Cześć, Mamo! – List z serca, którego nigdy nie wysłałam. Powrót do domu po latach milczenia i walka o przebaczenie.

— Po co wróciłaś? — głos mamy przeszył ciszę jak nóż. Stałam w progu naszego starego mieszkania na Pradze, z walizką w ręku i sercem, które biło tak głośno, że aż bolało. W powietrzu unosił się zapach smażonej cebuli i starego kurzu, a ja przez chwilę miałam ochotę odwrócić się na pięcie i uciec. Ale nie mogłam. Nie tym razem.

— Musiałam… — wyszeptałam, nie patrząc jej w oczy. — Musiałam wrócić.

Mama stała w kuchni, oparta o blat, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Miała na sobie ten sam wyciągnięty sweter, który pamiętałam z dzieciństwa. Zmarszczki wokół ust pogłębiły się przez te wszystkie lata, kiedy nie rozmawiałyśmy. W jej oczach widziałam cień bólu, ale też chłód, który znałam aż za dobrze.

— Nie musiałaś — odpowiedziała twardo. — Wybrałaś swoje życie. Wybrałaś go zamiast nas.

Zacisnęłam dłonie na rączce walizki. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć, że to nieprawda, że to ona mnie wypchnęła, kiedy powiedziałam jej o Marcinie. Ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Zamiast tego usiadłam na krześle przy kuchennym stole i spojrzałam na nią błagalnie.

— Mamo… ja nie chcę się kłócić. Chcę tylko…

— Czego chcesz? — przerwała mi ostro. — Przebaczenia? Żeby wszystko było jak dawniej?

Zamilkłam. Przebaczenie… Czy na nie zasługuję? Czy można cofnąć czas?

W głowie dudniły mi wspomnienia: wieczór, kiedy powiedziałam jej, że wyprowadzam się do Marcina, choć wiedziałam, że go nie znosi. Jej krzyk, trzask drzwi, a potem cisza przez kolejne lata. Święta spędzane samotnie w kawalerce na Ochocie, telefony bez odpowiedzi, listy bez odpowiedzi…

— Nie wiem, czego chcę — przyznałam cicho. — Chciałabym tylko… żebyś mnie wysłuchała.

Mama spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Przez chwilę milczała, a potem usiadła naprzeciwko mnie. W jej oczach zobaczyłam łzy.

— Myślisz, że mnie nie bolało? — zapytała nagle. — Myślisz, że nie płakałam każdej nocy?

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Chciałam jej powiedzieć, że wiem, że też cierpiałam. Ale czy to coś zmieni?

— Mamo… Marcin nie żyje — powiedziałam nagle, głosem drżącym od emocji.

Cisza była ogłuszająca. Mama patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.

— Jak to…? — wyszeptała.

— Wypadek samochodowy. Dwa miesiące temu. Dlatego… dlatego wróciłam.

Widziałam, jak jej twarz mięknie. Jakby nagle opadły wszystkie maski i została tylko matka — przestraszona i zagubiona.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — spytała cicho.

— Bałam się… Bałam się, że mnie odrzucisz jeszcze raz.

Mama wyciągnęła do mnie rękę. Przez chwilę zawahałam się, ale potem chwyciłam ją mocno. Poczułam ciepło jej dłoni i nagle wszystko wróciło: zapach jej perfum, dotyk jej palców na moim czole, kiedy byłam chora…

— Przepraszam — wyszeptała mama. — Przepraszam za wszystko.

Płakałyśmy obie. Po raz pierwszy od lat poczułam się znowu córką.

Ale pojednanie nie przyszło łatwo. Przez kolejne dni chodziłyśmy wokół siebie jak po polu minowym. Mama próbowała udawać, że wszystko jest w porządku: gotowała moje ulubione pierogi ruskie, zostawiała mi herbatę na stole. Ale wieczorami słyszałam jej cichy płacz za ścianą.

Pewnego dnia znalazłam w szufladzie listy — wszystkie te, które wysyłałam przez lata. Nieotwarte. Siedziałam na podłodze w swoim dawnym pokoju i płakałam nad każdą kopertą.

Wieczorem zebrałam się na odwagę.

— Mamo… dlaczego ich nie czytałaś?

Spojrzała na mnie z bólem.

— Bałam się tego, co tam znajdę. Bałam się twojego szczęścia bez nas…

Usiadłyśmy razem na kanapie i zaczęłyśmy czytać te listy na głos. Każde słowo bolało jak rana rozdrapana po latach.

Z czasem zaczęłyśmy rozmawiać coraz więcej: o tacie, który odszedł dawno temu; o moim dzieciństwie; o tym, jak bardzo obie tęskniłyśmy za sobą przez te wszystkie lata.

Ale najtrudniejsze przyszło pewnego popołudnia, kiedy mama zapytała:

— Gdybyś mogła cofnąć czas… wybrałabyś inaczej?

Zastanowiłam się długo.

— Nie wiem… Może tak. Może nie. Ale wiem jedno: chciałabym mieć ciebie przy sobie.

Mama uśmiechnęła się smutno.

— Ja też.

Dziś siedzę przy tym samym kuchennym stole i piszę list — list do mamy, którego nigdy jej nie dam. Piszę o wszystkim: o bólu rozstania, o samotności w wielkim mieście, o stracie Marcina i o tym, jak bardzo potrzebuję jej bliskości.

Może kiedyś będę miała odwagę jej go przeczytać. Może kiedyś naprawdę sobie wybaczymy.

Bo czy można naprawdę zacząć od nowa? Czy da się odbudować to, co zostało zniszczone przez dumę i żal?

A może najważniejsze jest to, żeby spróbować – choćby po raz ostatni?