Oddałam Wszystko, Ale Czy Ktoś To Zauważył? Historia Marty z Kolejki Po Poświęcenie

– To tutaj? – zapytałam cicho, stając na końcu długiej, wijącej się przez całą salę kolejki.

– Tak, tu. Ja mam numer 452, ty 453 – odpowiedziała kobieta przede mną, nie patrząc mi w oczy. Jej głos był zmęczony, jakby wypowiedzenie tych słów kosztowało ją resztki sił.

Rozejrzałam się. Ludzie stali w milczeniu, niektórzy z opuszczonymi głowami, inni z zaciśniętymi ustami. Wszyscy czekali na coś, czego nie dało się dotknąć ani zobaczyć – na własną kolej po oddanie wszystkiego.

Przypomniałam sobie poranek. Znowu nie zdążyłam wypić kawy. Kacper krzyczał, że nie ma czystych spodni do szkoły, a Zosia płakała, bo zgubiła ulubioną gumkę do włosów. Mąż, jak zwykle, wyszedł wcześniej – „Mam ważne spotkanie, nie mogę się spóźnić”. Zostałam sama z tym chaosem. Jak zawsze.

– Przepraszam, czy to długo trwa? – zapytałam kobietę przede mną.

– Zależy, ile masz do oddania – odpowiedziała. – Ja już prawie nic.

Zamilkłam. Poczułam ukłucie w sercu. Czy ja też już nic nie mam?

W głowie rozbrzmiewały mi słowa mamy: „Marta, kobieta musi być silna. Rodzina jest najważniejsza”. Powtarzałam to sobie przez lata jak mantrę. Odkąd pamiętam, zawsze byłam tą, która godziła wszystkich przy stole, która pamiętała o urodzinach teściowej i o szczepieniach dzieci. Nawet kiedy miałam grypę, gotowałam rosół i prałam pościel.

– Następny! – rozległ się głos z przodu kolejki. Ludzie przesunęli się o krok.

Wtedy zadzwonił telefon. Mama.

– Martusia, możesz dziś podjechać? Tata znowu się pokłócił ze mną o telewizor. Nie mam już siły…

– Mamo, jestem w pracy… – skłamałam odruchowo.

– No tak, przepraszam. Ty zawsze taka zajęta…

Zawiesiła się cisza. Poczułam znajome ukłucie winy.

Wróciłam myślami do wczorajszego wieczoru. Siedziałam przy stole z Kacprem nad matematyką. On płakał, ja tłumaczyłam po raz dziesiąty to samo zadanie. W końcu wybuchł:

– Ty nic nie rozumiesz! Lepiej by było, gdyby tata mi pomagał!

Poczułam się przezroczysta. Jakby moje starania były niewidzialne.

Kolejka przesunęła się znowu. Kobieta przede mną odwróciła się i spojrzała mi w oczy.

– Długo tu stoisz? – zapytała.

– Całe życie – odpowiedziałam bez zastanowienia.

Uśmiechnęła się smutno.

– Ja też. Ale wiesz co? Czasem myślę, że ta kolejka nigdy się nie kończy.

Zastanowiłam się nad jej słowami. Czy naprawdę całe życie czekam na coś, co nigdy nie nadejdzie? Na wdzięczność? Na docenienie?

Przypomniałam sobie rozmowę z mężem sprzed tygodnia:

– Może byśmy gdzieś wyszli we dwoje? – zaproponowałam nieśmiało.

– Marta, przecież dzieci są małe, nie mamy czasu na głupoty…

Głupoty. Moje potrzeby to głupoty.

Znowu przesunęliśmy się o krok. Z przodu ktoś zaczął płakać. Ktoś inny odwrócił wzrok.

Spojrzałam na swoje dłonie – suche od mycia naczyń i prania dziecięcych ubranek. Paznokcie połamane, obrączka luźna na palcu. Kiedy ostatni raz zrobiłam coś dla siebie?

Nagle poczułam narastającą złość. Dlaczego to zawsze ja? Dlaczego nikt nie widzi mojego zmęczenia?

Kobieta przede mną wyciągnęła z kieszeni zdjęcie dzieci.

– To moje wnuki – powiedziała cicho. – Dla nich wszystko oddałam. Ale czasem myślę… czy one w ogóle wiedzą?

Zrobiło mi się jej żal. Ale jeszcze bardziej żal mi było samej siebie.

Wtedy usłyszałam swoje imię:

– Marta Nowak! Numer 453!

Podniosłam głowę i ruszyłam powoli do przodu. Za stołem siedziała starsza kobieta w okularach.

– Co chcesz oddać? – zapytała rzeczowo.

Zawahałam się.

– Wszystko… chyba wszystko już oddałam – wyszeptałam.

Spojrzała na mnie uważnie.

– A co zostało dla ciebie?

Nie umiałam odpowiedzieć.

Wróciłam do domu późno tego dnia. Dzieci spały, mąż oglądał telewizję. Przeszłam przez przedpokój niezauważona, jak cień.

Usiadłam na łóżku i rozpłakałam się pierwszy raz od lat.

Następnego ranka spojrzałam w lustro i zobaczyłam kobietę, której nie znałam. Zmęczoną twarz, podkrążone oczy, ale gdzieś głęboko błysk nadziei.

Może czas wyjść z tej kolejki?

Może czas pomyśleć o sobie?

Czy ktoś zauważy moją nieobecność? Czy jeśli przestanę oddawać wszystko innym, świat się zawali?

A może dopiero wtedy zacznę naprawdę żyć?

Czy wy też kiedyś mieliście poczucie, że stoicie w tej samej kolejce co ja? Co byście zrobili na moim miejscu?