Mój mąż zapomniał o nas dla rodziny swojego zmarłego brata – czy można wybaczyć takie poświęcenie?

– Znowu wychodzisz? – zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał. Stałam w progu kuchni, trzymając w ręku kubek z zimną już herbatą. Adam nawet na mnie nie spojrzał. Zakładał kurtkę, w pośpiechu szukając kluczy.

– Muszę zawieźć Kasię na zajęcia, a potem pomóc Ani z papierami po Tomku – rzucił przez ramię, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

Zacisnęłam palce na uchwycie kubka. Nasza córka, Zosia, siedziała przy stole z zeszytem do matematyki. Spojrzała na mnie pytająco, a potem spuściła wzrok. Od śmierci Tomka, młodszego brata Adama, wszystko się zmieniło. Adam był nieobecny – ciałem tutaj, duchem gdzie indziej. Każda rozmowa kończyła się na Ani i jej dzieciach. Każdy wieczór był pusty, bo Adam wracał późno albo wcale.

Pamiętam dzień pogrzebu. Wszyscy płakaliśmy, ale Adam… On się rozpadł. Widziałam to w jego oczach – poczucie winy, żal, bezradność. Przez pierwsze tygodnie rozumiałam. Pomagał wdowie po bracie, dzieciom – przecież byli rodziną. Ale minęły miesiące, a ja czułam się coraz bardziej przezroczysta.

– Adam, Zosia ma jutro konkurs recytatorski. Obiecałeś, że pójdziesz – przypomniałam cicho.

Zatrzymał się na chwilę, jakby próbował sobie przypomnieć, o czym mówię.

– Postaram się wrócić na czas – powiedział bez przekonania i wyszedł.

Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem. Zosia spojrzała na mnie smutno.

– On już nas nie kocha? – zapytała szeptem.

Serce mi pękło. Przytuliłam ją mocno.

– Kocha, tylko… jest mu bardzo trudno – odpowiedziałam, choć sama w to nie wierzyłam.

Wieczorami leżałam w łóżku i słuchałam ciszy. Nasz syn Michał zamknął się w sobie. Przestał rozmawiać z ojcem, coraz częściej wychodził z domu bez słowa. Ja… czułam się jak cień. Gotowałam obiady, sprzątałam, dbałam o dzieci – i czekałam. Na rozmowę, na gest, na cokolwiek.

Pewnego dnia zebrałam się na odwagę.

– Adam, musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo, gdy tylko wrócił do domu.

Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

– Teraz? Jestem wykończony…

– Teraz – powtórzyłam twardo.

Usiadł naprzeciwko mnie przy stole. Przez chwilę milczeliśmy.

– Czuję się samotna – zaczęłam cicho. – Dzieci też. Michał prawie się do ciebie nie odzywa. Zosia płacze po nocach. Ja… Nie wiem już, jak do ciebie dotrzeć.

Adam spuścił głowę.

– Nie rozumiesz… Tomek był moim młodszym bratem. Obiecałem mu zawsze pomagać jego rodzinie.

– Ale masz też swoją rodzinę! – wybuchłam nagle. – My też cię potrzebujemy! Nie możesz nas zostawić dla Ani i jej dzieci!

Widziałam łzy w jego oczach. Pierwszy raz od miesięcy poczułam, że coś do niego dociera.

– Przepraszam… Po prostu nie umiem inaczej – wyszeptał.

– Spróbuj – poprosiłam. – Dla nas wszystkich.

Przez kolejne dni Adam próbował być bardziej obecny. Ale za każdym razem, gdy dzwoniła Ania, rzucał wszystko i biegł do niej. Zosia zaczęła mieć problemy w szkole. Michał złamał rękę na boisku – Adam dowiedział się o tym dopiero wieczorem.

Pewnej nocy usiadłam przy oknie i patrzyłam na puste ulice naszego osiedla. W głowie kłębiły mi się pytania: czy jestem egoistką? Czy mam prawo żądać od męża, by wybrał nas zamiast rodziny brata? A może to on jest egoistą, zostawiając własne dzieci i żonę?

W końcu postanowiłam porozmawiać z Anią.

– Aniu, musimy ustalić granice – powiedziałam stanowczo podczas spotkania przy kawie. – Adam nie może być twoim mężem i ojcem twoich dzieci. On ma swoją rodzinę.

Ania spuściła wzrok.

– Wiem… Ale ja sobie nie radzę sama…

– Rozumiem cię – odpowiedziałam łagodniej. – Ale jeśli tak dalej pójdzie, moja rodzina się rozpadnie.

Po tej rozmowie Adam był wściekły.

– Jak mogłaś jej to powiedzieć?!

– Bo muszę walczyć o nas! O nasze dzieci! O siebie!

Cisza między nami była cięższa niż kiedykolwiek wcześniej.

Minęły kolejne tygodnie. Adam coraz częściej zostawał u Ani na noc „bo dzieci płakały”. Ja przestałam walczyć. Skupiłam się na dzieciach i pracy. Zosia przyniosła mi laurkę: „Mamo, jesteś najdzielniejsza na świecie”. Michał zaczął chodzić na terapię szkolną.

Któregoś dnia Adam wrócił do domu wcześniej niż zwykle. Usiadł obok mnie na kanapie i długo milczał.

– Przepraszam… Chyba straciłem was z oczu – powiedział cicho.

Spojrzałam na niego zmęczonym wzrokiem.

– Czy jeszcze potrafisz być naszym mężem i ojcem?

Nie odpowiedział od razu. Widziałam w jego oczach strach i zagubienie.

Dziś nie wiem, co będzie dalej z naszą rodziną. Czy można odbudować coś, co tak długo było ignorowane? Czy Adam wybierze nas czy dalej będzie żył życiem swojego zmarłego brata?

Czasem pytam siebie: czy można kochać kogoś tak bardzo, że zapomina się o tych najbliższych? Czy naprawdę trzeba wybierać między lojalnością wobec przeszłości a teraźniejszością?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu?