„Wasza emerytura to nasza porażka?” – Jak jeden telefon mojej córki wywrócił mój świat do góry nogami
– Mamo, wy tam sobie żyjecie jak królowie, a my ledwo wiążemy koniec z końcem! – głos mojej córki, Magdy, przeszył mnie jak sztylet. Stałam przy kuchennym oknie, patrząc na rozkwitające wiosną drzewa, kiedy zadzwonił telefon. Zawsze czekałam na jej głos, ale tym razem czułam, że coś jest nie tak.
– Magda, co się stało? – zapytałam, próbując ukryć niepokój.
– Co się stało? – powtórzyła z goryczą. – Wy z tatą jeździcie po sanatoriach, chodzicie do teatru, a my… My tonęliśmy w długach przez cały miesiąc. Franek musiał pożyczyć od kolegi na czynsz. A wy? Nawet nie zapytaliście, czy nam czegoś nie potrzeba.
Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież całe życie pracowałam na to, by na starość mieć spokój. Zbigniew i ja odkładaliśmy każdy grosz, rezygnowaliśmy z wakacji, żeby dzieciom niczego nie brakowało. A teraz, kiedy wreszcie mogliśmy pozwolić sobie na trochę przyjemności, miałam czuć się winna?
– Magda, przecież zawsze możesz do nas zadzwonić…
– Tak? I co? Znowu usłyszę: „Musicie sobie radzić”? Mamo, ja już nie mam siły. Franek pracuje po godzinach, ja dorabiam korepetycjami, a i tak nie wystarcza na wszystko. A wy…
Słowa ugrzęzły mi w gardle. Przypomniałam sobie, jak jeszcze miesiąc temu opowiadałam koleżankom z klubu seniora o naszym wyjeździe do Krynicy. Byłam dumna, że wreszcie mogę żyć dla siebie. Teraz czułam się jak egoistka.
Wieczorem opowiedziałam wszystko Zbyszkowi. Siedział przy stole z gazetą i filiżanką herbaty.
– Może powinniśmy im pomóc? – powiedziałam cicho.
Zbyszek spojrzał na mnie spod okularów.
– Pomagaliśmy im całe życie. Magda ma trzydzieści sześć lat. Kiedy w końcu zaczniemy żyć dla siebie?
Wiedziałam, że ma rację. Ale serce matki nie zna logiki. Całą noc przewracałam się z boku na bok, słysząc w głowie słowa córki: „Wy tam sobie żyjecie jak królowie…”
Następnego dnia zadzwoniłam do Magdy.
– Córciu, przyjedźcie do nas w niedzielę na obiad. Porozmawiamy spokojnie.
Przyjechali całą rodziną – Magda, Franek i mała Ola. Widziałam zmęczenie na ich twarzach. Ola od razu pobiegła do swojego starego pokoju, a my usiedliśmy przy stole.
– Mamo, przepraszam za wczoraj… Byłam zmęczona i…
– Rozumiem cię – przerwałam jej łagodnie. – Ale musimy ustalić granice. Nie możemy oddać wam wszystkiego, co mamy.
Franek spuścił wzrok.
– Nie chcemy waszego majątku – powiedział cicho. – Chcemy tylko trochę wsparcia. Czasem mam wrażenie, że jesteśmy sami z tym wszystkim.
Zbyszek milczał przez dłuższą chwilę.
– Wiecie co? Może zamiast pieniędzy pomożemy wam inaczej? Możemy zabierać Olę po szkole, żebyście mieli czas na dodatkową pracę albo odpoczynek. Możemy gotować obiady na kilka dni…
Magda spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Mamo… Ja po prostu czasem chciałabym poczuć, że jesteśmy dla was ważni. Że nie jesteście już tylko dla siebie.
Poczułam ukłucie żalu i winy. Przecież zawsze byli najważniejsi. Ale czy to znaczy, że mamy rezygnować z własnego życia?
Przez kolejne tygodnie próbowałam znaleźć równowagę. Zbyszek coraz częściej mówił o tym, że nie chce być „bankomatem”. Ja z kolei nie umiałam zasnąć bez myśli o tym, czy Magda ma za co kupić leki dla Oli.
Pewnego dnia przyszła do mnie sąsiadka, pani Teresa.
– Wiesz co? Moja Basia też ciągle narzeka, że jej nie pomagam. A ja mam już dosyć! Całe życie dla dzieci, a teraz chciałabym trochę dla siebie…
Zrozumiałam wtedy, że nie jestem sama z tym problemem. Że wiele matek i ojców w Polsce staje przed tym samym dylematem: czy emerytura to nagroda za lata pracy czy obowiązek wobec rodziny?
W końcu usiedliśmy wszyscy razem i ustaliliśmy zasady. Pomagamy sobie nawzajem – ale nie kosztem własnego zdrowia i szczęścia. Magda zaczęła szukać lepiej płatnej pracy, Franek znalazł dodatkowe zlecenia przez znajomych Zbyszka. My z mężem nauczyliśmy się mówić „nie”, kiedy czuliśmy się wykorzystywani.
Czasem jednak wracają do mnie słowa Magdy: „Wy tam sobie żyjecie jak królowie…” I wtedy pytam siebie: czy naprawdę mam prawo być szczęśliwa na starość? Czy rodzic kiedykolwiek przestaje być odpowiedzialny za swoje dziecko?
A wy jak myślicie – gdzie kończy się obowiązek rodzica, a zaczyna prawo do własnego życia?