Pies, którego nie chciałam, i te drzwi zablokowane od środka
Piszę to, bo jeszcze czuję na dłoniach szorstką sierść i lepkość krwi, kiedy próbowałam zatrzymać psa, który wcisnął się pod zamykającą się bramę. Po rozwodzie byłam tak wypalona, że nie potrafiłam uratować nawet siebie, a on wymusił na mnie decyzje, których nie da się cofnąć. Do dziś nie wiem, czy uratowałam jego, czy on uratował mnie.