Kiedy rodzina staje się polem bitwy: Historia o zaufaniu, pieniądzach i zdradzie

– Ivana, musimy porozmawiać – głos mojej teściowej, pani Haliny, rozbrzmiał w kuchni jak dzwon zwiastujący burzę. Stała przy oknie, z filiżanką kawy w dłoni, a jej spojrzenie było twarde jak stal. – Mam dla was propozycję.

Poczułam, jak serce zaczyna mi bić szybciej. Zawsze, kiedy Halina mówiła „propozycja”, oznaczało to kłopoty. Mój mąż, Tomek, siedział obok mnie przy stole, nerwowo bawiąc się obrączką. Nasza córka Zosia bawiła się w swoim pokoju, nieświadoma, że za chwilę jej przyszłość stanie się przedmiotem rodzinnych negocjacji.

– Słucham, mamo – powiedział Tomek, próbując brzmieć spokojnie.

Halina odchrząknęła i spojrzała na nas z góry. – Wszyscy wiemy, że mieszkanie jest na moje nazwisko. Ale przecież nie będę żyła wiecznie. Chciałabym, żeby Zosia miała kiedyś własny kąt. Ale wiecie… życie jest nieprzewidywalne. Potrzebuję teraz pieniędzy. Jeśli dacie mi całą swoją oszczędność, przepiszę mieszkanie na Zosię. To uczciwe.

Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Nasze oszczędności… To były lata wyrzeczeń, odkładania każdej złotówki, rezygnowania z wakacji i nowych ubrań. Wszystko po to, by zapewnić Zosi lepszą przyszłość. A teraz Halina chciała to wszystko jednym ruchem zabrać?

– Mamo… – zaczął Tomek, ale Halina mu przerwała.

– Nie mam czasu na sentymenty. Potrzebuję tych pieniędzy na leczenie i remont. Przecież to dla waszego dobra! – podniosła głos.

Poczułam, jak narasta we mnie bunt. Czy naprawdę mamy oddać jej wszystko? Czy mogę zaufać kobiecie, która przez całe nasze małżeństwo traktowała mnie jak intruza?

W nocy długo nie mogłam zasnąć. Tomek przewracał się z boku na bok.

– Co myślisz? – zapytałam szeptem.

– Nie wiem… To duże ryzyko. Ale jeśli nie zgodzimy się teraz, mama może przepisać mieszkanie na kogoś innego. Albo sprzedać…

– A jeśli nas oszuka? – zapytałam gorzko.

Tomek milczał.

Następnego dnia w pracy nie mogłam się skupić. W głowie miałam tylko jedno pytanie: czy powinniśmy zaufać Halinie? Moja przyjaciółka Ania próbowała mnie pocieszyć:

– Ivana, to twoje pieniądze! Nie możesz oddać wszystkiego bez żadnej gwarancji.

– Ale to przecież rodzina…

Ania spojrzała na mnie z politowaniem.

Wieczorem wróciłam do domu i zobaczyłam Tomka siedzącego przy stole z dokumentami w ręku.

– Mama już przygotowała umowę – powiedział cicho.

Zerknęłam na papier. Był tam zapis: „Po otrzymaniu kwoty X złotych przepisuję mieszkanie na wnuczkę Zofię Nowak.”

– A co jeśli zmieni zdanie? – zapytałam.

Tomek wzruszył ramionami.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Halina dzwoniła codziennie, pytając, kiedy przelejemy pieniądze. Zosia zaczęła pytać, dlaczego mama i tata się kłócą.

W końcu podjęliśmy decyzję. Przelałam wszystkie nasze oszczędności na konto Haliny. Czułam się tak, jakbym oddawała kawałek siebie.

Przez kilka dni panowała cisza. Halina nie odbierała telefonu. W końcu pojawiła się u nas z uśmiechem na twarzy i… nową fryzurą.

– Dziękuję wam kochani! – powiedziała wesoło. – Jutro idziemy do notariusza.

Ale następnego dnia zadzwoniła do mnie sąsiadka Haliny:

– Ivana… widziałam twoją teściową z jakimś mężczyzną pod bankiem. Wyglądało na to, że świętują…

Serce mi zamarło. Zadzwoniłam do Haliny – nie odbierała. Pojechałam pod jej mieszkanie – nie otwierała drzwi.

Tomek próbował ją uspokajać:

– Może po prostu świętuje nową fryzurę…

Ale ja czułam, że coś jest nie tak.

Minął tydzień. W końcu Halina odebrała telefon:

– Ivana, muszę wyjechać do sanatorium. Przepisanie mieszkania poczeka.

– Ale obiecałaś…

– Nie przesadzaj! Przecież to tylko formalność!

Zaczęłam szukać pomocy u prawnika. Okazało się, że umowa była napisana tak ogólnikowo, że Halina mogła ją łatwo podważyć.

Tomek był załamany. Kłóciliśmy się codziennie. Zosia płakała nocami.

W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do Haliny jeszcze raz. Otworzyła mi drzwi z uśmiechem.

– Ivana, nie bądź taka spięta! Przecież jesteśmy rodziną!

– Rodzina nie powinna się tak traktować – powiedziałam cicho.

Halina wzruszyła ramionami i zamknęła drzwi przed moim nosem.

Dziś minęły już trzy miesiące od tamtej rozmowy. Nasze pieniądze przepadły. Mieszkanie nadal jest na Halinę. Z Tomkiem ledwo rozmawiamy – między nami wyrosła ściana milczenia i żalu.

Czasem patrzę na Zosię i zastanawiam się: czy warto było zaufać rodzinie? Czy można jeszcze odbudować zaufanie po takiej zdradzie? Może czasem trzeba postawić granicę nawet najbliższym? Co wy byście zrobili na moim miejscu?