Dziesięć lat później: Kiedy Juliusz wrócił znikąd, mój świat znów się zatrząsł
– Mamo, ktoś stoi pod drzwiami – głos Zosi rozbrzmiał w przedpokoju, drżący i niepewny. W jednej chwili poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Był czerwcowy wieczór, powietrze ciężkie od burzy, a ja właśnie kończyłam zmywać naczynia po kolacji. Od dziesięciu lat każdy nieoczekiwany dźwięk wywoływał we mnie lęk i nadzieję jednocześnie. Ale przecież to niemożliwe…
Otarłam ręce o fartuch i podeszłam do drzwi. Przez wizjer zobaczyłam sylwetkę mężczyzny – wysokiego, zgarbionego, z siwiejącymi włosami. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Otworzyłam drzwi i wtedy go zobaczyłam. Juliusz. Mój mąż. Ten sam, który dziesięć lat temu wyszedł po papierosy i nigdy nie wrócił.
– Dobry wieczór, Aniu – powiedział cicho, a jego głos zabrzmiał jak echo dawno zapomnianych wspomnień.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez głowę przelatywały mi tysiące myśli: gniew, ulga, strach, niedowierzanie. Zosia stała za mną, ściskając moją dłoń tak mocno, że aż zabolało.
– Tato? – zapytała cicho, a jej głos złamał mi serce.
Juliusz spojrzał na nią z mieszaniną bólu i tęsknoty. – Tak, Zosiu. To ja…
Przez chwilę staliśmy w milczeniu. W końcu odsunęłam się na bok i wpuściłam go do środka. W powietrzu unosił się zapach deszczu i starego dymu papierosowego.
– Co tu robisz? – zapytałam chłodno.
Juliusz spuścił wzrok. – Wiem, że nie mam prawa tu być. Ale musiałem wrócić. Musiałem was zobaczyć.
W kuchni panowała cisza, przerywana tylko tykaniem zegara i szumem deszczu za oknem. Zosia patrzyła na ojca szeroko otwartymi oczami, a ja czułam, jak narasta we mnie gniew.
– Przez dziesięć lat nie dałeś znaku życia! Myślałeś, że możesz tak po prostu wrócić? – głos mi się załamał.
Juliusz usiadł przy stole i ukrył twarz w dłoniach. – Nie potrafię tego wytłumaczyć… Po prostu musiałem odejść. Wszystko mnie przerosło.
Wtedy do kuchni wszedł Kuba – nasz syn, dziś już prawie dorosły chłopak. Stanął jak wryty.
– Co on tu robi? – zapytał szorstko.
– Kuba… – zaczęłam, ale przerwał mi ruchem ręki.
– Nie chcę go widzieć! – krzyknął i wybiegł z domu, trzaskając drzwiami.
Zosia zaczęła płakać. Przytuliłam ją mocno do siebie, czując jak łzy spływają mi po policzkach. Juliusz siedział nieruchomo, jakby cały świat runął mu na głowę.
Przez kolejne dni dom był pełen napięcia. Juliusz zatrzymał się u swojej matki na drugim końcu miasta, ale codziennie próbował się z nami kontaktować. Przynosił kwiaty dla Zosi, zostawiał listy dla Kuby. Ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub milczeniem.
Pewnego wieczoru spotkałam się z moją siostrą Martą w kawiarni na rynku.
– Anka, musisz sobie wszystko poukładać – powiedziała spokojnie, mieszając herbatę. – On wrócił. Może ma coś ważnego do powiedzenia?
– Po tym wszystkim? Jak mam mu zaufać? Jak mam pozwolić dzieciom znów go pokochać?
Marta spojrzała na mnie uważnie. – Może to nie chodzi o niego. Może chodzi o was. O to, żebyście mogli zamknąć ten rozdział.
Wróciłam do domu późno. Zastałam Kubę siedzącego w swoim pokoju przy komputerze.
– Synku…
Odwrócił się do mnie plecami.
– Nie chcę z nim rozmawiać – powiedział cicho.
Usiadłam obok niego na łóżku.
– Wiem, że cię skrzywdził. Mnie też. Ale może powinniśmy spróbować go wysłuchać?
Kuba wzruszył ramionami.
– On już dla mnie nie istnieje.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, wspominając tamten dzień sprzed dziesięciu lat. Pamiętam dokładnie: Juliusz wyszedł rano po papierosy i już nie wrócił. Najpierw była panika, potem rozpacz, a potem codzienność – praca w szkole, dzieci, rachunki do zapłacenia. Musiałam być silna dla nich. Ale każdego wieczoru zasypiałam z pytaniem: dlaczego?
Następnego dnia Juliusz zadzwonił do drzwi po raz kolejny. Tym razem otworzyła Zosia.
– Tato…
Usiadłam naprzeciwko niego przy stole w kuchni.
– Powiedz mi prawdę – powiedziałam stanowczo. – Dlaczego odszedłeś?
Juliusz długo milczał.
– Bałem się… Bałem się odpowiedzialności, tego wszystkiego… Byłem tchórzem. Wpadłem w długi, miałem problemy w pracy… Nie chciałem was ciągnąć na dno razem ze sobą.
Patrzyłam na niego przez łzy.
– Myślisz, że było nam łatwiej bez ciebie?
Juliusz spuścił głowę.
– Wiem, że nie… Przepraszam cię, Aniu. Przepraszam was wszystkich.
Zosia przytuliła się do niego nieśmiało. Ja siedziałam nieruchomo, czując jak gniew miesza się ze współczuciem.
Wieczorem zadzwoniła teściowa.
– Aniu, on naprawdę żałuje… Jest wrakiem człowieka. Może dasz mu szansę?
Nie odpowiedziałam od razu. Przez kolejne dni Juliusz próbował odbudować relacje z dziećmi – zabrał Zosię na lody do parku, próbował rozmawiać z Kubą o piłce nożnej i szkole. Kuba był nieugięty; zamknął się w sobie jeszcze bardziej.
Pewnego dnia znalazłam w jego pokoju list:
„Mamo,
Nie wiem już co myśleć o tacie. Chciałem go nienawidzić przez te wszystkie lata, ale teraz czuję tylko pustkę. Może powinienem mu wybaczyć? Ale jak to zrobić?”
Zrozumiałam wtedy, że nie tylko ja walczę ze swoimi demonami.
W sobotę zaprosiłam Juliusza na wspólny obiad. Atmosfera była napięta; Kuba niemal nie odzywał się przez cały posiłek.
W końcu Juliusz odezwał się cicho:
– Wiem, że nie mogę cofnąć czasu… Ale chciałbym spróbować być dla was ojcem i mężem na nowo. Jeśli mi pozwolicie…
Zosia spojrzała na mnie pytająco; Kuba patrzył w talerz.
Cisza trwała długo.
W końcu odezwałam się ja:
– Potrzebujemy czasu… Ale możemy spróbować.
Minęły tygodnie zanim zaczęliśmy rozmawiać normalnie. Były łzy i kłótnie; były też chwile śmiechu i wspólne spacery po lesie pod Warszawą. Juliusz powoli odzyskiwał nasze zaufanie – choć nigdy już nie było tak samo jak dawniej.
Czasem łapałam się na tym, że patrzę na niego z lękiem: czy znów odejdzie? Czy potrafię mu wybaczyć naprawdę?
Ale patrząc na dzieci – na ich uśmiechy i łzy – wiedziałam jedno: życie to ciągłe wybory między gniewem a przebaczeniem.
Czy można naprawdę zacząć od nowa po tylu latach bólu? Czy warto dawać drugą szansę komuś, kto raz już nas zawiódł?
Może wy też kiedyś musieliście wybaczyć coś niewybaczalnego? Jak poradziliście sobie z własnym gniewem?