Po dziesięciu latach wraca ojciec mojego syna. Co teraz? Moje życie wywróciło się do góry nogami.

– Mamo, kto to był? – zapytał Kuba, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. Jeszcze drżałam, gdy zamknęłam drzwi za Markiem. Jego głos wciąż dźwięczał mi w uszach: „Musimy porozmawiać. Chcę poznać mojego syna.”

Przez dziesięć lat nie było go w naszym życiu. Zniknął, kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży. Zostawił mnie samą z brzuchem, strachem i pytaniami bez odpowiedzi. Przez te wszystkie lata budowałam nasz świat od nowa – tylko ja i Kuba. Byliśmy drużyną. Teraz wszystko miało się zmienić.

– To… stary znajomy – wymamrotałam, unikając wzroku syna. Wiedziałam, że nie mogę go okłamywać, ale jak powiedzieć dziesięciolatkowi, że właśnie spotkał swojego ojca?

Wieczorem zadzwoniła mama. – Słyszałam, że Marek wrócił do miasta – powiedziała bez ogródek. – Co zamierzasz zrobić?

– Nie wiem, mamo. Nie wiem nawet, czego on chce.

– Chce syna – odpowiedziała twardo. – A ty musisz go chronić.

Wiedziałam, że ma rację. Przez lata słyszałam od niej: „Nie potrzebujesz go. Jesteś silna.” Ale czy byłam? Czy naprawdę potrafiłam ochronić Kubę przed bólem, który niósł ze sobą Marek?

Następnego dnia Marek czekał na mnie pod szkołą Kuby. Wyglądał inaczej – starszy, zmęczony, ale w oczach miał ten sam błysk, który kiedyś mnie oczarował.

– Proszę cię, pozwól mi z nim porozmawiać – powiedział cicho. – Wiem, że zawaliłem. Ale chcę to naprawić.

– Naprawić? – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Dziesięć lat cię nie było! Myślisz, że możesz po prostu wrócić i wszystko będzie dobrze?

Patrzył na mnie długo, jakby szukał w mojej twarzy odpowiedzi.

– Nie oczekuję przebaczenia. Ale chcę być ojcem dla Kuby.

Wróciłam do domu roztrzęsiona. Kuba patrzył na mnie pytająco.

– Mamo, czy coś się stało?

Usiadłam obok niego na kanapie i wzięłam głęboki oddech.

– Kuba… muszę ci coś powiedzieć. Ten pan… to twój tata.

Zamarł. Przez chwilę nie mówił nic.

– Tata? Ale przecież… mówiłaś, że tata nie żyje.

Poczułam łzy napływające do oczu.

– Skłamałam ci wtedy, bo chciałam cię chronić. Bałam się, że nie zrozumiesz, dlaczego go nie ma.

Kuba spuścił głowę.

– Czy on chce mnie zabrać?

Objęłam go mocno.

– Nie pozwolę na to. Ale może chciałbyś go poznać?

Nie odpowiedział od razu. Widziałam w jego oczach strach i ciekawość jednocześnie.

Wieczorem zadzwoniła siostra.

– Słyszałam o Marku – zaczęła bez wstępów. – Uważaj na niego. Ludzie się nie zmieniają.

– Może jednak… – zaczęłam niepewnie.

– Nie łudź się! Pamiętasz, jak cię zostawił? Jak płakałaś nocami?

Pamiętałam aż za dobrze. Ale czy miałam prawo odbierać Kubie szansę na poznanie ojca?

Przez kolejne dni Marek pisał do mnie wiadomości:
„Chcę tylko porozmawiać.”
„Proszę, daj mi szansę.”
„Kocham go, nawet jeśli mnie nie zna.”

W końcu zgodziłam się na spotkanie w parku. Kuba był spięty, trzymał mnie za rękę tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.

Marek ukląkł przed nim i spojrzał mu prosto w oczy.

– Cześć Kuba. Jestem Marek… twój tata. Wiem, że to dziwne i trudne. Ale chciałbym cię poznać.

Kuba milczał przez długą chwilę.

– Dlaczego cię nie było? – zapytał cicho.

Marek spuścił głowę.

– Byłem głupi i przestraszony. Popełniłem błąd życia. Przepraszam cię za to.

Widziałam łzy w oczach syna i czułam własne serce rozdzierające się na pół.

Po powrocie do domu Kuba długo siedział w swoim pokoju. Wieczorem przyszedł do mnie i powiedział:

– Chciałbym go poznać… ale boję się, że znowu odejdzie.

Przytuliłam go mocno.

– Ja też się boję, synku.

Od tamtej pory Marek zaczął pojawiać się coraz częściej. Zabierał Kubę na lody, na mecze piłki nożnej, pomagał mu w lekcjach matematyki. Widziałam jak mój syn rozkwita przy nim – jakby nagle odkrywał brakujący kawałek siebie.

Ale ja nie potrafiłam mu zaufać. Każda wiadomość od Marka wywoływała we mnie lęk i gniew. Rodzina szeptała za moimi plecami: „Znowu jej namiesza w życiu.”

Pewnego dnia Marek zaproponował:
– Może Kuba spędzi ze mną weekend?

Serce mi stanęło.
– Nie wiem… To chyba za wcześnie.

Kuba spojrzał na mnie błagalnie:
– Proszę mamo…

W końcu się zgodziłam. Cały weekend nie mogłam spać ze strachu. W niedzielę wieczorem Kuba wrócił szczęśliwy jak nigdy wcześniej.
– Było super! Tata nauczył mnie jeździć na rowerze bez rąk!

Patrzyłam na niego i czułam dumę… i żal jednocześnie. Czy powinnam była pozwolić Markowi wrócić? Czy nie ryzykowałam zbyt wiele?

Kilka tygodni później Marek zaproponował spotkanie we troje.
– Chciałbym spróbować być częścią waszego życia… razem.

Spojrzałam na niego długo.
– A jeśli znowu odejdziesz?

Marek chwycił mnie za rękę.
– Tym razem zostanę. Obiecuję.

Nie wiem, czy potrafię mu uwierzyć. Ale widzę szczęście w oczach Kuby i wiem jedno: muszę spróbować dla niego.

Czasem zastanawiam się: czy można wybaczyć tak wielką zdradę? Czy warto dawać drugą szansę komuś, kto raz już złamał nam serce? Może wy mi powiecie…