Ostatni sekret studni: jak pies z podlaskiego podwórka wyciągnął mnie z dna
Tamtej nocy zrozumiałam, że czasem to nie człowiek ratuje psa, tylko pies ratuje człowieka — w najbardziej dosłownym sensie. Wszystko zaczęło się od starej studni na rodzinnej ziemi na Podlasiu i kundla, który nie pozwolił mi odwrócić wzroku. To, co odkryłam, zmusiło mnie do decyzji, których nie da się cofnąć, i do rozmów, których bałam się całe życie.