Między lojalnością a bezsilnością: Moja walka o godność mamy i własne życie

– Nie możesz tego zrobić, Piotrek! – głos mojej siostry, Magdy, drżał od gniewu i rozpaczy. Stała w progu kuchni, zaciśnięte pięści wbijała w uda. – Obiecałeś mamie, że nigdy jej nie oddasz do domu starców!

Patrzyłem na nią przez łzy, które paliły mnie pod powiekami. Mama leżała w pokoju obok, jej oddech był płytki, a oczy – kiedy jeszcze patrzyła – pełne były niepokoju i zagubienia. Choroba Alzheimera zabrała ją kawałek po kawałku. Zostałem z nią sam, bo Magda mieszka w Gdańsku, a Tomek, mój młodszy brat, wyjechał do Anglii „za chlebem”.

– Magda, ja już nie daję rady – wyszeptałem. – Nie śpię po nocach. Boję się zostawić ją samą choćby na chwilę. W pracy ledwo się trzymam. Dzieci mnie nie poznają. Żona… – urwałem, bo nie chciałem mówić na głos tego, co czułem: że moja rodzina rozpada się przez moją lojalność wobec mamy.

Magda usiadła ciężko przy stole. Przez chwilę milczeliśmy, słuchając cichego szurania z pokoju mamy. Znowu próbowała wstać, choć lekarz zabronił jej ruszać się bez pomocy.

– Może… może powinniśmy poprosić Tomka o pomoc? – zaproponowała Magda, ale wiedzieliśmy oboje, że to mrzonka. Tomek od lat nie odwiedził mamy. Przesyłał pieniądze na leki i święta, ale unikał rozmów o jej stanie.

Wróciłem myślami do dzieciństwa. Mama była wtedy siłą napędową naszego domu – piekła najlepsze drożdżówki w okolicy, śmiała się głośno i zawsze miała czas na rozmowę. Nawet kiedy miała już czterdzieści lat i rodziła Tomka, była pełna energii. Nigdy nie narzekała.

A teraz? Teraz ja narzekam. Wstydzę się tego, ale jestem wykończony. Każdego dnia budzę się z lękiem: czy mama jeszcze żyje? Czy znowu wyjdzie z domu i zgubi się na osiedlu? Czy znowu znajdę ją w łazience, płaczącą i przerażoną?

Moja żona, Ania, coraz częściej patrzy na mnie z wyrzutem.

– Piotrek, musisz coś zrobić. Dzieci cię potrzebują. Ja cię potrzebuję – mówiła ostatnio wieczorem, kiedy po raz kolejny wróciłem do łóżka po północy.

– Ale jak mam to zrobić? Przecież to moja mama…

– A ja jestem twoją żoną! – wybuchła wtedy. – Nie możesz poświęcić wszystkiego dla niej!

Wiedziałem, że ma rację. Ale jak miałem wybrać między matką a rodziną?

Któregoś dnia mama upadła w łazience. Znalazłem ją dopiero po godzinie – leżała na zimnych kafelkach, drżąca i zapłakana. Wtedy coś we mnie pękło. Zadzwoniłem do Magdy.

– Musimy znaleźć dom opieki – powiedziałem bez ogródek.

– Nie! – krzyknęła. – To znaczy… może najpierw spróbujmy opiekunki?

Spróbowaliśmy. Przez miesiąc przychodziła pani Jola – miła kobieta po pięćdziesiątce. Ale mama nie chciała jej znać. Krzyczała na nią, zamykała się w łazience, odmawiała jedzenia.

W pracy szef wezwał mnie na rozmowę.

– Piotrze, rozumiem twoją sytuację, ale musisz się określić. Albo bierzesz urlop bezpłatny, albo wracasz do pełnych obowiązków.

Nie mogłem pozwolić sobie na utratę pracy. Kredyt na mieszkanie wisiał nad nami jak miecz Damoklesa.

W końcu znalazłem dom opieki w pobliskiej wsi pod Warszawą. Nowoczesny budynek, czysto, personel wydawał się serdeczny. Pojechałem tam z Magdą obejrzeć miejsce.

– To nie jest więzienie – przekonywała mnie pani dyrektor domu. – U nas każdy ma swój pokój, może mieć własne rzeczy…

Magda płakała przez całą drogę powrotną.

– Zawiodłam mamę – szeptała.

– To nie ty ją zawodzisz – odpowiedziałem gorzko. – To życie nas zawiodło.

Przyszedł dzień przeprowadzki. Mama była spokojna, jakby przeczuwała zmianę. Spakowałem jej ulubiony sweter i zdjęcie nas trojga z dzieciństwa.

– Piotruś… gdzie jedziemy? – spytała cicho.

– Do miejsca, gdzie będą mogli ci lepiej pomóc niż ja – odpowiedziałem drżącym głosem.

Oddanie mamy do domu opieki było najtrudniejszą decyzją mojego życia. Przez pierwsze tygodnie nie mogłem spać. Dzieci zaczęły się do mnie przytulać częściej niż zwykle; Ania przestała płakać po nocach.

Ale Magda przestała się do mnie odzywać. Tomek napisał tylko krótkiego maila: „Zrobiłeś co musiałeś”.

Czasem odwiedzam mamę i widzę cień dawnej siebie w jej oczach. Czasem uśmiecha się do mnie tak jak dawniej… ale częściej patrzy przez okno i milczy.

Czy mogłem zrobić coś inaczej? Czy naprawdę miałem wybór? Czy lojalność wobec rodzica musi oznaczać rezygnację z własnego życia?

Czasami pytam siebie: czy jestem złym synem… czy tylko człowiekiem na granicy wytrzymałości?