Kiedy teściowa zapytała: „No to bierzemy ten kredyt?” – a ja byłam niewidzialna. Moja historia powrotu do mamy
– No to bierzemy ten kredyt czy nie? – głos teściowej przebił się przez ciszę jak nóż przez masło. Siedziałam przy stole w kuchni, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. Paweł patrzył na mnie, ale nie widziałam w jego oczach wsparcia. Raczej niecierpliwość, może nawet irytację.
– Aniu, co ty na to? – dodała teściowa, nawet nie patrząc w moją stronę. – Przecież to oczywiste, że musicie mieć swoje mieszkanie. My wam pomożemy, ale trzeba działać szybko.
Chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Czułam się jak powietrze – obecna, ale zupełnie przezroczysta. W tej rodzinie wszystko działo się poza mną. Nawet decyzje o moim życiu podejmowano beze mnie.
Paweł westchnął ciężko i spojrzał na matkę:
– Mamo, przecież rozmawialiśmy już o tym. Ania nie jest pewna…
– Bo Ania zawsze się boi! – przerwała mu teściowa. – Jakby nie wiedziała, jak się żyje w Polsce. Bez kredytu niczego się nie dorobisz.
Zacisnęłam pięści pod stołem. Chciałam krzyknąć, że mam prawo do własnego zdania, że boję się zadłużenia na trzydzieści lat, że nie chcę być zależna od nich do końca życia. Ale zamiast tego tylko skinęłam głową i wyszłam do łazienki.
Zamknęłam drzwi i oparłam się o zimne kafelki. W lustrze zobaczyłam twarz kogoś obcego – zmęczoną, zgaszoną. Gdzie podziała się ta Ania, która jeszcze rok temu śmiała się do łez na spacerach z Pawłem po Plantach? Która wierzyła, że miłość wystarczy?
Wróciłam do kuchni. Paweł i jego matka rozmawiali już o ratach i bankach. Ojciec Pawła milczał, jak zwykle. Zawsze był cichy, podporządkowany żonie. Zastanawiałam się czasem, czy on też czuje się niewidzialny.
Wieczorem Paweł przyszedł do naszej sypialni i usiadł na łóżku.
– Aniu, musimy coś postanowić – powiedział cicho. – Mama ma rację. Nie możemy wiecznie mieszkać z nimi.
– Ale dlaczego wszystko musi być na ich zasadach? – zapytałam szeptem. – Czuję się tu jak gość… jak dziecko.
– Przesadzasz – westchnął. – Mama chce dobrze.
Odwróciłam się do ściany. W ciemności słyszałam jego oddech i czułam narastającą pustkę między nami.
Kiedyś myślałam, że rodzina to wsparcie i ciepło. U nas było zimno i sztywno. Każdy dzień zaczynał się od komentarzy teściowej: „Znowu tak późno wstałaś?”, „Nie umiesz lepiej posprzątać?”, „Paweł lubi schabowe, a nie te twoje sałatki”.
Próbowałam rozmawiać z mamą przez telefon, ale nie chciałam jej martwić. Mówiłam półprawdy: „Jest okej”, „Dużo pracy”, „Paweł zajęty”.
Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej. W kuchni teściowa rozmawiała przez telefon:
– No tak, Ania to taka delikatna… Nie wiem, czy sobie poradzi z kredytem. Ale Paweł jest rozsądny, on ją poprowadzi.
Zamarłam w progu. Poczułam się jak dziecko, które podsłuchuje dorosłych. Ale przecież to moje życie!
Wieczorem wybuchła kłótnia. Paweł wrócił zdenerwowany:
– Mama mówiła mi, że jesteś przeciwko wszystkiemu! Że ją lekceważysz!
– To nieprawda! – krzyknęłam. – Po prostu chcę mieć coś do powiedzenia!
– Przesadzasz – powtórzył po raz setny.
Wybiegłam z domu i poszłam do parku. Siedziałam na ławce i płakałam jak dziecko. Zadzwoniłam do mamy:
– Mamo… mogę przyjechać?
Nie pytała o szczegóły. Powiedziała tylko:
– Zawsze możesz wrócić.
Spakowałam walizkę w nocy. Paweł spał twardo, nawet nie zauważył, kiedy wyszłam.
W pociągu do rodzinnego miasta patrzyłam przez okno na szare pola i myślałam o tym, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była walczyć bardziej? Czy może nigdy nie powinnam była wychodzić za mąż tak szybko?
Mama przytuliła mnie w progu mieszkania tak mocno, że aż zabrakło mi tchu.
– Wszystko będzie dobrze – szepnęła.
Przez pierwsze dni spałam po dwanaście godzin na dobę. Mama gotowała mi rosół i piekła drożdżowe ciasto jak wtedy, gdy byłam mała.
Paweł dzwonił kilka razy. Pisał wiadomości: „Tęsknię”, „Wróć”, „Mama już nie będzie się wtrącać”. Ale ja wiedziałam, że to nieprawda.
Znalazłam pracę w lokalnej bibliotece. Każdego dnia uczyłam się na nowo oddychać pełną piersią.
Czasem myślę o Pawle i jego rodzinie. Czy mogło być inaczej? Czy gdybym była silniejsza albo gdyby on potrafił postawić się matce?
Dziś wiem jedno: nikt nie ma prawa sprawić, żebym czuła się niewidzialna we własnym życiu.
Czy wy też kiedyś czuliście się jak powietrze wśród najbliższych? Co wtedy zrobiliście?