Między długami a matczyną miłością: Jak teściowa odebrała mi spokój i czas z synem

— Iwona, musisz mi pomóc. — Głos teściowej rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po tej rozmowie. Stałam wtedy w kuchni, trzymając w rękach kubek z zimną już herbatą, a przez okno patrzyłam na bawiącego się na podwórku syna. Michaś miał wtedy sześć lat i był całym moim światem. Ale tego dnia, kiedy usłyszałam od Haliny, że grozi jej komornik, poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.

— Iwona, ja nie mam nikogo innego. Twój mąż jest za granicą, a ja… ja nie dam rady sama. — Jej głos drżał, ale w oczach widziałam coś więcej niż strach. Była tam też pewność, że nie odmówię.

Mój mąż, Tomek, pracował w Niemczech od dwóch lat. Wysyłał pieniądze, ale ledwo starczało nam na życie i raty kredytu za mieszkanie. O długach Haliny dowiedziałam się przypadkiem — przyszło pismo z sądu, które otworzyłam myśląc, że to coś do Tomka. Okazało się, że teściowa zaciągnęła kilka pożyczek na lewo i prawo, żeby „pomóc rodzinie”, jak sama tłumaczyła. Ale nikt nie wiedział, że suma przekroczyła już 60 tysięcy złotych.

— Przecież to nie jest twoja odpowiedzialność — powiedziała mi wtedy moja mama przez telefon. — Masz dziecko, masz swoje życie. Nie możesz się poświęcać bez końca!

Ale ja już wtedy czułam się w pułapce. Halina płakała przy mnie, mówiła o tym, że straci mieszkanie, że nie ma dokąd pójść. Michaś patrzył na mnie wielkimi oczami i pytał: „Mamo, dlaczego babcia płacze?”

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, licząc w głowie pieniądze, których nie miałam. Rano zadzwoniłam do Tomka.

— Tomek, twoja mama ma ogromne długi. Komornik już się do niej dobiera.
— Co?! Dlaczego nic mi nie powiedziała?
— Bo wiedziała, że się wściekniesz. Tomek… ona chce, żebyśmy jej pomogli spłacić wszystko.

W słuchawce zapadła cisza.

— Iwona… ja nie wiem, co robić. Tu też nie jest łatwo. Pracuję po dwanaście godzin dziennie…

Wiedziałam, że nie mogę na niego liczyć. Zawsze był dobrym człowiekiem, ale unikał konfliktów jak ognia. Zawsze to ja musiałam być tą „twardą”, która podejmuje decyzje.

Zaczęłam brać nadgodziny w pracy. Sprzątałam biura wieczorami i w weekendy. Michaś coraz częściej zostawał u sąsiadki albo u mojej mamy. Coraz rzadziej widywałam jego uśmiechniętą buzię.

Halina przychodziła do nas codziennie. Czasem przynosiła ciasto albo obiad — mówiła, że chce się odwdzięczyć. Ale ja czułam tylko coraz większy ciężar na sercu. Każda rata spłacona za nią była jak cegła przywiązana do mojej szyi.

Pewnego dnia Michaś zapytał:
— Mamo, dlaczego już nie chodzimy razem na plac zabaw?
Zatkało mnie. Usiadłam obok niego na łóżku i przytuliłam go mocno.
— Przepraszam cię, kochanie… Mama musi dużo pracować.
— Ale ja chcę tylko ciebie — wyszeptał.

Poczułam wtedy taki ból, jakby ktoś ścisnął mi serce w garści.

W pracy zaczęły pojawiać się plotki. Koleżanki patrzyły na mnie z litością albo z wyższością.
— Po co ci to wszystko? — pytała Anka z księgowości. — Teściowa to nie matka! Ona sobie poradzi.
Ale ja nie umiałam być obojętna. Wychowałam się w domu, gdzie zawsze pomagało się rodzinie — nawet jeśli to oznaczało rezygnację z własnych marzeń.

Któregoś wieczoru Halina przyszła do mnie z kolejnym problemem.
— Iwona… muszę ci powiedzieć prawdę. Wzięłam jeszcze jedną pożyczkę…
Wtedy coś we mnie pękło.
— Dość! — krzyknęłam tak głośno, że Michaś aż się przestraszył. — Nie mogę już dłużej tego ciągnąć! Ty nawet nie próbujesz sobie poradzić sama!
Halina rozpłakała się jeszcze bardziej.
— Ja już nie wiem, co robić…

Przez kolejne dni unikałam jej jak ognia. Michaś był szczęśliwy, że znów mamy czas dla siebie — poszliśmy razem na lody i do kina. Ale poczucie winy nie dawało mi spokoju.

Tomek zadzwonił po tygodniu.
— Iwona… mama mówiła mi wszystko. Przepraszam cię za nią i za siebie też. Może powinniśmy wrócić do Polski i zacząć wszystko od nowa?
Nie wiedziałam już wtedy, czy chcę ratować nasze małżeństwo czy siebie samą.

Dziś siedzę przy kuchennym stole i patrzę na śpiącego Michaśa. Wiem jedno: nigdy nie odzyskam tych miesięcy straconych na walkę z cudzymi problemami. Czy naprawdę bycie dobrą synową oznacza rezygnację z bycia matką? Czy rodzina to zawsze poświęcenie bez granic? Czasem myślę: a co jeśli następnym razem powiem „nie”? Czy wtedy będę gorszym człowiekiem?