„Zawsze byłam tą silną siostrą. Ale ile można dawać, kiedy nikt nie widzi twojego bólu?”

— Znowu? — Magda rzuciła kluczami na stół, nawet na mnie nie patrząc. — Nie mogłaś odebrać Kuby z przedszkola wcześniej? Przez ciebie musiał siedzieć tam prawie godzinę dłużej!

Zacisnęłam dłonie na kubku z zimną już herbatą. W głowie dudniło mi od jej pretensji, a przecież to ja rzuciłam wszystko w pracy, żeby zdążyć po jej syna. To ja od lat byłam tą, która łatała dziury w jej życiu — kiedy zostawił ją mąż, kiedy straciła pracę, kiedy nie miała siły wstać z łóżka. Ale Magda nigdy tego nie widziała. Dla niej byłam jak powietrze — oczywista, niewidzialna, zawsze dostępna.

— Magda, miałam spotkanie z szefem. Ledwo zdążyłam wyjść — próbowałam tłumaczyć, ale ona już była w łazience, trzaskając drzwiami.

Usiadłam ciężko na kanapie. W mieszkaniu unosił się zapach dziecięcych kredek i niedojedzonych kanapek. Kuba bawił się cicho w swoim pokoju. Przez chwilę patrzyłam na swoje odbicie w oknie — zmęczone oczy, włosy związane w niedbały koczek, cienie pod oczami. Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie?

Pamiętam, jak wszystko się zaczęło. Byłam jeszcze na studiach, kiedy rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Magda miała wtedy szesnaście lat. To ja musiałam być tą dorosłą — załatwiać sprawy spadkowe, pilnować jej nauki, gotować obiady. Wszyscy mówili: „Jesteś taka silna, Aniu”. Tylko nikt nie pytał, czy chcę być silna.

Przez lata nauczyłam się nie płakać przy Magdzie. Ona była tą kruchą, którą trzeba chronić. Ja — opoką. Nawet kiedy dostałam pierwszą pracę i mogłam wyprowadzić się do własnego mieszkania, nie potrafiłam zostawić jej samej. Zawsze coś: a to depresja po rozstaniu, a to problemy finansowe…

Ostatni rok był najtrudniejszy. Magda straciła pracę przez redukcję etatów i popadła w apatię. Ja płaciłam rachunki, robiłam zakupy, odbierałam Kubę z przedszkola. Czasem miałam wrażenie, że jestem matką dla nich obojga.

— Aniu, możesz mi pożyczyć jeszcze dwieście złotych? — usłyszałam jej głos zza drzwi łazienki.

— Magda… — westchnęłam ciężko. — To już trzeci raz w tym miesiącu.

— No i co? Przecież masz dobrą pracę! — odpowiedziała z wyrzutem.

Wtedy coś we mnie pękło. Poczułam nagle falę gniewu i żalu.

— A ty myślisz czasem o mnie? O tym, że też mam swoje życie? Że może chciałabym wyjść gdzieś wieczorem albo kupić sobie coś nowego?

Zapadła cisza. Magda wyszła z łazienki, patrząc na mnie jak na obcą osobę.

— Zawsze byłaś taka… poświęcająca się. Myślałam, że lubisz pomagać — powiedziała cicho.

— Lubię pomagać, ale nie być wykorzystywana! — głos mi się załamał.

Wybiegłam z mieszkania i przez godzinę błąkałam się po parku. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: jak Magda dzwoniła do mnie o drugiej w nocy po kolejnym zawodzie miłosnym; jak płakała na moim ramieniu po śmierci rodziców; jak śmiała się ze mną na ławce przed blokiem, gdy byłyśmy jeszcze dziećmi.

Ale teraz czułam tylko pustkę i zmęczenie.

Wieczorem wróciłam do domu. Magda siedziała przy stole z Kubą.

— Przepraszam — powiedziała nagle. — Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie… Ale czasem mam wrażenie, że ty też mnie nie rozumiesz.

Spojrzałam na nią uważnie pierwszy raz od dawna. Była blada, podkrążone oczy zdradzały bezsenność. Może obie byłyśmy ofiarami tej sytuacji?

— Może powinniśmy spróbować inaczej… — zaczęłam ostrożnie. — Może czasem powinnaś poprosić kogoś innego o pomoc? Albo spróbować stanąć na własnych nogach?

Magda spuściła wzrok.

— Boję się… Ale masz rację. Nie chcę cię stracić.

Przez kolejne dni było dziwnie cicho. Magda zaczęła szukać pracy, sama odbierała Kubę z przedszkola. Ja pierwszy raz od lat poszłam do kina sama i poczułam… ulgę?

Ale relacja między nami już nigdy nie była taka sama. Często zastanawiam się: czy dobrze zrobiłam? Czy można kochać kogoś i jednocześnie postawić granice? Czy to egoizm czy zdrowy rozsądek?

Czasem patrzę na Magdę i myślę: ile jeszcze można dawać z siebie, zanim zupełnie się wypali? Czy wy też mieliście kiedyś wrażenie, że wasza dobroć jest niewidzialna?