Kiedy miłość rozdziera rodzinę: Historia o mnie, Kasi i wyborach, których nie da się cofnąć
– Michał, nie możesz tego zrobić! – głos mamy rozbrzmiewał w kuchni jak dzwon. Stałem oparty o zimny blat, zaciśnięte pięści ukryte w kieszeniach bluzy. Ojciec patrzył na mnie spod krzaczastych brwi, milczący, ale jego spojrzenie mówiło wszystko: rozczarowanie, gniew, może nawet strach.
– Mamo, kocham ją. – Moje słowa zawisły w powietrzu. – Kasia nie jest taka, jak myślicie.
– Michał, ona nigdy nie będzie jedną z nas – syknęła mama. – Jej ojciec siedział w więzieniu! Jej matka sprząta po ludziach! Ty masz przed sobą studia prawnicze, a ona… ona cię tylko ściągnie na dno!
Poczułem, jak coś we mnie pęka. Chciałem krzyczeć, tłumaczyć, że Kasia jest inna niż jej rodzina, że to ona nauczyła mnie śmiać się z drobiazgów i wierzyć w siebie. Ale wiedziałem, że tu nie chodzi o nią – chodziło o ich lęki i wyobrażenia.
Wyszedłem trzaskając drzwiami. Zimny listopadowy wiatr uderzył mnie w twarz, gdy biegłem przez osiedle do bloku Kasi. Zawsze czekała na mnie na klatce schodowej, z kubkiem herbaty w ręku i uśmiechem, który rozjaśniał nawet najciemniejsze dni.
– Michał? Co się stało? – zapytała cicho, widząc moje łzy.
– Oni nigdy cię nie zaakceptują – wyszeptałem. – Ale ja… ja nie potrafię bez ciebie żyć.
Przytuliła mnie mocno. W jej ramionach czułem się bezpieczny, jakbym na chwilę mógł zapomnieć o całym świecie.
Zaczęliśmy ukrywać się przed wszystkimi. Spotykaliśmy się po lekcjach w parku, chodziliśmy na długie spacery po Starym Mieście. Kasia opowiadała mi o swoich marzeniach: chciała zostać pielęgniarką, pomagać ludziom takim jak jej mama. Ja mówiłem o studiach prawniczych i o tym, jak bardzo boję się zawieść rodziców.
Pewnego dnia ojciec czekał na mnie pod szkołą. Wysiadł z samochodu i podszedł do mnie szybkim krokiem.
– Michał, wracaj do domu. Natychmiast.
– Nie mogę – odpowiedziałem spokojnie. – Kocham Kasię i nie zamierzam się jej wyrzec.
Ojciec spojrzał na mnie z pogardą.
– Jeśli pójdziesz tą drogą, możesz zapomnieć o naszej rodzinie. O wszystkim.
Wróciłem do Kasi i powiedziałem jej wszystko. Płakała długo, a ja razem z nią. Wiedzieliśmy, że nasza miłość kosztuje więcej niż byliśmy gotowi zapłacić.
Z czasem zaczęliśmy się oddalać. Ja coraz bardziej zamykałem się w sobie, próbując pogodzić oczekiwania rodziny z własnymi pragnieniami. Kasia czuła się winna – mówiła, że przeze mnie tracę wszystko.
Pewnej nocy zadzwoniła do mnie zapłakana:
– Michał… nie mogę już tak żyć. Twoja rodzina mnie nienawidzi. Ty cierpisz przeze mnie. Może lepiej będzie, jeśli… jeśli damy sobie spokój?
Nie odpowiedziałem od razu. W głowie miałem chaos: obraz mamy płaczącej w kuchni, ojca zamykającego za mną drzwi i Kasi siedzącej samotnie na ławce pod blokiem.
– Kocham cię – wyszeptałem tylko.
Następnego dnia nie przyszła do szkoły. Próbowałem do niej dzwonić, pisać – bez skutku. Po tygodniu dowiedziałem się od jej sąsiadki, że wyjechała z matką do pracy do Niemiec. Bez pożegnania.
Wróciłem do domu jak cień samego siebie. Rodzice przyjęli mnie z ulgą – mama ugotowała mój ulubiony rosół, ojciec poklepał po ramieniu i powiedział: „Wiedziałem, że zmądrzejesz”.
Ale ja nie czułem ulgi. Czułem pustkę.
Minęły lata. Skończyłem studia prawnicze, dostałem pracę w kancelarii ojca. Spotykam się z dziewczyną z „dobrego domu”, którą wybrali dla mnie rodzice. Czasem patrzę na nią i zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę potrafił ją pokochać tak jak Kasię.
Często wracam myślami do tamtej jesieni. Do wyborów, których dokonałem – czy naprawdę były moje? Czy można być szczęśliwym, jeśli całe życie żyje się cudzymi oczekiwaniami?
Może miłość naprawdę nie wystarcza? A może po prostu zabrakło mi odwagi?
Czy Wy też kiedyś musieliście wybierać między rodziną a sercem? Co byście zrobili na moim miejscu?