Między domem a poświęceniem: Czy muszę oddać wszystko dla teściowej?

– Nie rozumiesz, Aniu? To jedyne wyjście! – głos teściowej odbijał się echem w mojej głowie jeszcze długo po tej rozmowie. Stałyśmy w kuchni, a zapach świeżo parzonej kawy mieszał się z ciężarem niewypowiedzianych słów. Patrzyłam na nią, na jej zaciśnięte usta i zmarszczone brwi, i czułam, jak moje serce bije coraz szybciej.

– Mamo, to jest nasz dom. Nasz jedyny dom – odpowiedziałam cicho, ledwo powstrzymując łzy.

Teściowa spojrzała na mnie z wyrzutem, jakby nie mogła uwierzyć, że się jej sprzeciwiam. – Twój dom? A kto wam pomógł go kupić? Gdyby nie ja, nie mielibyście nawet na wkład własny. Teraz, kiedy ja potrzebuję pomocy, odwracasz się ode mnie plecami?

W tej chwili poczułam się, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przypomniałam sobie, jak pięć lat temu, kiedy z Piotrem szukaliśmy mieszkania, rzeczywiście teściowa pożyczyła nam pieniądze na wkład. Ale nigdy nie mówiła, że to pożyczka, którą będziemy musieli spłacić w taki sposób. Przecież przez te lata oddawaliśmy jej, co miesiąc, po trochu. Nigdy nie wspominała, że oczekuje czegoś więcej.

Piotr wrócił do domu akurat w momencie, gdy atmosfera była już gęsta jak śmietana. Spojrzał na nas obie, zdezorientowany. – Co się dzieje?

– Twoja żona nie chce mi pomóc – rzuciła teściowa, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. – Chcę tylko, żebyście sprzedali dom i pomogli mi spłacić długi po ojcu Piotra. To przecież sprawiedliwe.

Piotr spojrzał na mnie, a potem na matkę. Widziałam, jak walczy ze sobą. Z jednej strony kochał matkę, z drugiej wiedział, ile ten dom dla mnie znaczy. Ile pracy i serca włożyliśmy w każde pomieszczenie, w ogród, w nasze życie tutaj.

– Mamo, to nie jest takie proste – powiedział w końcu. – Ania ma rację. To nasz dom, nasze miejsce na ziemi. Nie możemy tak po prostu go sprzedać.

Teściowa spojrzała na niego z rozczarowaniem. – Myślałam, że wychowałam cię na lepszego człowieka. Ojciec przewraca się w grobie, widząc, jak traktujesz własną matkę.

Po tych słowach wyszła, trzaskając drzwiami. Zostaliśmy z Piotrem sami, w ciszy, która bolała bardziej niż jakiekolwiek krzyki. Usiadłam na krześle, czując, jak opada ze mnie cała energia.

– Co teraz? – zapytałam cicho.

Piotr wziął mnie za rękę. – Nie wiem. Ale nie pozwolę, żebyś cierpiała przez moją rodzinę.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Teściowa dzwoniła codziennie, czasem płakała, czasem krzyczała, czasem próbowała wzbudzić we mnie poczucie winy. – Aniu, ja nie mam nikogo innego. Zawsze byłam dla was, a teraz, kiedy ja potrzebuję pomocy, zostaję sama?

Zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście jestem taka zła, jak ona mówi. Może powinnam się poświęcić? Przecież to tylko dom, a ona jest rodziną. Ale potem patrzyłam na nasze dzieci, bawiące się w ogrodzie, na zdjęcia na ścianach, na ślady naszych wspólnych lat i czułam, że nie mogę tego oddać. Nie mogę poświęcić wszystkiego, co budowaliśmy przez lata, tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje.

Pewnego wieczoru, kiedy dzieci już spały, usiedliśmy z Piotrem przy stole. – Może powinniśmy jej pomóc – powiedziałam. – Ale nie kosztem naszego domu. Może znajdziemy inne rozwiązanie?

Piotr westchnął. – Próbowałem z nią rozmawiać. Ona nie chce słyszeć o żadnych kompromisach. Albo sprzedamy dom, albo nie chce mieć z nami kontaktu.

Te słowa bolały. Wiedziałam, że Piotr cierpi, widząc, jak jego matka stawia go pod ścianą. Wiedziałam też, że ja jestem tą złą w tej historii. To ja nie chcę się poświęcić. To ja nie chcę oddać wszystkiego dla teściowej.

W pracy byłam rozkojarzona, nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła, że coś jest nie tak. – Aniu, co się dzieje? Wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia.

Opowiedziałam jej wszystko. Kasia pokiwała głową. – Wiesz, moja mama zawsze powtarzała, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale też wzajemny szacunek. Jeśli twoja teściowa nie szanuje waszych granic, to nie jest twoja wina.

Te słowa dały mi do myślenia. Może rzeczywiście nie jestem winna? Może mam prawo postawić granicę?

Wieczorem zadzwoniła teściowa. – Aniu, przemyślałaś już sprawę? – zapytała bez żadnych wstępów.

– Tak, przemyślałam – odpowiedziałam spokojnie. – Nie sprzedamy domu. Ale możemy pomóc ci inaczej. Możemy pożyczyć ci trochę pieniędzy, możemy pomóc znaleźć pracę, możemy być przy tobie. Ale nie oddamy wszystkiego, co mamy.

Po drugiej stronie zapadła cisza. – Myślałam, że jesteś lepsza – powiedziała w końcu. – Ale widzę, że się myliłam.

Rozłączyła się. Poczułam ulgę i smutek jednocześnie. Ulgę, że w końcu postawiłam granicę. Smutek, że być może straciłam rodzinę męża na zawsze.

Piotr przytulił mnie mocno. – Jestem z ciebie dumny – powiedział. – W końcu ktoś musiał powiedzieć jej prawdę.

Minęły tygodnie. Teściowa przestała się odzywać. Czasem widzę ją na ulicy, ale odwraca wzrok. Dzieci pytają, dlaczego babcia nie przychodzi, a ja nie wiem, co im odpowiedzieć. Czy powinnam była się poświęcić? Czy naprawdę jestem winna jej aż tyle? Czy rodzina to zawsze poświęcenie, czy może czasem trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu?

Czasem patrzę na nasz dom i zastanawiam się, czy podjęłam dobrą decyzję. Ale potem widzę uśmiech Piotra, śmiech dzieci i wiem, że to jest moje miejsce. Może kiedyś teściowa zrozumie, że rodzina to nie tylko branie, ale też dawanie i szacunek do granic innych. Może kiedyś mi wybaczy. A może to ja powinnam wybaczyć sobie, że nie jestem w stanie oddać wszystkiego, nawet dla rodziny. Czy to naprawdę takie złe?