Teściowa, która chciała mnie wymazać z własnego domu
– Naprawdę nie możesz jej zabrać na te dwa tygodnie do siebie? – zapytałam cicho, patrząc na męża, który już od rana nerwowo krążył po kuchni.
– Ola, przecież wiesz, że mama po operacji biodra nie może być sama. Ty masz elastyczną pracę, a ja nie dostanę urlopu – odpowiedział z rezygnacją.
Westchnęłam. Nie miałam serca odmówić starszej kobiecie, która właśnie przeszła poważny zabieg. W końcu to tylko dwa tygodnie. Dwa tygodnie, które miały zmienić wszystko.
Pierwsze dni były trudne, ale znośne. Gotowałam jej lekkie zupy, znosiłam fochy i udawałam, że nie widzę, jak przestawia mi rzeczy w kuchni. „To dla twojego dobra, Olu, tak będzie wygodniej” – mówiła, przesuwając przyprawy na inne półki. Zaciskałam zęby i powtarzałam sobie: „To tylko dwa tygodnie”.
Ale potem zaczęły się drobiazgi. Z dnia na dzień czułam się coraz bardziej jak gość we własnym domu. Pewnego ranka weszłam do kuchni i zobaczyłam, jak teściowa rozmawia przez telefon z kimś z rodziny.
– Tak, ona jeszcze tu jest… No, nie wiem, jak długo wytrzymam… – szeptała do słuchawki.
Zamarłam w progu. „Ona” – czyli ja. Poczułam ukłucie w sercu. Przecież się starałam.
Z czasem zaczęła coraz śmielej komentować moje życie. – Ola, nie sądzisz, że powinnaś częściej sprzątać? Wczoraj widziałam kurz na półce w salonie. I te twoje obiady… Może lepiej gotować coś bardziej tradycyjnego? Mój syn zawsze lubił schabowego.
Mąż milczał. Po pracy zamykał się w gabinecie i udawał, że nie słyszy naszych rozmów. Czułam się coraz bardziej samotna i bezradna.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę za zamkniętymi drzwiami sypialni.
– Michałku, nie chcę się wtrącać, ale Ola chyba nie radzi sobie z domem. Może powinniście pomyśleć o kimś do pomocy? Albo… – zawahała się – może lepiej byłoby, gdyby Ola na jakiś czas pojechała do swojej mamy?
Zamarłam. To już nie były drobiazgi. To była jawna próba pozbycia się mnie z własnego domu.
Następnego dnia teściowa zaczęła rozstawiać swoje rzeczy po całym mieszkaniu. Jej kosmetyki pojawiły się w łazience, ubrania w naszej szafie. – Przecież to tylko na chwilę – tłumaczyła się niewinnie.
Ale chwilę później zadzwoniła do swojej siostry i powiedziała: – Wiesz, chyba zostanę tu dłużej. Michał potrzebuje mojej pomocy.
Czułam się osaczona. Każdy mój ruch był komentowany. Gdy wracałam później z pracy, słyszałam: – O, już jesteś? Dobrze, bo Michał był głodny.
Pewnej nocy nie wytrzymałam i wybuchłam przy kolacji:
– Mamo, czy mogłaby pani przestać przestawiać moje rzeczy i komentować wszystko, co robię?
Teściowa spojrzała na mnie z udawaną troską:
– Olu, ja tylko chcę pomóc. Wiem lepiej, jak prowadzić dom. Michał zawsze był przyzwyczajony do porządku i domowego jedzenia.
Mąż spuścił wzrok i udawał, że nie słyszy.
Zaczęłam unikać własnego domu. Wracałam późno, wychodziłam wcześnie. Czułam się jak intruz we własnym życiu. Nawet nasz kot zaczął spać w drugim pokoju.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej i usłyszałam rozmowę teściowej z sąsiadką:
– Ola jest taka… dziwna. Cały czas pracuje, nie dba o dom… Nie wiem, jak Michał to znosi.
Nie wytrzymałam. Weszłam do kuchni i powiedziałam:
– Proszę przestać mówić o mnie za moimi plecami! To jest mój dom!
Teściowa spojrzała na mnie chłodno:
– Twój dom? Bez mojego syna nie miałabyś tu czego szukać.
To był cios poniżej pasa. Poczułam łzy napływające do oczu.
Wieczorem usiadłam z Michałem i powiedziałam:
– Albo ona się wyprowadza, albo ja.
Spojrzał na mnie bezradnie:
– Ola… Ona naprawdę nie ma dokąd pójść…
– A ja? Ja też już nie mam gdzie być! – krzyknęłam przez łzy.
Następnego dnia spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do swojej mamy. Przez tydzień Michał dzwonił codziennie, ale nie odbierałam telefonu. Potrzebowałam czasu dla siebie.
Po tygodniu wróciłam do domu. Teściowa już się wyprowadziła – podobno „na chwilę” do siostry. Michał przeprosił mnie za wszystko i obiecał, że już nigdy nie pozwoli nikomu naruszać naszych granic.
Ale czy można odbudować zaufanie po czymś takim? Czy dom może być jeszcze miejscem bezpieczeństwa po takiej inwazji?
Czasem patrzę na puste półki w kuchni i zastanawiam się: ile trzeba odwagi, żeby walczyć o siebie we własnym domu? I czy każda rodzina musi przejść przez taki kryzys?