Sobota w Biedronce: Gdy życie wywraca się do góry nogami w jednej chwili
– Proszę pani, czy wszystko w porządku? – usłyszałam za sobą głos kasjerki, kiedy nerwowo przeszukiwałam torebkę. Moje dłonie drżały, a serce waliło jak oszalałe. To była ta sama Biedronka, do której chodziłam co sobotę od lat, zawsze o tej samej porze, z listą zakupów w jednej ręce i portfelem w drugiej. Dziś jednak portfela nie było.
Wokół mnie zaczęli zbierać się ludzie. Starsza pani z kolejki patrzyła na mnie z wyraźną niechęcią, młody chłopak za mną szeptał coś do swojej dziewczyny. Czułam na sobie ich wzrok, jakby wszyscy nagle stali się sędziami mojego życia. – Może pani zapomniała wziąć portfel z domu? – zapytała kasjerka, próbując być uprzejma, ale w jej głosie wyczułam cień podejrzenia.
– Nie, na pewno miałam go ze sobą – odpowiedziałam, próbując ukryć panikę. – Przed chwilą płaciłam za kawę w kawiarni obok.
Zaczęłam gorączkowo przeszukiwać kieszenie, torbę, nawet reklamówki z zakupami. Nic. Portfel zniknął. W głowie pojawiły się najczarniejsze scenariusze – ktoś mnie okradł, może zgubiłam go po drodze, a może… może to ja jestem winna, bo nie pilnowałam swoich rzeczy.
Wtedy usłyszałam, jak ktoś mówi: – Może to jakaś oszustka? Przyszła na zakupy bez pieniędzy i teraz udaje, że jej coś ukradli.
Zrobiło mi się gorąco. Czułam, jak twarz mi płonie ze wstydu. Chciałam zapaść się pod ziemię. – Proszę zadzwonić po ochronę – powiedziała starsza pani, a kasjerka skinęła głową i sięgnęła po telefon.
W ciągu kilku minut przy kasie pojawił się ochroniarz, a zaraz za nim dwóch policjantów. Ludzie rozstąpili się, robiąc mi miejsce, jakbym była jakimś przestępcą. Policjant poprosił mnie na bok, zadał kilka pytań, a ja próbowałam tłumaczyć, że to musiało się stać przed chwilą, że na pewno miałam portfel, że może ktoś go znalazł i odda do informacji.
W tym czasie zadzwoniłam do męża. – Tomek, zgubiłam portfel. Jestem w Biedronce, przyszła policja, ludzie na mnie patrzą jak na złodziejkę. Przyjedź, proszę, nie wiem, co robić.
– Spokojnie, zaraz będę – odpowiedział, ale w jego głosie wyczułam irytację. Wiedziałam, że znowu będzie miał mi za złe, że jestem nieuważna, że znowu coś zgubiłam. To nie był pierwszy raz, kiedy coś mi się przytrafiło.
Policjanci poprosili mnie o dokumenty. – Nie mam, wszystko było w portfelu – powiedziałam cicho, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Proszę się nie martwić, zaraz sprawdzimy monitoring – powiedział jeden z nich, ale widziałam, że nie do końca mi wierzy.
W tym momencie poczułam, jak ktoś łapie mnie za ramię. To była moja córka, Zosia, która przypadkiem była w pobliżu. – Mamo, co się stało? – zapytała z troską, ale też z lekkim wyrzutem. – Znowu coś zgubiłaś?
– Nie teraz, Zosiu – syknęłam, próbując się opanować. – Po prostu… zgubiłam portfel.
– Może powinnaś w końcu zacząć bardziej uważać na swoje rzeczy – powiedziała, a jej słowa zabolały mnie bardziej niż spojrzenia obcych ludzi.
Po chwili przyjechał Tomek. Wszedł do sklepu z miną, jakby miał ochotę mnie udusić. – Ile razy ci mówiłem, żebyś nie nosiła wszystkiego w jednej torebce? – rzucił przez zęby. – Zawsze musisz coś zgubić, zawsze musisz robić z siebie widowisko.
– Tomek, proszę cię, nie teraz – szepnęłam, czując, jak łzy spływają mi po policzkach.
Policjanci zabrali mnie na zaplecze, żeby obejrzeć nagrania z kamer. Siedziałam tam, otoczona przez obcych ludzi, czekając na wyrok. W głowie miałam mętlik – co, jeśli naprawdę ktoś mnie okradł? A co, jeśli to ja jestem winna, bo nie pilnowałam swoich rzeczy?
Po kilkunastu minutach jeden z policjantów wrócił. – Na nagraniu widać, jak wyciąga pani portfel przy kasie, a potem odkłada go na ladę i wychodzi z zakupami. Portfel został na ladzie.
Zrobiło mi się słabo. – Czyli… portfel jest w sklepie? – zapytałam z nadzieją.
– Niestety, kiedy tylko pani wyszła, ktoś inny go zabrał. Szukamy tej osoby, ale na razie nie udało się jej zidentyfikować.
Poczułam, jak cały świat wali mi się na głowę. Nie dość, że zgubiłam portfel, to jeszcze ktoś go ukradł, a ja stałam się pośmiewiskiem całego sklepu. Tomek patrzył na mnie z wyrzutem, Zosia przewracała oczami, a ja miałam ochotę zniknąć.
Po powrocie do domu atmosfera była gęsta jak nigdy. Tomek nie odzywał się do mnie przez resztę dnia, Zosia zamknęła się w swoim pokoju. Siedziałam w kuchni, patrząc na pustą filiżankę po kawie i zastanawiałam się, jak to się stało, że zwykła sobota zamieniła się w koszmar.
Wieczorem zadzwoniła moja mama. – Słyszałam, co się stało. Nie martw się, każdemu mogło się to przytrafić – powiedziała, ale w jej głosie wyczułam nutę rozczarowania.
– Mamo, czuję się jak idiotka. Wszyscy mają mnie za nieudacznika. Nawet własna rodzina nie potrafi mnie wesprzeć.
– Może powinnaś trochę zwolnić, mniej się spieszyć, bardziej uważać na siebie – odpowiedziała, a ja poczułam, że nie mam już siły na kolejne rady.
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym, jak łatwo można stać się ofiarą własnej nieuwagi i jak szybko ludzie potrafią oceniać innych, nie znając całej prawdy. Czy naprawdę jestem taka nieudolna, jak wszyscy myślą? Czy jeden błąd musi przekreślać wszystko, co do tej pory zrobiłam dobrze?
Może to właśnie takie chwile pokazują, kto naprawdę jest po naszej stronie. Może warto czasem zatrzymać się i zastanowić, czy nie jesteśmy zbyt surowi – dla siebie i dla innych. Czy naprawdę jedna zgubiona rzecz może zniszczyć zaufanie i poczucie własnej wartości? A może to tylko kolejna lekcja, którą muszę przeżyć, żeby zrozumieć, co jest naprawdę ważne?