„Nie chcę, żebyś przyszła na mój ślub”: Kiedy usłyszałam te słowa córki, świat na chwilę zamarł
– Nie chcę, żebyś przyszła na mój ślub.
Te słowa Julii, mojej jedynej córki, rozbrzmiewają mi w głowie jak echo nawet teraz, gdy piszę te słowa. Stałam wtedy w kuchni, z filiżanką herbaty w ręku. Herbata była już zimna, a ja czułam, jak powietrze w pokoju gęstnieje. Julia patrzyła na mnie z tym swoim spokojem, który zawsze mnie niepokoił – jakby już dawno pogodziła się z czymś, czego ja nie potrafiłam nawet nazwać.
– Dlaczego? – zapytałam cicho, ledwo słyszalnie. – Przecież to najważniejszy dzień w twoim życiu.
Julia odwróciła wzrok. – Mamo, po prostu… źle się dogadujesz z tatą. I z Michałem też. Nie chcę żadnych scen. To ma być mój dzień.
Poczułam się, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć, błagać ją, żeby się opamiętała. Ale tylko stałam i patrzyłam na nią, próbując zrozumieć, gdzie popełniłam błąd.
Wróciły do mnie obrazy sprzed lat: kłótnie z jej ojcem, trzaskanie drzwiami, ciche dni pełne napięcia. Zawsze myślałam, że dzieci nie rozumieją dorosłych spraw. Że Julia była za mała, by pamiętać te wszystkie awantury o pieniądze, o zdrady, o zmarnowane szanse. Ale ona pamiętała. I chyba nigdy mi tego nie wybaczyła.
– Julia… – zaczęłam niepewnie. – Przecież to nie fair. Jestem twoją matką.
– Wiem – odpowiedziała chłodno. – Ale nie chcę cię tam. Proszę, uszanuj to.
Wyszła z kuchni, zostawiając mnie samą z moimi myślami i zimną herbatą. Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać. Cicho, żeby nikt nie słyszał.
Mój mąż, Andrzej, wrócił późno tego dnia. Zawsze wracał późno – od lat już byliśmy sobie obcy. Kiedy powiedziałam mu o rozmowie z Julią, wzruszył tylko ramionami.
– Czego się spodziewałaś? – mruknął. – Sama ją do tego doprowadziłaś.
Zabolało mnie to bardziej niż słowa Julii. Przez chwilę miałam ochotę rzucić mu w twarz wszystko to, co przez lata tłumiłam: jego zdrady, jego obojętność wobec mnie i dziecka. Ale tylko westchnęłam i poszłam do sypialni.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W pracy w szkole nikt niczego nie zauważył – nauczyciele są mistrzami w ukrywaniu własnych problemów. Uczyłam polskiego w liceum i zawsze powtarzałam uczniom, że literatura jest lustrem duszy. Ale sama bałam się spojrzeć w swoje odbicie.
Wieczorami przeglądałam stare zdjęcia Julii: jej pierwsze kroki, pierwszy dzień w przedszkolu, urodziny z balonami i tortem. Próbowałam znaleźć moment, w którym wszystko się popsuło. Czy to wtedy, gdy zostawiłam ją u babci na całe wakacje, bo nie mogłam już znieść Andrzeja? Czy wtedy, gdy krzyczałam na nią za rozlaną herbatę, bo byłam zmęczona po pracy?
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja siostra, Anka.
– Słyszałam o ślubie Julii – powiedziała ostrożnie. – I o tym, że cię nie zaprosiła.
– Tak – odpowiedziałam krótko.
– Może powinnaś… no wiesz… przeprosić ją za wszystko?
– Za co mam przepraszać? – wybuchłam nagle. – Za to, że próbowałam ją wychować najlepiej jak umiałam? Że starałam się utrzymać rodzinę razem?
Anka westchnęła ciężko.
– Może właśnie za to. Za to udawanie przed nią i przed sobą samą.
Rozłączyłyśmy się bez pożegnania.
Następnego dnia postanowiłam pojechać do Julii bez zapowiedzi. Mieszkała z Michałem w nowym bloku na obrzeżach miasta. Kiedy otworzyła drzwi, zobaczyłam w jej oczach zmęczenie i coś jeszcze – może cień żalu?
– Mamo…
– Muszę z tobą porozmawiać – powiedziałam stanowczo.
Wpuściła mnie do środka. Michał siedział przy komputerze i nawet na mnie nie spojrzał.
Usiadłyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.
– Julia… Ja wiem, że popełniłam wiele błędów. Wiem też, że nie byłam idealną matką. Ale kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie nie być przy tobie w tak ważnym dniu.
Julia spuściła głowę.
– Mamo… Ja też cię kocham. Ale… Ty zawsze wszystko komplikujesz. Zawsze musisz mieć ostatnie słowo. Nawet teraz próbujesz mnie przekonać do swojego zdania.
Poczułam ukłucie w sercu.
– Chcę tylko być częścią twojego życia – wyszeptałam.
– Może powinnaś najpierw przeprosić tatę? – rzuciła nagle Julia.
Zamarłam. Przeprosić Andrzeja? Za co? To on mnie zdradzał! To on był powodem naszych kłótni!
– Julia… Nie rozumiesz wszystkiego…
– Może właśnie dlatego nie chcę cię na ślubie – przerwała mi ostro. – Bo nigdy nie potrafisz przyznać się do winy.
Wyszłam stamtąd roztrzęsiona. Przez całą drogę do domu płakałam za kierownicą jak dziecko.
Wieczorem zadzwonił Andrzej.
– Julia chce ze mną porozmawiać o ślubie – powiedział bez emocji.
– A ze mną nie? – zapytałam gorzko.
– Może powinnaś jej odpuścić? Daj jej spokój.
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok i myślałam o tym wszystkim: o mojej matce, która nigdy mnie nie przytulała; o ojcu alkoholiku; o tym, jak bardzo chciałam być lepsza dla Julii niż moi rodzice byli dla mnie…
Rano podjęłam decyzję: napiszę do Julii list. Nie umiałam mówić o uczuciach twarzą w twarz – zawsze łatwiej było mi pisać.
Droga Julio,
Wiem, że zawiodłam cię wiele razy. Wiem też, że nie potrafiłam być taką matką, jakiej potrzebowałaś. Ale kocham cię całym sercem i bardzo chciałabym być przy tobie w dniu twojego ślubu. Jeśli jednak zdecydujesz inaczej – uszanuję to i będę ci życzyć szczęścia z całego serca.
Twoja mama
Nie dostałam odpowiedzi przez kilka dni. Każdego ranka sprawdzałam telefon i skrzynkę mailową z nadzieją i lękiem jednocześnie.
W końcu zadzwoniła Anka:
– Julia chce się z tobą spotkać przed ślubem – powiedziała cicho.
Spotkałyśmy się w kawiarni na rynku. Julia wyglądała pięknie i dorosło – zupełnie inaczej niż ta mała dziewczynka ze zdjęć.
– Przeczytałam twój list – zaczęła spokojnie. – Dziękuję ci za szczerość. Chciałabym spróbować naprawić naszą relację… Ale na ślubie cię nie będzie. Jeszcze nie jestem gotowa.
Poczułam ulgę i ból jednocześnie. Ulgę, bo może jest jeszcze dla nas nadzieja; ból, bo straciłam coś bezpowrotnie.
Ślub Julii odbył się bez mojego udziału. Oglądałam zdjęcia na Facebooku przez łzy: ona uśmiechnięta u boku Michała; Andrzej dumny jak paw; goście tańczący do białego rana…
Ale kilka tygodni później Julia zadzwoniła do mnie sama:
– Mamo… Chciałabym cię zobaczyć. Może przyjdziesz na obiad?
Może jeszcze wszystko da się naprawić? Może czasem trzeba stracić coś ważnego, żeby nauczyć się kochać naprawdę? Co wy byście zrobili na moim miejscu?