniu i płacze.

Pewnego dnia wróciłem do domu wcześniej niż zwykle. Zosia bawiła się na dywanie, a Magda siedziała przy stole z kubkiem herbaty.

— Michał… czy ty mnie jeszcze kochasz? — zapytała cicho.

— Kocham — odpowiedziałem bez wahania.

— Ale jej też nie potrafisz przestać kochać, prawda?

Nie odpowiedziałem. Bo jak można przestać kochać własną matkę?

Dziś siedzę sam w pustym mieszkaniu. Magda zabrała Zosię do swoich rodziców na wieś pod Łodzią. Mama przestała dzwonić. Cisza boli bardziej niż krzyk.

Czasem myślę: czy naprawdę musiałem wybierać? Czy rodzina zawsze musi boleć? Czy można kochać dwie kobiety naraz i nie stracić siebie?