Zostawiłam Mamę w Domu Opieki – Czy Kiedykolwiek Sobie Wybaczę?
– Nie zostawiaj mnie tu, Aniu… – głos mamy drżał, a jej oczy błyszczały łzami. Stałam w jasnym, sterylnym korytarzu domu opieki „Złota Jesień” na warszawskim Mokotowie, ściskając w dłoni jej cienką, pomarszczoną dłoń. Czułam, jakby ktoś ściskał mi serce im mocniej, im bardziej próbowałam się uśmiechnąć.
– Mamo, to tylko na chwilę… – wyszeptałam, choć sama nie wierzyłam w te słowa. – Będę codziennie dzwonić. Przyjadę jutro z twoimi ulubionymi ciasteczkami.
Mama spojrzała na mnie z wyrzutem. – Obiecałaś, że nigdy mnie tu nie oddasz. Że będziemy razem…
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. W głowie miałam tysiące myśli: praca, dzieci, kredyt, wieczne zmęczenie. Przez ostatni rok opiekowałam się mamą sama – mój brat Paweł mieszkał w Gdańsku i od lat nie angażował się w rodzinne sprawy. Mąż, Michał, coraz częściej wracał późno z pracy i coraz rzadziej pytał, jak się czuję. Czułam się samotna i przytłoczona odpowiedzialnością.
Kiedy mama zaczęła zapominać imiona wnuków i gubić się na własnym osiedlu, wiedziałam, że nie dam rady dłużej sama. Ale teraz… patrząc na jej twarz pełną rozpaczy, miałam ochotę zabrać ją z powrotem do domu i udawać, że wszystko jest w porządku.
– Aniu, proszę… – szepnęła mama. – Ja się tu boję.
Pielęgniarka, pani Basia, próbowała mnie pocieszyć:
– Proszę się nie martwić, pani Aniu. Pani mama szybko się zaaklimatyzuje. Mamy tu świetnych terapeutów i dużo zajęć.
Ale ja widziałam tylko białe ściany i starsze panie siedzące w milczeniu przy oknie. Mama ścisnęła moją rękę tak mocno, że aż zabolało.
– Muszę już iść, mamo… – wyszeptałam, czując łzy napływające do oczu.
Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na ławce przed budynkiem. Zadzwoniłam do Pawła.
– Paweł, nie mogę tego zrobić… Ona mnie nienawidzi. Powiedz mi, co mam robić?
– Anka, musiałaś to zrobić. Nie możesz poświęcić całego życia dla mamy – odpowiedział chłodno. – Ja bym jej nawet nie odwiózł do domu opieki. Ty przynajmniej próbowałaś.
– Ale ona cierpi! – krzyknęłam przez łzy.
– A ty? Ty nie cierpisz? – zapytał brat. – Ile razy płakałaś przez ostatni rok? Ile razy dzieci cię pytały, czemu jesteś taka nerwowa?
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że ma rację. Ale czy to znaczyło, że powinnam zostawić mamę samą?
Wieczorem Michał wrócił do domu i zobaczył mnie siedzącą przy stole z pustym wzrokiem.
– I jak było? – zapytał ostrożnie.
– Strasznie. Ona myśli, że ją zdradziłam.
Michał westchnął.
– Aniu… musisz pomyśleć też o sobie. O nas. O dzieciach. Przecież już ledwo dawałaś radę.
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
– Łatwo ci mówić. Ty zawsze możesz wyjść do pracy. Ja byłam z nią dzień w dzień.
Michał spuścił wzrok.
– Przepraszam…
Następnego dnia pojechałam do mamy z jej ulubionymi ciasteczkami z makiem. Siedziała sama przy oknie i patrzyła w dal.
– Cześć, mamo! – próbowałam zabrzmieć radośnie.
Nie odpowiedziała. Odwróciła głowę w drugą stronę.
Usiadłam obok niej i zaczęłam opowiadać o dzieciach, o pracy, o pogodzie. Mama milczała przez całą wizytę. Kiedy wychodziłam, powiedziała tylko:
– Nie chcę tu być.
Wróciłam do domu rozbita. Przez kolejne dni dzwoniłam codziennie – czasem odbierała pielęgniarka, czasem mama mówiła tylko kilka słów. Zaczęły mnie dręczyć koszmary: widziałam mamę zamkniętą w pustym pokoju, wołającą moje imię.
Dzieci zaczęły pytać:
– Mamo, kiedy babcia wróci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Michał próbował mnie pocieszać:
– Daj jej czas. Może się przyzwyczai.
Ale ja czułam się coraz gorzej. Zaczęłam unikać znajomych – bałam się ich pytań i oceniania. W pracy byłam rozkojarzona; szefowa zaprosiła mnie na rozmowę:
– Aniu, wszystko w porządku? Wyglądasz na wykończoną…
Chciałam krzyczeć: „Nie! Nic nie jest w porządku!”
Po miesiącu odwiedziłam mamę znowu. Tym razem była bardziej pogodna – rozmawiała z inną pensjonariuszką o dawnych czasach. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się blado.
– Dobrze się czujesz? – zapytałam niepewnie.
– Jest lepiej… Ale tęsknię za domem – odpowiedziała cicho.
Przytuliłam ją mocno i poczułam ulgę pomieszaną z bólem.
Wieczorem długo rozmawiałam z Pawłem przez telefon:
– Może powinniśmy ją zabrać do siebie na weekendy? Albo częściej odwiedzać? – zaproponował brat.
Poczułam nadzieję.
– Spróbujmy…
Od tego czasu staramy się być z mamą jak najczęściej – zabieramy ją na spacery, przynosimy domowe jedzenie, rozmawiamy przez telefon codziennie. Ale poczucie winy nie znika.
Czasem budzę się w nocy i pytam siebie: czy naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam? Czy można pogodzić własne życie z opieką nad bliskimi bez rozdzierania serca?
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji? Jak sobie poradziliście z tym bólem i poczuciem winy? Czy można kiedyś przestać się obwiniać?