Zamiast „Cześć” usłyszałam: „Jestem żoną Marka”. Ta chwila zmieniła wszystko…
Siedziałam w kawiarni przy Nowym Świecie, popijając gorzką kawę i śmiejąc się z żartów mojej przyjaciółki, Magdy. Było ciepłe, leniwe popołudnie, a Warszawa tętniła życiem za oknem. Myślałam, że to będzie zwykły dzień – kilka plotek, trochę narzekania na pracę i wspólne planowanie weekendu. Nie wiedziałam jeszcze, że za chwilę wszystko się zmieni.
W pewnym momencie poczułam na sobie czyjś wzrok. Podniosłam głowę i zobaczyłam kobietę o surowym spojrzeniu, stojącą tuż przy naszym stoliku. Miała na sobie elegancki płaszcz, a jej dłoń nerwowo ściskała rączkę torebki. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam słowa, które rozdarły mnie od środka:
– Jestem żoną Marka.
Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Słowa odbijały się echem w mojej głowie, a Magda spojrzała na mnie z przerażeniem. Kobieta patrzyła mi prosto w oczy, jakby chciała wyczytać z nich całą prawdę. Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody.
– Przepraszam…? – wydusiłam z siebie, choć dobrze wiedziałam, o jakiego Marka chodzi.
– Wiem o wszystkim – powiedziała cicho, ale stanowczo. – O waszych spotkaniach, o wiadomościach. Myślałaś, że się nie dowiem?
Magda próbowała coś powiedzieć, ale kobieta podniosła rękę w geście uciszenia. W kawiarni zapadła niezręczna cisza. Ludzie zaczęli się nam przyglądać. Czułam, jak moje policzki płoną ze wstydu i gniewu.
– Nie wiem, co pani powiedział Marek… – zaczęłam niepewnie.
– Nie musisz nic mówić – przerwała mi. – Chciałam tylko zobaczyć twoją twarz. Chciałam wiedzieć, kim jesteś.
Odwróciła się na pięcie i wyszła z kawiarni, zostawiając mnie roztrzęsioną i zagubioną. Magda złapała mnie za rękę.
– Ola… co tu się właśnie wydarzyło?
Nie potrafiłam odpowiedzieć. W głowie miałam mętlik. Marek był moim partnerem od ponad roku. Poznaliśmy się na szkoleniu firmowym w Krakowie. Był czarujący, inteligentny, potrafił słuchać jak nikt inny. Nigdy nie wspominał o żonie. Mówił tylko o trudnych relacjach rodzinnych i o tym, że jest samotny w Warszawie.
Wyszłam z kawiarni jak we śnie. Magda szła obok mnie, próbując mnie pocieszyć.
– Może to jakaś pomyłka? Może ona jest zazdrosną byłą?
Ale ja już wiedziałam. W środku czułam pustkę i ból tak silny, że ledwo mogłam oddychać.
Wieczorem zadzwoniłam do Marka. Odebrał po kilku sygnałach.
– Ola? Co się stało?
– Spotkałam dziś twoją żonę – powiedziałam bez ogródek.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Ola… pozwól mi to wyjaśnić…
– Nie chcę już żadnych wyjaśnień – przerwałam mu drżącym głosem. – Okłamywałeś mnie przez cały ten czas?
Usłyszałam jego westchnienie.
– To skomplikowane…
– Nie! To jest bardzo proste! – krzyknęłam przez łzy. – Jesteś żonaty i zdradzasz swoją żonę!
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie przewijały mi się wszystkie nasze wspólne chwile: spacery po Łazienkach, wieczory spędzone na rozmowach o marzeniach i planach na przyszłość. Wszystko okazało się kłamstwem.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.
– Olu, słyszałam od cioci Zosi, że coś się stało…
Nie miałam siły tłumaczyć jej wszystkiego przez telefon. Pojechałam do rodzinnego domu w Piasecznie. Mama przyjęła mnie z otwartymi ramionami, ale od razu zaczęły się pytania:
– Dlaczego zawsze wybierasz takich mężczyzn? Czy nie widzisz, że zasługujesz na coś lepszego?
Poczułam się jak mała dziewczynka, której ktoś zabrał ulubioną zabawkę. Zawsze miałam problem z poczuciem własnej wartości. Ojciec odszedł od nas, gdy byłam dzieckiem, a mama nigdy nie potrafiła pogodzić się z jego zdradą. Teraz historia zatoczyła koło.
Przez kolejne dni nie wychodziłam z pokoju. Magda dzwoniła codziennie, próbując mnie wyciągnąć na spacer albo chociaż na kawę. Mama gotowała moje ulubione potrawy i powtarzała, że wszystko będzie dobrze. Ale ja czułam się pusta i bezwartościowa.
Pewnego wieczoru usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je niechętnie i zobaczyłam Marka stojącego na progu.
– Proszę cię… pozwól mi porozmawiać – powiedział błagalnym tonem.
Chciałam go wyrzucić za drzwi, ale coś mnie powstrzymało.
– Masz pięć minut – powiedziałam chłodno.
Usiadł na krześle i spuścił głowę.
– Ola… Przepraszam cię za wszystko. To prawda, jestem żonaty. Ale nasze małżeństwo od dawna nie istnieje… Żyjemy obok siebie jak obcy ludzie. Poznałem ciebie i poczułem się znów żywy…
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś?
– Bałem się cię stracić…
Łzy napłynęły mi do oczu.
– Ale przecież już mnie straciłeś.
Marek wyszedł bez słowa. Zostałam sama ze swoim bólem i rozczarowaniem.
Minęły tygodnie zanim zaczęłam powoli wracać do siebie. Zaczęłam chodzić na terapię i uczyć się stawiać granice. Zrozumiałam, że nie mogę budować swojego szczęścia na kłamstwie innych ludzi ani pozwalać im decydować o mojej wartości.
Dziś patrzę w lustro i widzę inną osobę niż wtedy w kawiarni przy Nowym Świecie. Silniejszą, bardziej świadomą siebie kobietę. Nadal boli mnie to, co się stało – ale wiem już, że zasługuję na szczerość i szacunek.
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze takich tajemnic kryje się w ludziach wokół nas? I czy można naprawdę zaufać komuś bezgranicznie? Może właśnie to jest najtrudniejsze – nauczyć się ufać sobie samemu.